LAIF » WYWIAD: Agim Dżeljilji z zespołu Nervy – Zaleczyłem kompleksy

WYWIAD: Agim Dżeljilji z zespołu Nervy – Zaleczyłem kompleksy

Agim Dżeljilji (Oszibarack) i Igor Pudło (Skalpel), czyli dwóch wpływowych twórców sceny elektronicznej połączyło siły, tworząc zespół Nervy. Co się za tym kryje i z czego wynika? Po układzie nervowym oprowadza Agim.

nervy

Nervy; zdjęcie: Bartek Holoszkiewicz

 

Przemysław Bollin: W końcu ktoś rozpisał muzykę elektroniczną na żywe instrumenty! W Niemczech Brandt Brauer Frick Ensemble, w Polsce Nervy. Nareszcie!

Agim Dżeljilji: Ten pomysł chodził za mną już od dłuższego czasu, jeszcze zanim powstał Brandt Brauer Frick. Jak ich usłyszałem, to powiedziałem Igorowi: – Widzisz! Mówiłem ci, że to dobry pomysł. Niestety ubiegli nas, ale zrobiliśmy to po swojemu. BBF dokonali pewnej syntezy muzyki techno, robiąc transkrypcję na żywe instrumenty. Dla nas był to tylko punkt wyjścia.

 

Na płycie nie ma żadnych przeniesień z elektroniki?

Nie ma. Wszystko nagraliśmy od razu, w takim kształcie, jaki jest na płycie. Część utworów nawet nie weszła na płytę, bo mieliśmy je za zbyt frywolne. Na koncercie brzmią za to świetnie, bo budują nam dramaturgię.

 

Na koncercie w Katowicach powiedziałeś, że jeden z utworów inspirowany jest twórczością Erika Satie. Inspiruje się nim także Trentemøller, do czego przyznał mi się przed koncertem na Free Form Festival. 

No proszę, jak ta myśl krąży w świecie. (…) Erik Satie jest dla mnie mistrzem współbrzmień. Mistrz harmonii. Miał ogromną pokorę w sposobie komponowania. Nigdy nie skupiał się na ornamentyce. Nie interesował go poziom wykonawczy. Zespół Air czerpał z niego garściami i – moim zdaniem niesłusznie – zdobył dzięki temu uznanie.

 

Kiedy odkryłeś Satie?
W Szkole Muzycznej. Byłem w klasie skrzypiec, później na fagocie. Wiedziałem, że nie dogonię tych najlepszych, więc nie skupiałem się na technice. Rozwijałem umiejętność opowiadania muzyką. Erik Satie tworzył harmonie, które ciągle zaskakiwały słuchaczy. Dla mnie jest geniuszem.

 

Jak powstał utwór „Arkadia”, inspirowany jego muzyką?
Igor i ja dużo rozmawialiśmy na jego temat. Opowiedziałem mu o moich fascynacjach, z czasów szkolnych. Igor jest muzykologiem i wyszperał kilka płyt E.S., a potem powyciągał z nich kilkadziesiąt sampli. Na bazie kolażu z jego utworów powstała „Arkadia”, ale wcześniej wyczyściliśmy go ze wszystkich sampli. Pocięcie wielu z nich – z czego Igor słynie – jedynie zainspirowało nas, do stworzenia czegoś nowego. To taki „recykling twórczy”.

 

Z samplowania słynie między innymi Nujabes, japoński producent hip-hopowy.
Zrobił świetny soundtrack do „Samurai Champloo” – mojej ukochanej mangi. Nie za bardzo lubię hip-hop, ale to jest genialne. Igor lubi ten gatunek, bardziej się w nim zasłuchuje. Dla mnie jest niebezpieczną granicą między sztuką a rozrywką. Głos ulicy pretenduje do bycia sztuką – i czasem mu się udaje – ale najczęściej te teksty są po prostu „gangsterskie”. Co innego wspomniany Nujabes, czy DJ Shadow, bo w ich muzyce jest pewna myśl.

 

Skoro jesteśmy przy rhythm and bluesie. Na waszym koncercie w Jazz Hipnozie, tańczyła obok mnie młoda dziewczyna. Tak dobrze się bawiła, że krzyknęła: – Jak oni bawią się rytmem! Kto za tym stoi?
Bardzo nam miło (śmiech). Igor i ja nagraliśmy 80% materiału. Potem dołączył do nas perkusista Janek Młynarski i zagrał napisane przez nas partie. W „Euforii” i „Manai” natomiast grał już całkowicie po swojemu.

 

I właśnie przy „Euforii” dziewczyna latała najwyżej.
(Śmiech). Ten utwór ma ciekawą historię. Roboczo nazywał się „Euforia III”. Skąd taki kuriozalny tytuł? Bardzo lubię proces twórczy, uważam go za najciekawszy w całej pracy nad materiałem. Dla eksperymentu zamiast w emocje, poszedłem w coś odwrotnego. Stworzyłem algorytm. Napisałem partię na puzon, w której co trzeci takt dochodził kolejny instrument, i co trzeci takt tercja szła w dół. Zadziałało. Rozpisałem to na orkiestrę i okazało się, że jest w tym harmonia, że wszystko samo się układa. Fascynujące! Niestety utwór brzmiał zbyt mechanicznie, więc poprosiłem Janka (perkusistę – aut.), żeby dograł swoje. Potem doszedł bas, jako dialog z perkusją i zaczęło się kleić.

Muzyka jest jedną wielką podróżą. Talent jest nam dany i musimy się nim dzielić. Nie mógłbym pisać pięknych melodii. Wolę pokazać ludziom coś, czego jeszcze nie odkryli. Muzyka jest chaosem, a ja staram się go uporządkować.

 

Wyobrażasz sobie Nervy w NOSPR?

Tak, zdecydowanie! Mamy ambicję zagrać w większym składzie, w kilku większych filharmoniach. To moje marzenie. Nervy to próba podzielenia się pewnymi kompleksami. Po ukończeniu Szkoły Muzycznej nie poszedłem na studia kompozytorskie, bo czułem się samowystarczalny. Teraz żałuję. Nie wywodzę się ze środowiska akademickiego, co na dzień dobry wyklucza mnie z pewnych działań. Inspiruje nas Reich, Glass i ta płyta jest tego efektem. Jasne, że czujemy się wobec nich zbyt mali, ale mój kompleks został zaleczony.

 

Tekst: Przemysław Bollin

Zobacz też inne wydarzenia

21.05.2015, WARSZAWA, KLUB PARDON, TO TU, Idris Ackamoor & The Pyramids 09.04.2015, WARSZAWA, STODOŁA, CURLY HEADS 27.06.2015, Warszawa, Cafe Kulturalna, Crocodiles