Coloma – „Love?s Recurring Dream”

Coloma
„Love’s Recurring Dream”
Italic Recordings
electro-pop
Niezwykle lubię pierwsze dwa albumy Colomy – arcydzieła elektronicznie zaaranżowanego melancholijnego romantic-popu. Szczególnie „Silverware”, choć nowoczesny w warstwie brzmieniowej i rytmicznej za sprawą wokalu i klasycyzujących aranży, czarował poetyczną aurą epoki fin de siecle’u. Każdy muzyczny gest miał tam ciężar dandysowskiego manifestu. Na nowym albumie wciąż obowiązuje elegancki szyk: ton nadają smyki, obój, i przede wszystkim znakomity, nieco afektowany wokal Roba Taylora. Jednak Coloma już nie zniewala jak dawniej. To przyjemność nieco mniej wyszukana – „żywe” bębny, nuta gitary, bogatsze aranżacje „odczarowują” ten wcześniej magiczny świat i odzierają z aury nadzwyczajności. Na szczęście Anglików wciąż stać na takie perełki, jak synth-pop-soulowy „Standstill” czy medytacyjny „Should I Be Untrue”, które pozwalają zapomnieć o słabostkach. Choć popowi dandysi nie powinni sobie na takowe pozwalać.
Łukasz Lubiatowski
Leave a comment