Nikt nam nie grał na fujarce, ale gwiazdy tegorocznego Open’era i tak były zauroczone. A to za sprawą rewelacyjnie reagującej publiczności.
Open’er w końcu dojrzał nie tylko w skali europejskiej, lecz także światowej – to ogromna nobilitacja dla tej stosunkowo młodej imprezy. Wielkie brawa, bo zbudować od zera markę jest równie trudno, jak znaleźć podczas imprezy miejsce w dworcowej przechowalni bagażu. Event to kompletny, więc organizatorom pozostaje jedynie utrzymywać wysoki poziom, a to piekielnie trudne zadanie. Ale skupmy się na tym, co najważniejsze – muzyce.
W tym roku Open’er rozrósł się do czterech pełnych dni. Obawy, że w czwartek na Babich Dołach hulać będzie głównie wiatr szybko okazały się przesadne. Fakt, nie było tylu ludzi, co chociażby w sobotę, ale i tak dobre kilka tysięcy wystawało pod sceną. Trochę niemrawo się zaczęło, jedna z najbardziej wyczekiwanych gwiazd – Arctic Monkeys – borykała się z problemami technicznymi, przez co jej występ nieco rozczarował, a znaleźli się i tacy, którzy w swoim zestawieniu sklasyfikowali popisy Anglików w kategorii „najgorszy koncert”. Na szczęście wesoła załoga z Basement Jaxx w pełni wynagrodziła tamtą wpadkę. Było trochę mniej energetycznie niż podczas poprzedniego występu duetu (choć przez scenę to całe tłumy się przewijają), ale i tak na wielki plus – a i trochę nowego materiału było ogrywane. Czarnym koniem pierwszego dnia okazał się występ grzecznych chłopców z Late Of The Pier na scenie namiotowej. Wyszli, zagrali, wrażenie zrobili.
Cały artykuł do przeczytania we wrześniowym wydaniu LAIF. Zamów tutaj.
Byłeś? Podziel się wrażeniami na forum.







[...] 20 – zapiski z open’era / witamy w naszej bajce [...]
[...] 16 – relacja z selectora / szatańska selekcja 18 – wywiad z orbital / wracają do gry 20 – zapiski z open’era / witamy w naszej bajce 22 – raport z boogie brain / deszczowa opowieść 24 – przekaz z audioriver / [...]