Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X

1 comment

News

, ,

28 września 2009

Maxwell – „Blacksummer’s Night”

maxwell_web
Maxwell
„BLACKsummer’s Night”

Columbia
soul

Prawdziwy soul jest domeną największych i to, że próbuje go uprawiać cała masa wokalistów, nie zmienia faktu, iż do historii muzyki przechodzi jedynie kilka najwybitniejszych nazwisk. Wiadomo że James Brown, Marvin Gaye, Stevie Wonder czy Curtis Mayfield to niekwestionowani geniusze. Ale jeśli zastanowić się, kto ze współczesnych artystów ma szansę dołączyć do prestiżowej listy klasyków wszech czasów, to właściwie realne szanse ma tylko dwóch panów (oczywiście panie to oddzielny temat) – D’Angelo i Maxwell. W latach 90. przyczynili się do renesansu klasycznego soulu, nazywanego wtedy neo-soulem, chyba tylko po to, żeby odróżnić go od wszechobecnego, plastikowego r’n'b. W 2000 roku D’Angelo swoim drugim albumem „Voodoo” ustawił poprzeczkę najwyżej, jak tylko się da, po czym… słuch o nim zaginął. Wydana rok później płyta Maxwella „Now” była całkiem przeciętna, dlatego też z o wiele większą niecierpliwością czekałem raczej na kolejne dzieło tego pierwszego. Jednak D’Angelo wciąż milczy, a tu tymczasem niespodziewanie po ośmiu latach powraca Maxwell. Już nie taki piękny i gładki, jak kiedyś, bo o wiele dojrzalszy i bez charakterystycznego afro na głowie. Za to muzycznie lepszy niż kiedykolwiek. Niepodatny na trendy, autotune’y i gościnnych raperów, serwuje oszczędny zestaw dziewięciu kompozycji w piekielnie eleganckim stylu. Niezależnie od tego, czy są to tradycyjne ballady („Pretty Wings”, „Stop The World”, „Fistful Of Tears”, „Playing Possum”) czy funkowe groovery („Bad Habits”, „Cold”, „Help Somebody”, „Phoenix Rise”), z każdego dźwięku na „BLACKsummer’s Night” wprost bije perfekcją. Doskonałe żywe aranżacje i organiczne brzmienie tworzą ponadczasową formę, która nie stara się być na siłę ani zbyt nowoczesna, ani zbyt retro. Sam Maxwell nie bez powodu zasługuje na miano godnego zastępcy Marvina – śpiewa przejmująco, gdzie trzeba łagodnie, a gdzie indziej z niespotykanym dotąd u niego pazurem. Słowem mamy kolejnego klasyka do soulowego kanonu, pozostaje tylko pytanie, czy największy konkurent – D’Angelo podejmie rękawice i pokaże, czy też jeszcze ma coś w zanadrzu. Ale tym razem to jemu nie będzie łatwo przeskoczyć poprzeczki ustawionej przez Maxwella.

Maceo

Recenzja pochodzi z wrześniowego numeru LAIF, 2009

  • [...] Bubblers Four, compiled by Gilles Peterson” / Brownswood (freestyle) >> Maxwell “Blacksummer’s Night” / Columbia/Sony (soul) >> Mos Def “The Ecstatic” / Downtown (hip-hop) >> Flying Lotus “LA EP [...]

    LAIF nr. 70 | laif

    23:55
    07/10/2009

  • Leave a comment  

    Name

    Email

    WWW

    Submit comment