Tauron Nowa Muzyka – relacja

Na 24. piętrze najwyższego katowickiego wieżowca osiadłem na kilka późnoletnich dni niczym Hans Castrop w sanatorium w Davos i ? choć powietrze śląskie raczej nie odmładza ? hotelowy spokój i widok na Oberschlesien z góry działały na mnie kojąco, by nie rzec terapeutycznie.
Z podniebnej pustelni na ?niziny? schodziłem jednak z radością tym większą, że za dnia odkrywałem na Śląsku iście egzotyczne atrakcje dla ?goroli?. Wyprawy na Nikoszowiec, Szopienice i Chorzów Batory wciąż wspominam z dreszczem emocji. Szyb nieczynnej kopalni Katowice, widziany z hotelowego okna, gdzieś w dole przypominał jednak o głównym celu mej wizyty. Lokalizacja w centrum metropolii i ciekawy line-up przyciągnęły na imprezę ? na oko ? przynajmniej dwa razy więcej widzów niż ostatnia cieszyńska edycja i choć żal czarownego mikroklimatu podgranicznego miasteczka, trudno się dziwić, że organizatorzy rozstali się z Cieszynem. Co prawda na terenie KWK Katowice planowana jest budowa nowego śląskiego muzeum i trudno przewidzieć, gdzie los zaniesie festiwal za 12 miesięcy, jednak frekwencja, zaangażowanie górnośląskich mediów i władz oraz wsparcie dużego sponsora dobrze rokują na przyszłość.
Z dystansu, spod chmur, festiwal Tauron Nowa Muzyka robił wrażenie cichego piwnego meetingu, jednak już pierwsze dźwięki otwierających muzyczne święto Pivot niemal skruszyły starą kopalnianą zabudowę. Australijczycy mają swój pomysł na brzmienie, jednak zachęcony zachwytami tych, którzy widzieli trio parę miesięcy wcześniej w Warszawie czy podczas ich londyńskiego występu z Tortoise, spodziewałem się znacznie więcej. Postrockowe wariacje na gitarę, bębny i elektroniczne maszynki w wersji live ? choć energetyzujące i głośne ? wydały mi się nazbyt ociężałe, niefinezyjne, po australijsku ?krzepkie?. Pewien niedosyt zostawił też występ Speech Debelle. Być może to wina wczesnej pory, być może tego, że Brytyjka zdecydowanie lepiej rapuje niż śpiewa. Brytyjka z pewnością zdecydowanie lepiej rapuje, niż śpiewa, wydaje się też, że jej grupie jeszcze trochę brakuje do zgrania. Poza tym Debelle jest chyba nazbyt sympatyczna i grzeczna, zaś od ?ulicznej? muzyki oczekuje się trochę drapieżności, prawda? Goście z UK ? choć pozostawili pozytywne wrażenie ? tłumu nie porwali. Sztuka ta udała się za to ich rodakom ? szalonemu duo: Scroobius Pip & Dan Le Sac. Przyznaję, że nie przepadam za przemądrzałym duetem, jednak kabaretowa konwencja na żywo sprawdziła się doskonale ? Scroobius na scenie zachowywał się jak nawiedzony kaznodzieja, beaty z laptopa wbijały w piasek. I choć z tyłu głowy analityczny chochlik przypominał: ?to przecież pseudole?, przy ?Thou Shalt Always Kill? darłem się i skakałem wraz z szalejącym tłumem. (…)
Więcej przeczytasz we wrześniowym numerze LaiFa. Zamów tutaj.
Byłeś? Podziel się wrażeniami na forum.
Leave a comment