Marek Hemmann – „In Between”
Marek Hemmann
?In Between?
Freude am Tanzen
house/tech-house/minimal
O tym, że Marek Hemmann przygotowuje swój piewszy album długogrający pisałem dwa miesiące temu. W międzyczasie ukazał się też pierwszy krążek jego długoletniego partnera Mathiasa Kadena, który mnie akurat nie powalił, a wręcz przeciwnie ? udało mi się kilka razy przysnąć podczas odsłuchu (co akurat nie byłoby problemem, gdyby chodziło o wydawnictwo ambientowe, ale przecież tak nie jest). Pojawia się pytanie ?który z wyżej wymienionych panów lepiej odrobił zadania domowe??
Kilka taktów zapętlonych przestrzennych gitar, zatopionych w sennym pogłosie i już wchodzi klasyczny four-to-the-floor, rozwiewając poniekąd moje wątpliwości, że Hemmann pójdzie śladami Kadena i pogubi się na pustyni przerostu formy nad treścią. ?Alias? to świetny opener, dający przedsmak tego co czeka na nas w dalszej części podróży przez dźwiękowe pejzaże Hemmanna. Podobnie jak w wielu innych utworach, które znajdziemy na płycie artysta nie stroni od akustycznych brzmień, tu wplecie trąbkę tam bambusowy flet, ale czyni to w sposób nienachalny i chwała mu za to.
Płynnie przechodzimy do ?Tagomy?, który cechuje się już nieco większym stopniem przystępności parkietowej i z tym fenomenem, z nielicznymi wyjątkami, będziemy się spotykać przy każdym kolejnym kawałku. Struktura utworu jest bardziej zwarta, groove jest bardziej wyrazisty na czym zyskuje motoryka. W tle pohukuje miękki bas, czasem coś krzyknie jakiś niewieści głos, zaś miejsce trąbki i fletu zajmuje kilka oszczędnych dźwięków akordeonu. Piękny track!
?Kaleido? wydaje się być już rasowym house?owym zamiataczem parkietów, ale w pewnej chwili na interesującym motywie basowym pojawia się swingująca trąbka oraz rhodesowe akordy, co nadaje utworowi bardziej funkujące brzmienie. Świetny pozytywny utwór w sam raz na zimowe parkiety. To już trzeci track, a ja nie mam jeszcze do czego się przyczepić, tylko kicam po pokoju… Będzie dramat krytyka?
Po dwóch nieco tęższych dancefloorowych tematach pojawia się trochę spokojniejszy ?Compass?, w sam raz na szybką wycieczkę do baru po drinka, lub przycupnięcie na wygodnej sofie i zatopienie się w sennych dźwiękach. Wciąż mamy do czynienia z bitem sygnowanym 4/4, lecz na pierwszy plan zdecydowanie wychodzą sączące się lekko z głośników, utaplane w pogłosie przestrzenne pady i przyjemna melodyjka potęgująca tylko nastrój rozleniwienia. Idealny numer na poranny after. Mimo łagodniejszego klimatu wciąż przykuwa uwagę.
Doskonale wyczuwając zdolności percepcyjne przeciętnego słuchacza i nie dając wciągnąć się w pułapkę, która usidliła jego kolegę po fachu, Hemmann powraca do bardziej parkietowych brzmień. Wyrazisty kick i minimalistycze, drewniane pukania ?Inessy? dają do zrozumienia, że czas ruszyć cztery litery i trochę się pogibać. W moim odczuciu numer nieco zbyt klasyczny, aczkolwiek bynajmniej nie oznacza to, że można koło niego przejść obojętnie. Stanowi też idealne wprowadzenie do kolejnej perełki ? ?Gemini?, zresztą oba utwory ujrzały już swiatło dzienne w ramach wydanej wcześniej EP-ki. Ach, ten saksofon… Cudo!
Wolniutko rozkręcający się ?Yvette? przypomina charakterem opisany wcześniej ?Compass?, bowiem i tym razem wydaje się zwalniać nieco tempo i dawać okazję do zaczerpnięcia oddechu. Jak wszystkie utwory na płycie jest bardzo melodyczny i mimo, że nie jest to mój ulubiony numer zdecydowanie nie drażni uszu popadaniem w banał. Lekki minus za krakanie.
Na koniec mamy dwa bardziej nowatorskie utwory i przyjemny, minimalistycznie plumkający numer chilloutowy, który stanowi porządne zwieńczenie przeżytej podróży. W ?Swarm? Marek Hemmann daje upust swoim tendencjom do eksperymentowania i odbiegania od utartych schematów. Dźwięki, z których tu korzysta nie są już tak oczywiste i cały utwór ostro skręca w stronę stylistyki minimal techno, aczkolwiek z melodiami i przestrzenią nie udało mu się rozstać. Podobnie rzecz ma się w ?NTMYT?. Tym razem jednak kręgosłup utworu stanowią kick i werbel stylizowany na brzmienie akustyczne oraz eksperymenty wokalne.
Jak już zapewne drogi Czytelnik zdążył się zorientować, przynajmniej w moim osobistym odczuciu płyta Marka Hemmanna jest o wiele bardziej przystępna w słuchaniu niż ?Studio 10? Kadena, aczkolwiek warto podkreślić, że muzyka zawarta na obu albumach nieco się różni. Kaden postawił na eksperymentowanie formą przez co stracił z oczu to coś, co sprawia, że muzyka przykuwa uwagę, zaś Hemmann w głównej mierze skoncentrował się na nagraniu solidnej muzyki parkietowej i z tego zadania wywiązał się znakomicie. Nawet odstające trochę od reszty utwory ?Swarm? i ?NTMYT? nie rażą i słucha się ich równie przyjemnie jak całej reszty. Z pewnością nie jest to album rewoulcyjny, ale nie taki miał być. Hemmann zna swoje miejsce w szeregu, tworzy muzykę klubową, taneczną i trzeba przyznać, że robi to świetnie.
Favs: ?Alias?, ?Tagoma?, ?Kaleido?, ?Compass?, ?Gemini?
Witam,
))))))))
Powiem jedno dzięki za ten artykuł bo gdyby nie on to nie wiem kiedy bym się natknął na tego pana – Marka Hemmann i jego album ?In Between? !!!!! Dla mnie ten album to bomba która mnie dotknęła i popchenła do szukania innych tracków tego Dja. Dzięki temu znalazłem piękną EPkę znaną pod nazwą Junoka EP tytułowy track miażdzy mnie na MAXA!!!!!!!!!!!! Ukłony dla tego pana !!!!!! I proszę o więcej takich recenzji !!!!!!
Kosmos
20:05
03/03/2010
Leave a comment