Dwaj zgryźliwi didżeje
Prolog
Na okoliczność czerwcowego miksa dołączonego do LAIFa postanowiliśmy przepytać autorów płyty, czyli Boogie Mafię. I na postanowieniu się skończyło, bo jak już się spotkaliśmy, to szybko okazało się, że Bert i Harper lepiej czują się w niekonwencjonalnej formie wywiadu, czyli rozmowie niekoniecznie przerywanej pytaniami…
Mix
Harper: Płyta, którą przygotowaliśmy do LAIFa, jest taką naszą muzyczną wizytówką. Cieszymy się, bo wszystkie kawałki dostaliśmy od naszych zaprzyjaźnionych producentów. Finalnie płyta wyszła ?ciężarna?, dlatego nazwaliśmy ją ?Hard Boogie?. Ja na imprezach gram też nieco inne rzeczy typu jackin? house czy ? jak to się ostatnio mówi ? fidget house. To bardzo funkowa i balangowa muzyka.
Bert: Ogólnie jesteśmy wyjątkowo zadowoleni z końcowego efektu oraz wszystkich kawałków, choć długo musiałem przekonywać Harpera do jednego nagrania. Ostatni track ? Drum Monkeys. Świetny numer.
H: Świetny, świetny ? dobrze łączy się utworem Meat Katie?ego i idealnie wieńczy nasz mix.
B: Ale nie chciałeś go na początku.
H: Bzdury gadasz. Chodziło mi o to, że ten kawałek trochę odstaje od reszty. Brzmi mniej elektronicznie, bardziej analogowo, ma taki funkowo-połamany, bigbeatowy rytm.
B: I trzeba dodać, że jego współtwórcą był niedoszły członek Prodigy…
H: To nie jest żaden argument.
B: Za to twoje argumenty są wyjątkowo przekonujące.
H: Reasumując, bardzo cieszymy się, że udało nam się zrobić ten miks i dołączyć go do LAIFa.
Boogie Mafia
B: Nasz duet ma się kwitnąco jak kwiecie wczesnym latem.
H: Buhahaha.
B: Gramy, działamy, rozwijamy się.
H: Nie do końca. Jakoś ostatnio nie mamy dużo czasu. Obowiązki rodzinno-domowo-życiowe. Poza tym ja udzielam się w Beats Friendly, Bert realizuje się w projekcie Electricity.
B: Czuję się jak Julia Pitera, która była w TVNie, i która cały czas chciała coś powiedzieć, ale nie mogła, bo poseł Putra ciągle ją przekrzykiwał.
H: Mogłeś się przed chwilą wypowiedzieć.
B: Dobra, skończ za mnie.
H: Wracając do tematu ? mamy coraz więcej prozaicznych obowiązków, które krępują nam nieco ruchy, jeśli chodzi o działalność Boogie Mafii. Ale nie oznacza to, że nic nie robimy. Po prostu ciężko nam się zebrać do robienia własnej muzyki.
B: Ja nagrywam, tyle że pod szyldem Electricity. Jeśli chodzi o Boogie Mafię, grywamy w miarę regularnie. Pojawiamy się w klubach, co dwa miesiące występujemy w krakowskim Prozaku. Poza tym pracujemy nad rozbudowaniem naszych setów. Będziemy posiłkować się samplerem.
H: Technologicznie idziemy do przodu.
B: Samo granie i miksowanie płyt nie jest już atrakcją. Każdy może się tego nauczyć. Trzeba robić coś więcej.
H: Ale zawsze najważniejsza jest muzyka. I własny styl, a ten mamy na pewno.
B: Taką muzykę jak ty może mieć każdy (Harper się śmieje). Liczy się podejście do grania. Potrzebna jest nowa jakość. Dobrym przykładem są Drummatic Twins czy Stanton Warriors.
H: Większość didżejów, szczególnie polskich, gra bezrefleksyjnie, tłukąc tylko przeboje i tym samym zamieniając kluby w dyskoteki. Tacy ludzie nie potrafią się określić, nie maja swojego stylu, brzmienia, tożsamości. Trzeba być otwartym na różne nurty i próbować szukać odpowiednich dla siebie brzmień.
Polski clubbing
B: Dziś nie wystarczy grać, trzeba także produkować. Jaki jest polski rynek, każdy wie, a jak nie wie, to powiem, że jest fatalny. Coraz gorzej opłacani didżeje, pazerni na kasę właściciele klubów, słabo wyedukowana publiczność ? wymieniać można bez końca.
H: Ja mam teorię na ten temat. Jeszcze jakieś pięć lat temu była fantastyczna publika ? entuzjastyczna, otwarta, wymagająca, świadoma tego, co się gra. Niestety, ci ludzi zajęci są teraz pracą, pozakładali rodziny i najzupełniej w świecie przestali chodzić do klubów. Nowa publiczność jest tragiczna ? wychowana na kolorowych mediach, ?kupująca? tylko ładnie opakowaną ?nażelowaną? muzykę, zazwyczaj nie chodzi do klubów na konkretną imprezę czy na konkretnego artystę, tylko w klubach ?bywa?. Jest pilna potrzeba uświadomienia im, że istnieje coś więcej niż tylko aktualne klubowe hity z klubowo-dyskotekowych list przebojów puszczane przez wystylizowanych didżejów.
B: Plusem tej sytuacji jest to, że tacy ludzie są na początku swojej przygody z muzyką klubową. Najczęściej zaczynają od house?u. Niektórzy na nim kończą dźwiękową edukację, ale większość szuka czegoś więcej.
H: Słowo house nie najlepiej tu zabrzmiało, tak jakby cały ten nurt był do bani.
B: Nazwijmy to więc piosenkowym house?em.
H: Komercyjnym.
B: Funky house?em.
H: Może lepiej komercyjną muzyką klubową.
B: Wiem ? mainstreamowym house?em.
H: Mniejsza o etykietki, tych ludzi trzeba edukować. Zarówno my, jako didżeje, jak i właściciele klubów, którzy powinni dbać o odpowiedni repertuar, ale i media, które pewne warte pokazania zjawiska powinny promować.
B: Trzeba skończyć z modą na bywanie w klubach tylko dlatego, bo tak wypada, bo wszyscy tak robią.
H: Ja mam taką teorię. Dzisiejsi klubowicze są trochę jak niemowlaki ? taka niezapisana karta ? które są w stanie nauczyć się każdego języka, czyli docenić bardziej ambitne dźwięki. Trzeba tylko próbować.
B: Tabula rasa chciałeś powiedzieć.
H: Należy pracować u podstaw.
B: Dziękuję bardzo, ja już swoją pracę u podstaw zrobiłem. Nic z tego nie wyniknęło.
H: Nic od razu. Wszystko wymaga czasu i cierpliwości. Stopniowo trzeba otwierać ludzi na nowe brzmienia. Nie mówię, że właściciele klubów mają robić tylko ambitne imprezy. Powinni próbować przemycać pewne treści. Mamy tylu znakomitych didżejów i producentów, którzy święcą tryumfy zagranicą, a u nas co? Nie istnieją.
B: Dlatego, trzeba grać tam, nie tu.
H: Nie zgadzam się z tobą. Trzeba próbować zmieniać naszą klubową rzeczywistość.
B: Teraz ja mam taką teorię, że polski clubbing jest jak niedorozwinięty płód. Powiedzmy ? trzeci tydzień ciąży. Wszystko wskazuje na to, że porodu nie będzie. Pamiętam jak w 1999 roku, podczas jednej z imprez Love Bomb w Piekarni, na której były tłumy, zastanawialiśmy się, jak to będzie za 2-3 lata, skoro teraz jest tak fajnie? Minęło prawie 10 lat i jest tylko gorzej.
H: Ja bym to nazwał urojoną ciążą.
B: Jakbyśmy na to nie spojrzeli, najważniejsze, że cały czas wierzymy, że w końcu się to zmieni.
Epilog
H: Na koniec mamy przesłanie dla czytelników LAIFa. Słuchajcie jak najwięcej muzyki. Każdej, nie tylko tej klubowej! Poszukujcie. Bądźcie otwarci, nie zamykajcie się w jednym stylu.
B: Nie bójcie się eksperymentować.
H: A, no i nie denerwujcie Berta. Pamiętajcie: funk ponad wszystko.
B: Taaa, pewnie funk w wykonaniu Switcha?
H: Pewnie, człowieku!
B: Gdzie ty tam masz funk?
H: Jakbyś był równie czarny jak ja, to byś to usłyszał (śmiech).
B: (śmiech).


Leave a comment