Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X

0 comments

News

, , , ,

13 kwietnia 2010

POŻYCZONE HISTORIE

Porzucił narkotykową rozpustę, przestał się bawić w hazard. Zaczął biegać. Tak, nam też jest przykro. Mike Skinner a.k.a. The Streets, ziomal-który-został-gwiazdą, wkurzył się, bo mieliśmy czelność odczytywać te wszystkie teksty o niedobrych dziewczynach, nielojalnych kumplach i nadużywaniu cracku zbyt dosłownie. Dziś cel jest wyższy, temat ? poważniejszy, a historia ratuje się nasileniem abstrakcji. Takiej pożyczonej.

new photo 6

?Everything Is Borrowed?, czwarta płyta The Streets, to nie tyle traktat o dojrzewaniu, co efekt świadomej, naturalnej zmiany perspektywy. Mike Skinner dawno przestał być tym poczciwym chłopakiem przyklejonym do swojej konsoli Playstation. Zaliczył autodestrukcyjną przejażdżkę po salonach. Przegrał parę funtów, uciułanych na koniunkturce na szczerą młodzież. O tym też nagrał płytę, ale brytyjska ulica, której głosem okrzyknięto go chwilę wcześniej, nie zwykła kupować gwiazd, które jęczą, że są gwiazdami i że bycie celebrytem to żaden przywilej, a trud, znój i łamanie kołem. ?Everything Is Borrowed? nie plami się ściemnionym skokiem na wiarygodność. Tu się dzieją duże rzeczy.

Radź sobie z teraźniejszością

?Czuję, że kompletnie nic nie znaczymy, ale mamy tendencję do nadawania sobie nawzajem wielkich znaczeń. Jesteśmy na świecie przez jakąś nanosekundę, prawdopodobnie zostaniemy unicestwieni, i to z niewiadomej przyczyny. Ale czy mimo to nie jest cudownie żyć?? ? w takie natchnione tony uderzał niedawno na łamach ?Guardiana?. Pisząc nowe piosenki, zaczytywał się w spirytualnych przypowieściach symbolicznie przebudzonego de Mello. Bo chciał porzucić realistyczny, osobisty storytelling na rzecz uniwersalnych piosenek mierzących się z sumieniem historii, przekleństwem technologii i poszukiwaniem własnej religii. Z życiem i śmiercią. Serio. Coś się wydarzyło pod kraciastą bejsbolówką Burberry? Chłopaka z sąsiedztwa ubodło zbyt dosłowne odczytywanie jego dotychczasowych tekstów, które prowokował, pisząc jednoznacznie i w pierwszej osobie. Ale dziś zapewnia, że ani razu nie powiedział zbyt wiele, a serwowana szczerość mieściła się w granicach wymyślonej kreacji. ?Istnieją prawdy dotyczące moich motywacji, które znam tylko ja i o których nigdy nie dowie się nikt inny. Wiedziałem, jak chciałem być postrzegany, ludzie mieli mnie odbierać w określony sposób. I w każdym dowolnym momencie potrafiłem wyrwać się własnemu wizerunkowi, pamiętając, kim jestem naprawdę?. Dylematy człowieka, który odkrył uroki myślenia dla myślenia, wkradają się dziś do każdej wypowiedzi Skinnera. Z szampana uciekły bąbelki, za chwilę stuknie trzydziestka. Skinner wie, że dziś niektóre chwyty już zwyczajnie nie przejdą. Słabiak został bohaterem, dokonane dawno temu, odbij się teraz. Postanowił, że będzie profesjonalistą. Istnieją poważne podejrzenia, że nawet zajrzał do słownika środków literackich, bo taka synekdocha się znikąd nie wzięła. Odstawmy szyderę. Cały rozwój tekściarskich umiejętności wyniknął z potrzeby odrzucenia etykietki egotysty. ?Do słów piosenki nie przywiązuje się takiej uwagi, jak do słów w książce albo dialogu w filmie, jeśli za bardzo skomplikujesz sprawę, umknie ci historia. Próbowałem pisać kawałki w trzeciej osobie, zmieniałem perspektywę…?. Bezskutecznie. Szczegółowe opisy były pułapką, bo ludzie za bardzo przywiązywali się do detali. ?Oglądasz film zrobiony w Montrealu, o rybaku z Wielkich Jezior, i to jesteś ty w tej łodzi, to ty próbujesz złowić rybę. Opowiadanie sobie historii to jedyne, co robimy. Zdolność patrzenia w przyszłość, wyciągani wniosków z przeszłości i radzenia sobie z teraźniejszością ? tym się właśnie cały czas zajmujemy?.

Wyciągaj wnioski z przeszłości

Wiadomo, co się liczy. Szacunek ludzi ulicy. I Skinner, choć wdarł się na listy przebojów, na długo pozostał zwykłym chłopakiem z brytyjskiego podwórka. Morrissey, wersja: grime? Ciepło. Rzecznik pokolenia? Cieplej. Jeden z ostatnich orędowników realizmu w muzyce pop? Gorąco. Wyspiarze mają nie tylko słabość, ale i potężną zdolność do błyskotliwego puentowania zupełnie niesensacyjnej codzienności. Lata 80. to Morrissey i Mark E. Smith. Lata 90. to Damon Albarn i Jarvis Cocker. A kolejna dekada? Alex Turner z Arctic Monkeys ? tak, to prawda. Ale nowe tysiąclecie przywitało młodzież gitarowym zamieszaniem, o globalnej skali i takim charakterze. Lokalne sentymenty przebijały z melodii, ale gdzie liryczne szyfry i kody? Chłopakowi z Birmingham ? który deklaruje przynależność do klasy średniej ? zarzucano fałszywy londyński akcent, ale nikt nie kwestionował, że udało mu się nie tyle stworzyć, co wypromować odrębną estetykę. Grime krzyżował brytyjski garage z amerykańskim hip hopem, i choć jego pełnokrwiste, uliczne oblicze Skinner znał bardziej ze współpracy z Kano i Donae?o niż samodzielnych doświadczeń, jedno trzeba mu oddać ? to on zapewnił gatunkowi luksusowy medialny byt. Pierwszy album sygnowany nazwą The Streets, ?Original Pirate Material?, zauważyli i krytycy, i publiczność. Płyta była nominowana do prestiżowej Mercury Music Prize, prowadziła nawet w zakładach bukmacherskich, ale ostatecznie Skinner przegrał z Ms. Dynamite. Co po debiucie? Triumfalny pochód przez notowania bestsellerów z promującymi kolejny album świetnymi singlami ?Fit But You Know It? i ?Dry Your Eyes?, sława, hołdy, flesze. Trzecia płyta, ?A Hardest Way To Make An Easy Living? to już był dziennik pół-człowieka, pół-celebryty, wciąż silnie autobiograficzny, tyle że zmieniła się perspektywa i tematy, a fochy zwykłych dziewczyn zastąpiły kosze od popgwiazdek (?When You Wasn?t Famous? jest ponoć o Rachel Stevens z S Club 7 alternatywnie o Cheryl Cole z Girls Aloud).

Patrz w przyszłość

Jeszcze na dobre nie ruszył z promocją ?Everything Is Borrowed?, a już wie, co się wydarzy za dwa lata. Kolejna płyta The Streets, prawdopodobnie zatytułowana ?Computers And Blues?, będzie jednocześnie ostatnim albumem projektu. Ma być mrocznie i futurystycznie, ale żadnych sampli, tylko żywe instrumenty, a Skinner pozwoli wręcz na porównania do ?Berlina? Lou Reeda. ?Muzyka taneczna, przy której świetnie pije się herbatę?. Bo wtedy będzie już po trzydziestce. Poważnie: Skinnera zmęczyły skojarzenia, które budzi szyld The Streets. Formuła się wyczerpała, medialne alter ego zaczęło żyć własnym życiem i trochę przypomina cudzy sobowtór. Do tego smutek wielki, bo Skinner zauważył, że ludzie nie chcą już piosenek o prawdziwym życiu, i trzeba im aplikować eskapizm. To w jakim kierunku pójdzie literacko? Odbieramy niepokojące sygnały. Z nowej płyty usunął piosenkę o kosmitach….

TEKST Angelika Kucińska

  • Leave a comment  

    Name

    Email

    WWW

    Submit comment