Trochę się pozmieniało przez ostatni rok w ekipie BEats Friendly. O tym, jak i o drugiej kompilacji sygnowanej szyldem kolektywu, rozmawialiśmy z Lexusem i Rawskim.
Ponad rok temu urodziła się córka Noviki i Lexusa, niedawno Harperowi syn, Lipstick wyjechał na Antypody, Rawski wziął ślub, a Grom i Peter Von Coil podobno pożegnali się z kolektywem?
Lexus: Widzę, że jesteś dobrze poinformowany (śmiech). Z dziećmi wszystko się zgadza, ze zmianą stanu cywilnego również, a co do członków kolektywu, to faktycznie rozmówiliśmy się z Gromem i wspólnie uznaliśmy, że nie ma sensu udawać, że stanowimy zespół, skoro poza wspólnym graniem niewiele nas łączy. Kolektyw, przynajmniej nasz, opiera się na wzajemnej sympatii i szacunku, na wspólnych spotkaniach, rozmowach, planach ? granie jest ważne, ale nie ono stanowi o tym, kto jest członkiem BEats Friendly, a kto nie. Von Coil nigdy tak naprawdę nie był pełnoprawną częścią zespołu, chociażby dlatego, że dzieliła nas odległość z Warszawy do Poznania. Peter doszedł do wniosku, że granie imprez nie daje mu już takiej satysfakcji i postanowił wyjechać do Berlina ? podobno, bo z nim to nic nie wiadomo (śmiech). W przypadku Lipsticka było identycznie ? uznał, że wypalił się graniem i potrzebuje odmiany. Wyjechał do Australii jako kontraktowy inżynier w firmie budowlanej, ale strasznie tęskni za nami i już planuje powrót (śmiech).
Rawski: Prawda jest taka, że postanowiliśmy co roku żegnać się z dwiema osobami. To ułatwia wiele spraw, szczególnie tych finansowych (śmiech).
L: W tym kolektywie chodzi o współpracę ? ktoś, kto tego nie rozumie, nie może z nami być. Tak poważnie, to nie planujemy dalszych zmian, no chyba, że ktoś sam będzie chciał odejść. Ostatnio Harper na swoim profilu myspace’owym napisał, że właśnie ukazała się kompilacja BEats Friendly, którego członkiem jest, a może i nie jest (śmiech).
Czyli podsumujmy: BF obecnie to Novika, Lexus, Rawski, Winczu…
L: Nie mów o Bartku Winczu!
Przecież i tak wszyscy tak na niego mówią, jak nie słyszy.
L: Racja (śmiech).
Czyli Novika, Lexus, Rawski, Winczu, Harper i Zosia, czyli Gama.
R: Ostatnio, jak wracaliśmy pociągiem z Katowic, Zosia powiedziała, że to już jej ostatnia impreza wyjazdowa ? faktycznie, podróż była wyjątkowo męcząca. A że Gosia…
Zosia!
L: Gosia to nowa koleżanka Rawskiego z pracy (śmiech).
R: A że Zosia jest matką dwóch prześlicznych córeczek, powinna poświęcać im więcej czasu.
W takim razie jaki jest sens trwania kolektywu?
L: Na pewno nie jest to kwestia jakiegoś rozwiązania formalnego, wtłoczenia na siłę ? to twór raczej spontaniczny ? znamy się od kilku dobrych lat, spotykamy, rozmawiamy, planujemy. Oczywiście, sama deklaracja to za mało ? muszą istnieć jakieś ramy czy zasady. Idea kolektywu jest jasna, kto chce angażować się w pracę grupy, jest naszym członkiem. A że są chętni, to i jest sens istnienia BEats Friendly.
R: Są plusy i minusy działania w kolektywie. Gramy razem i wiemy, czego możemy się po sobie spodziewać ? uzupełniamy się muzycznie, nasze imprezy tworzą zamkniętą całością. Minus jest taki, że nie otwieramy się na nowych ludzi, wyzwania ? takim podejściem trochę nieświadomie wyeliminowaliśmy zaskoczenie.
L: Rzadko zdarza się, że gramy wszyscy razem ? powody są różne: a to nie ma budżetu, a to ktoś nie może.
R: I wtedy pojawiają się tarcia…
L: Wiesz, to też zależy od podejścia. Niektórzy z nas sami wyrobili sobie kontakty, morze wódki przy tym wypili i nie są zależni tylko i wyłącznie od kolektywnych imprez. Ja mam dobre układy z wieloma klubami, Rawski…
Pewnie nie ma, bo wódki nie pije.
L: Jak nie?! Zdziwiłbyś się.
A to już wiem, dlaczego taki spuchnięty jest.
R: Bardzo śmieszne. Zdarzają się kłótnie, a że wszyscy jesteśmy uparci, czasami bywa niewesoło. Wiesz, nie trzymamy się za rączki i nie udajemy, że jesteśmy grupą przyjaciół zakochanych w dobrej muzyce, którzy wspierają się na każdym kroku i są dla siebie mili, sympatyczni i wyrozumiali.
Powiedzcie, na jakich płaszczyznach się realizujecie?
L: Nie tworzymy sformalizowanej struktury, nie działamy jak firma czy wydawnictwo, dlatego nie mamy czegoś, co można nazwać biznes planem, co nie oznacza, że nie wyznaczamy sobie nowych celów. Naszą główną płaszczyzną aktywności jest granie imprez w całej Polsce.
R: To dosyć istotne, bo nie jesteśmy projektem, który gra tylko w jednym klubie dla znajomych, ewentualnie dla znajomych znajomych. Tak samo komfortowo czujemy się grając w Katowicach czy w Trójmieście.
L: Jesteśmy zaangażowani również w radio. Ja z Noviką byliśmy swoistą awangardą…
R: Forpocztą wręcz nawet!
L: Przygotowaliśmy wspólnie grunt dla innych członków BEats Friendly i teraz wygląda to tak, że ja z Noviką mamy audycje w Roxy FM, Winczewski w Planeta FM, a pozostali regularnie pojawiają się na falach dawnego BIS Radia, dziś Euro. Docieramy indywidualnie, ale i jako kolektyw, do zupełnie różnych ludzi.
R: A ostatnią płaszczyzną naszej aktywności jest kompilowanie składanek. Dla mnie to jest jak rozdawanie wizytówek BEats Friendly.
L: Wiesz, to niby taki oklepany slogan, że płyta jest naszą wizytówką, ale tak jest. W ograniczonym stopniu ukazują się nasze autorskie produkcje, nad czym oczywiście ubolewamy, dlatego taka kompilacja jest dla nas formą komunikacji ? że jesteśmy, działamy i z taką muzyką można nas łączyć. Kolejnym naszym marzeniem jest własna wytwórnia…
Rozwińcie tę myśl.
R: Chcemy mieć po prostu własny label, w którym moglibyśmy wydawać swoje rzeczy. Nie marzy nam się jakaś wielka oficyna wypuszczająca nagrania młodych producentów i Bóg wie, co jeszcze.
L: Prawda jest taka, że rynek wydawniczy w Polsce jest specyficznym tworem, a zajmowanie się sprawami z nim związanymi to ciężkie zadanie.
R: Podam ci przykład. Kiedy robię jakiś kawałek z Noviką, to chciałbym, żeby był naszą własnością, a nie jakiejś wytwórni ? żebyśmy mogli nim sami dysponować, czy to umieszczając na jakiś składankach, czy na serwisach downloadowych.
L: Ale rynek się zmienia, powoli bo powoli, ale idzie ku lepszemu.
Skąd ten optymizm?
R: Wystarczy choćby to, że Lexus i Novika nie muszą chodzić do biura i zarabiać w inny sposób niż poprzez muzykę (śmiech).
A rok temu nie mogli?
L: No gorzej (śmiech). Ale kiedy przeszliśmy do Roxy FM, to mamy potąd! Ale poważnie. Kiedy zaczynałem pracę w Jazz Radiu, wydawało mi się, że jest to najlepsza stacją, jaka mogłaby prezentować moje audycje. Kiedy zaczęło się psuć, pomyślałem, że to wielka tragedia, ale szybko okazało się, że jest dla mnie miejsce w BISce. Kiedy z kolei ta rozgłośnia przechodziła transformację, sądziłem, że to już naprawdę koniec. I co się okazało? Że ludzie z teoretycznie rockowej stacji, jaką jest Roxy FM, chętnie przyjmą nas pod swoje skrzydła. Jaki z tego wniosek? Wciąż jest zapotrzebowanie na to, co robimy. Mało tego, nie ograniczamy się tylko do jakiejś niszy czy undergroundowych stacji, ale pojawiamy w miejscu, w którym jakiś czas temu pewnie byśmy nie zaistnieli. Powiedziałem, że idzie ku lepszemu. Kolejny przykład ? bardzo wyrazisty ? to Open?er, który z roku na rok zauważalnie się rozrasta ? zmienia się publiczność festiwalowa, zmienia się publika koncertowa ? jest więcej świadomości dobrej muzyki u ludzi.
R: Pewnie zaraz zapytasz o imprezy klubowe, spodziewając się, że wylejemy swoje żale. Otóż nie. Fakt, że jeszcze nie jest rewelacyjnie, ale popatrz na to z drugiej strony. Jakoś didżeje mają gdzie grać, imprezy są organizowane ? wszystko się kręci, a to że nie przychodzą już tłumy, to inna sprawa.
L: Ale to też zależy od miejsc. Kiedy Winczewski robi Import! w Warszawie, przychodzi 300 osób. Kiedy dzień później jedzie z tym samym artystą do Poznania, na imprezie pojawia się dwa razy więcej ludzi. My jedziemy do Katowic i mamy rekord frekwencyjny i puste bary. Nie wiem, z czego to wynika, może w stolicy jest zbyt bogata oferta imprezowa.
L: Nasza publiczność jest w dużej mierze przypadkowa. Gramy dla ludzi, którzy przychodzą na imprezy do SQ czy do Soho, co nie oznacza, że nie mamy fanów.
R: Wiesz, mamy tę przewagę nad innymi kolektywami, że możemy zagrać i na imprezie stricte klubowej, i na hiphopowej bibie, i na zamkniętej zabawie, i na każdej z nich gramy swoją muzykę. Nie idziemy na żadne kompromisy. Potrafimy dogodzić każdej publiczności.
A czy to w takim razie nie oznacza, że skoro gracie dla każdego, to w efekcie dla nikogo? Gdzie spójność wizerunku i przekazu?
L: Nie zgadzam się z tobą. Wysyłamy spójne sygnały, czy to przez nasze audycje, czy imprezy, czy składanki. Możemy zagrać wszędzie, no może poza festiwalem Sunrise (śmiech), co nie oznacza, że musimy godzić się na jakieś kompromisy. Nie gramy pod publikę i nie dorabiamy do tego żadnej ideologii. Nasze potrzeby i nasza wizja są tu punktem wyjścia ? może to zabrzmi egoistycznie, ale tak jest. Albo się nas kupuje, albo nie. A przecież i tak chodzi o to, żeby się dobrze bawić.
Porozmawiajmy o płycie. ?Moves & Grooves? jest waszą drugą kompilacją. Pierwsza ukazała się pod szyldem dużej wytwórni, która miała wydać także tę część. Okazało się jednak, że zmieniliście wydawcę.
R: EMI nie był zainteresowany wydaniem tej kompilacji ? zabrakło osoby, która wierzyłaby w sensowność całego projektu. W związku z tym zaczęliśmy rozglądać się za nowym labelem i stanęło na wytwórni Kayax. Pierwotna koncepcja była taka, że tym razem to druga część kolektywu ? czyli ja, Zosia, Lipstick i Von Coil ? przygotuje materiał. Ale z powodów, o których już wspominaliśmy, okazało się to niewykonalne. Poza tym minęło już trochę czasu i tracklista nieco się zdezaktualizowała. Musieliśmy od nowa zająć się tematem.
Jaka była koncepcja płyty?
R: Chcieliśmy przygotować materiał, który będzie atrakcyjny zarówno dla naszych fanów, jak i dla tych ludzi, którzy niekoniecznie interesują się takimi brzmieniami. Na płytę składają się dwa krążki ? pierwszy z założenia jest bardziej groove?owy i organiczny, drugi ? parkietowy, ale z tym zastrzeżeniem, że nie są to jakieś electrohouse?owe sztosy, tylko kawałki, które mają swój imprezowy potencjał, ale niekoniecznie muszą sprawdzić się w klubie.
L: Ale żeby nie było, są to utwory, które grywamy na imprezach.
Jak wyglądała selekcja?
R: Trzeba zacząć od tego, że przygotowywaliśmy tę płytę etapami. Na początku myśleliśmy, że ukaże się rok temu, potem że przed wakacjami, w końcu wyszła teraz ? minęło trochę czasu i siłą rzeczy musieliśmy pewne kawałki wymienić.
L: Na każdy krążek wytypowaliśmy po dwadzieścia kilka utworów. Potem na zasadzie użyteczności układaliśmy tracklistę. Zdarzały się przypadki, że z czegoś musieliśmy zrezygnować, np. z Hercules & Love Affair czy ze Sama Sparro.
R: Lexus jest odkrywcą Sparro (śmiech).
L: Śmieszne, no nie? Jakoś razem z Bertem jednocześnie zaczęliśmy się nim jarać. Ale wracając do tematu, to pojawiły się problemy i nie mogliśmy umieścić Sparro na składance. Czego finalnie nie żałuję, bo chłopak zarzynany jest przez niemal wszystkie stacje dance?owe. Ale Herculesa żałuję ? w tym przypadku wytwórnia nie chciała nam udostępnić kawałka.
R: Ale są i kawałki z których jesteśmy dumni. Ja na przykład cieszę się, że mamy Plan B ? młodzi, zdolni, perspektywiczni, przed debiutem wydawniczym, do posłuchania u nas.
L: Albo Chocolate Moose ? nowy projekt Maceo.
R: Ogólnie fajnie nam to wyszło (śmiech).
ROZMAWIAŁ Przemek Karolak








