Do tej pory, kiedy ktoś pytał mnie o to, jakiej muzyki słucham, czy też co gram, zawsze miałem kłopoty z jednoznacznym określeniem się w jednym czy dwóch słowach. Bo przecież prawdziwa muzyka unosi się gdzieś pomiędzy słowami, a nawet dźwiękami. Muzyka to pusta przestrzeń, w której umieszcza się akcenty i harmonie w taki sposób, żeby współgrały zarówno ze sobą, jak i z przestrzenią, w której są umieszczone, czyli z ciszą. Odpowiedni dobór składników i ich proporcji decyduje o umiejętności budowania nastroju i wywoływania emocji. Jednak takich zdolności w muzyce nie można zmierzyć jedną miarą, tak jak to się robi np. w sporcie. Nie da się precyzyjnie określić dyscypliny każdego zawodnika, bo nie ma on obowiązku deklarowania się, w jakiej kategorii chce startować. Mimo to wielu woli ograniczać się w ten sposób, bo łatwiej jest poruszać się w jednym określonym gatunku, niż eksperymentować z wieloma, których elementy nie zawsze muszą do siebie pasować. W muzyce pojęcie estetyki wydaje się o wiele bliższe, niż pojęcie gatunku, bo estetyka jest kwestią wrażliwości, a gatunek to coś, co powstaje w wyniku chłodnej analizy zjawiska, które u swych początków było przecież spontaniczne i nieokiełznane
Próbując choć trochę uporządkować sobie życie, od jakiegoś czasu coraz częściej na pytanie: czego słucham, odpowiadam: głównie czarnej muzyki.
To coś, co nazywamy dziś muzyką, było uprawiane w Afryce długo przed tym, nim zyskało taką nazwę. Wcześniej nie potrzebowało chyba w ogóle żadnej nazwy, chociaż słyszałem, że dawne plemiona afrykańskie miały jedno i to samo słowo na określenie zarówno muzyki, jak i tańca. Chyba właśnie dlatego, że kiedyś były to dwie nierozłączne dziedziny, czarna muzyka jest tak bardzo bujająca. Groove i feeling liczą się w niej przede wszystkim. Biała muzyka jest z reguły bardziej kwadratowa i mniej zróżnicowana dynamicznie. Ale to oczywiście mocne uogólnienie, bo tak naprawdę termin ?czarna muzyka? nie odnosi się bezpośrednio do rasy. Oczywiście mówi o tym, skąd pochodzi, ale w gruncie rzeczy nikogo nie dyskryminuje. Taką muzykę może grać każdy, choć jest to o tyle trudny gatunek, że nie da się go nauczyć, podrobić i oszukać. W czarnej muzyce liczy się przede wszystkim swoboda, naturalność i szczerość. Nie znaczy to wcale, że np. heavy metal nie może być szczery. Ale z doświadczenia wiem, że muzyka rockowa jest paradoksalnie, tworem o wiele bardziej intelektualnym, niż duchowym w tym sensie, że poszczególne riffy i ich kolejność w kawałku układane są zazwyczaj w sposób matematyczny. Fakt ten nie jest bynajmniej zarzutem wobec kogokolwiek. Do wielu z nas bardziej apelują kwadratowe struktury, co jest o tyle naturalne, że wynika z naszej tradycji, jak choćby z muzyki ludowej. Ale też z jakiegoś niewiadomego powodu niektórzy z nas lepiej przyswajają bardziej leniwe, lekko opóźnione rytmy. To powiedziawszy spostrzegłem, że moja tegoroczna dwudziestka ulubionych albumów składa się niemal wyłącznie z czarnej muzyki. Faktu tego nie zmienia obecność w zestawieniu ani niemieckiego kolektywu, ani tym bardziej brytyjskiej blondynki o niebieskich oczach. Biali mogą z powodzeniem grać czarną muzykę, jeśli tylko naprawdę czują, tak jak Alice Russell. Tak samo czarni mogą łatwo swoją czarną duszę zatracić, kiedy zaczynają produkować hity wyłącznie z pobudek materialnych. Czarni mogą też grać białą muzykę. TV On The Radio robią to podobno całkiem nieźle, choć do mnie akurat zupełnie nie przemawiają. Tym bardziej nie przekonuje mnie Kanye West, który na swojej nowej płycie ?808′s & Heartbreak? porzucił afrykańskie korzenie na rzecz europejskiej mody. Dlatego w hip hopie stawiam dziś raczej na Black Milka, czy Q-Tipa. I to nie dlatego, że bardziej trzymają się gatunku, tylko dlatego, że ich mieszanka jest o wiele bardziej stylowa, niż plastikowe przebranko Westa.
Siłą czarnej muzyki jest to, że znając swoje pochodzenie, wcale nie musi trzymać się starej formy. Może eksperymentować z różnymi brzmieniami, teksturami i nowoczesną techniką, ale i tak zawsze jest odpowiednio osadzona i balansuje w taki sposób, że unosi i buja. I to jest właśnie czarna dusza świata.
maceo a.k.a. chocolate moose’2008 ? didżej, dziennikarz muzyczny





