Persona – wysoki kontrast dźwięków
W drugiej połowie lat 90., dzięki nagraniom Goldie?ego i 4 Hero, angielski wynalazek pod tytułem drum?n?bass witał się z gąską głównego nurtu muzyki popularnej. Niestety płyty ?Saturnz Return? i ?Two Pages? wyłożyły zapowiadaną przez majors dystrybucję pod strzechy, nie zyskując błogosławieństwa ortodoksyjnych junglistów. Nurt ponownie zszedł do undergroundowych londyńskich klubów, gdzie miał się nadzwyczaj dobrze, by uczestniczyć w rytmicznych eksperymentach ogólnoświatowej muzyki zorientowanej tanecznie, inspirując rzesze fanów ?łamańców?.
Mniej więcej w tym czasie kilkunastoletni Lincoln Barrett kupił w kiosku z prasą w walijskim Cardiff magazyn z dołączonym demo programu Cubase, zainspirowany sloganem: ?Na tym możesz wyprodukować własne tracki jungle!?. Tak rozpoczął przygodę z muzyką. ?Chociaż mój ojciec pracował w managemencie Shakin Stevensa i posiadał bogatą kolekcję nagrań pierwszej fali rocka lat 50., a matka uwielbiała Boba Dylana i Leonarda Cohena, w młodości nie interesowałem się właściwie żadnymi piosenkami. Oglądałem filmy i jarałem się soundtrackami. W mojej pamięci szczególnie utkwiła ścieżka do ?Bladerunnera? napisana przez Vangelisa. Miałem 8 lat i nie rozumiałem do końca tego filmu, ale kochałem jego nastrój i specyficzne, dramatyczne akordy, które do dzisiaj staram się zaszczepić w moich produkcjach. To zabawne, że sample z tego filmu są teraz najbardziej wziętymi próbkami w d?n?b?. Pracował w sklepie muzycznym, chodził do szkoły filmu dokumentalnego w Newport i kiedyś w drodze na zajęcia usłyszał ?Arabian Nights? J Majika. Wtedy zafascynowała go drum?n?bassowa poetyka. Zaczął selekcjonować płyty. Objął rezydenturę na cyklicznych imprezach Silent Running w Cardiff, gdzie spotkał mistrzów: Johna B, Grooveridera, Marky?ego i London Elektricity. Demonstrując pierwsze własne produkcje wykonane już na profesjonalnej wersji Cubase i rozpowszechniane na minidiscach, borykał się z opiniami, że jest to inne, zdecydowanie nieprzystające od kanonów drum?n?bass. Próbował zrobić jungle na 120 BPM i wielu podejrzewało, że używa sampli ze sterty starych płyt disco. Dzisiaj śmieje się z tych przytyków i twierdzi, że jego styl ukształtowało przede wszystkim zamiłowanie do filmów: ?Zawsze pociągały mnie skrajności w sztuce filmowej. Lubię je wykorzystywać i nimi manipulować. Oddziałują na mnie zarówno dzieła wybitne, jak i tandetne filmy z gatunku Blaxploitation. Czerpię z różnorodności sztuki obrazu i zaszczepiam ją w muzyce. Oddaję tragiczne napięcia odgrywanych ról w dramaturgii moich utworów. Łączę rzeczy nieprzystające i przeciwstawiam je sobie. Lubię wysoki kontrast dźwięków. Chciałbym wyprodukować kiedyś soundtrack, pracować z prawdziwą orkiestrą. Znam podstawy zapisu nutowego, teorii nauczyłem się w szkole, ale kompozycja na pięciolinii nadal stanowi dla mnie problem, musiałbym opanować to dogłębnie?. I dalej: ?Widzę nieograniczone możliwości skłaniają ku czystej technice w tworzeniu jungle. Zaczynałem mając do dyspozycji tylko dwie ścieżki w pakiecie demo Cubase, co zmusiło mnie do koncentracji na precyzyjnym doborze dźwięków tworzących intrygujący utwór?.
Niesiony sukcesem longplaya Barrett zaczął realizować także swoje filmowe pasje. Z zapałem uczył się animacji 3D, którą łączył z obrazami rejestrowanymi kamerą w wideoklipach dla macierzystej wytwórni. ?Moją niespełnioną ambicją jest nakręcenie pełnego metrażu i wyważenie doskonałego balansu między zdjęciami a ścieżką dźwiękową?. Równocześnie produkował remiksy oraz gromadził próbki i inspiracje do kolejnego albumu. ?Jestem uzależniony od ciekawych sampli. Katalizują mój proces twórczy. Słucham naprawdę różnorodnej nuty: disco, tech-house?u i klasyki od Beethovena do Bartocha. Głownie w radiu, jadąc samochodem. Chociaż często pracuję metodą prób i błędów, coraz łatwiej kontroluję finalny kształt nagrań i wiem, co chcę osiągnąć?. O drugim LP mówił: ?To od początku do końca precyzyjnie zrealizowany concept album. stylu. Pociąga mnie ścieżka obrana przez Fabio ? liquid funk, który uformował się na przełomie lat 1998/1999, ale jej odnogi są szerokie i mają różnorodne odcienie. Moje remiksy tracków The Streets czy Future Sound Of London wybrzmiewają ponad wszelkimi podziałami, jakościowo i ponadczasowo. Próbowałem różnych konwencji, house?u, hip hopu, ale nigdy nie starczało mi sił na dokończenie tych nagrań?.
Rok 2002. Lincoln Barrett wchodzi do świata drum?n?bassu bez pardonu, jak walec toczący się na najwyższym biegu, oślepiając słuchaczy połyskliwymi refleksami wysmakowanych melodii i zmieniając sposób myślenia o strukturze kompozycji w obrębie gatunku. Niezapomniane single: ?Return Of Forever?, ?Music Is Everything?, ?Passion? czy ?Global Love?, wytłoczone przez budującą imperium Hospital Records, poprzedzają szeroko oklaskiwany album ?True Colours?. High Contrast z miejsca zostaje okrzyknięty najgorętszym artystą sceny i piewcą jej progresu. ?Myślę, że ludzie zbyt mocno skłaniają ku czystej technice w tworzeniu jungle. Zaczynałem mając do dyspozycji tylko dwie ścieżki w pakiecie demo Cubase, co zmusiło mnie do koncentracji na precyzyjnym doborze dźwięków tworzących intrygujący utwór?. Niesiony sukcesem longplaya Barrett zaczął realizować także swoje filmowe pasje. Z zapałem uczył się animacji 3D, którą łączył z obrazami rejestrowanymi kamerą w wideoklipach dla macierzystej wytwórni. ?Moją niespełnioną ambicją jest nakręcenie pełnego metrażu i wyważenie doskonałego balansu między zdjęciami a ścieżką dźwiękową?. Równocześnie produkował remiksy oraz gromadził próbki i inspiracje do kolejnego albumu. ?Jestem uzależniony od ciekawych sampli. Katalizują mój proces twórczy. Słucham naprawdę różnorodnej nuty: disco, tech-house?u i klasyki od Beethovena do Bartocha. Głownie w radiu, jadąc samochodem. Chociaż często pracuję metodą prób i błędów, coraz łatwiej kontroluję finalny kształt nagrań i wiem, co chcę osiągnąć?. O drugim LP mówił: ?To od początku do końca precyzyjnie zrealizowany concept album.
Tytuł ?High Society? podkreśla egzystencję wszechstronnego artysty w świecie śmietanki towarzyskiej. Mam wielu przyjaciół spoza sceny, uważają mnie za gwiazdę? ? zaśmiewał się. Krążek otwierał niesamowicie nośny ?Lovesick?, który został miłosnym dekalogiem wielu szaleńczo zakochanych par na świecie i teleportował undergroundowy gatunek w rejony wysmakowanego popu podpartego złamanym beatem XXI wieku. Oprócz chwytliwych melodii rozłożonych na eksplodującym w klubach rytmie i wokalnych kolaboracjach (MC Dynamite, Tomahawk, Nolay, Spoonface, Terri Pace) album ujawniał nowe zainteresowania Barretta ? nurtami UK garage i grime. Zdobył laury za najlepszą płytę drum?n?bassową 2004 roku, ale pierwotna spójność ?True Colours? gubiła się nieco w wielobarwnych, lekko pompatycznych aranżacjach. Następny rok upłynął na promocji didżejskich umiejętności, utrwalonych wydanymi na CD -setami: ?FabricLive 25? i ?Mixmag Live?. Lincoln przemierzał glob setami oraz live-actami i powoli przymierzał się do perfekcyjnego sztosu.
Cios został zadany na początku października 2007. ?Tough Guys Don?t Dance? to dzieło rozsadzające w posadach drum?n?bassową strukturę, wychodzące daleko poza skostniałe kanony i operujące plastycznym filmowym językiem. Dalekie od dosłowności jungle i plastikowego liquid funku, rozwijające się niczym odyseja i epatujące popowym blichtrem. Najlepsze składniki stylu High Contrasta zostały wymieszane w aptekarskich proporcjach i znowu podlane interesującym wokalnym lukrem soulful. Pierwszoplanową rolę zagrały bardzo zacne sample, momentami zaczerpnięte jakby z katalogu Ninja Tune, które wytwarzają kinematograficzną, niemal trójwymiarową audioaurę połamanych party killerów. Zero plomb, same wyszczerzone w uśmiechu białe ząbki, przysłonięte palcami pokazującymi symbol zwycięstwa. Rozpędzona breakowa maszynka rytmu na wysokich obrotach wjechała do mainstreamu. I rozwałkowała rywali.
Leave a comment