Persona – wysoki kontrast dźwięków

Dodał , 6 maj 2010 przypisany do Fundata. Możesz śledzić komentarze do tego wpisu poprzez RSS 2.0. Możesz dodać komentarz albo trackbacka do tego wpisu

highcontrast-1W drugiej połowie lat 90., dzięki nagraniom Goldie?ego i 4 Hero, angielski wynalazek pod tytułem drum?n?bass witał się z gąską głównego nurtu muzyki popularnej. Niestety płyty ?Saturnz Return? i ?Two Pages? wyłożyły zapowiadaną przez majors dystrybucję pod strzechy, nie zyskując błogosławieństwa ortodoksyjnych junglistów. Nurt ponownie zszedł do undergroundowych londyńskich klubów, gdzie miał się nadzwyczaj dobrze, by uczestniczyć w rytmicznych eksperymentach ogólnoświatowej muzyki zorientowanej tanecznie, inspirując rzesze fanów ?łamańców?.

Mniej więcej w tym czasie kilkunastoletni Lincoln Barrett kupił w kiosku z prasą w walijskim Cardiff magazyn z dołączonym demo programu Cubase, zainspirowany sloganem: ?Na tym możesz wyprodukować własne tracki jungle!?. Tak rozpoczął przygodę z muzyką. ?Chociaż mój ojciec pracował w managemencie Shakin Stevensa i posiadał bogatą kolekcję nagrań pierwszej fali rocka lat 50., a matka uwielbiała Boba Dylana i Leonarda Cohena, w młodości nie interesowałem się właściwie żadnymi piosenkami. Oglądałem filmy i jarałem się soundtrackami. W mojej pamięci szczególnie utkwiła ścieżka do ?Bladerunnera? napisana przez Vangelisa. Miałem 8 lat i nie rozumiałem do końca tego filmu, ale kochałem jego nastrój i specyficzne, dramatyczne akordy, które do dzisiaj staram się zaszczepić w moich produkcjach. To zabawne, że sample z tego filmu są teraz najbardziej wziętymi próbkami w d?n?b?. Pracował w sklepie muzycznym, chodził do szkoły filmu dokumentalnego w Newport i kiedyś w drodze na zajęcia usłyszał ?Arabian Nights? J Majika. Wtedy zafascynowała go drum?n?bassowa poetyka. Zaczął selekcjonować płyty. Objął rezydenturę na cyklicznych imprezach Silent Running w Cardiff, gdzie spotkał mistrzów: Johna B, Grooveridera, Marky?ego i London Elektricity. Demonstrując pierwsze własne produkcje wykonane już na profesjonalnej wersji Cubase i rozpowszechniane na minidiscach, borykał się z opiniami, że jest to inne, zdecydowanie nieprzystające od kanonów drum?n?bass. Próbował zrobić jungle na 120 BPM i wielu podejrzewało, że używa sampli ze sterty starych płyt disco. Dzisiaj śmieje się z tych przytyków i twierdzi, że jego styl ukształtowało przede wszystkim zamiłowanie do filmów: ?Zawsze pociągały mnie skrajności w sztuce filmowej. Lubię je wykorzystywać i nimi manipulować. Oddziałują na mnie zarówno dzieła wybitne, jak i tandetne filmy z gatunku Blaxploitation. Czerpię z różnorodności sztuki obrazu i zaszczepiam ją w muzyce. Oddaję tragiczne napięcia odgrywanych ról w dramaturgii moich utworów. Łączę rzeczy nieprzystające i przeciwstawiam je sobie. Lubię wysoki kontrast dźwięków. Chciałbym wyprodukować kiedyś soundtrack, pracować z prawdziwą orkiestrą. Znam podstawy zapisu nutowego, teorii nauczyłem się w szkole, ale kompozycja na pięciolinii nadal stanowi dla mnie problem, musiałbym opanować to dogłębnie?. I dalej: ?Widzę nieograniczone możliwości skłaniają ku czystej technice w tworzeniu jungle. Zaczynałem mając do dyspozycji tylko dwie ścieżki w pakiecie demo Cubase, co zmusiło mnie do koncentracji na precyzyjnym doborze dźwięków tworzących intrygujący utwór?.

Niesiony sukcesem longplaya Barrett zaczął realizować także swoje filmowe pasje. Z zapałem uczył się animacji 3D, którą łączył z obrazami rejestrowanymi kamerą w wideoklipach dla macierzystej wytwórni. ?Moją niespełnioną ambicją jest nakręcenie pełnego metrażu i wyważenie doskonałego balansu między zdjęciami a ścieżką dźwiękową?. Równocześnie produkował remiksy oraz gromadził próbki i inspiracje do kolejnego albumu. ?Jestem uzależniony od ciekawych sampli. Katalizują mój proces twórczy. Słucham naprawdę różnorodnej nuty: disco, tech-house?u i klasyki od Beethovena do Bartocha. Głownie w radiu, jadąc samochodem. Chociaż często pracuję metodą prób i błędów, coraz łatwiej kontroluję finalny kształt nagrań i wiem, co chcę osiągnąć?. O drugim LP mówił: ?To od początku do końca precyzyjnie zrealizowany concept album. stylu. Pociąga mnie ścieżka obrana przez Fabio ? liquid funk, który uformował się na przełomie lat 1998/1999, ale jej odnogi są szerokie i mają różnorodne odcienie. Moje remiksy tracków The Streets czy Future Sound Of London wybrzmiewają ponad wszelkimi podziałami, jakościowo i ponadczasowo. Próbowałem różnych konwencji, house?u, hip hopu, ale nigdy nie starczało mi sił na dokończenie tych nagrań?.

highcontrast-3Rok 2002. Lincoln Barrett wchodzi do świata drum?n?bassu bez pardonu, jak walec toczący się na najwyższym biegu, oślepiając słuchaczy połyskliwymi refleksami wysmakowanych melodii i zmieniając sposób myślenia o strukturze kompozycji w obrębie gatunku. Niezapomniane single: ?Return Of Forever?, ?Music Is Everything?, ?Passion? czy ?Global Love?, wytłoczone przez budującą imperium Hospital Records, poprzedzają szeroko oklaskiwany album ?True Colours?. High Contrast z miejsca zostaje okrzyknięty najgorętszym artystą sceny i piewcą jej progresu. ?Myślę, że ludzie zbyt mocno skłaniają ku czystej technice w tworzeniu jungle. Zaczynałem mając do dyspozycji tylko dwie ścieżki w pakiecie demo Cubase, co zmusiło mnie do koncentracji na precyzyjnym doborze dźwięków tworzących intrygujący utwór?. Niesiony sukcesem longplaya Barrett zaczął realizować także swoje filmowe pasje. Z zapałem uczył się animacji 3D, którą łączył z obrazami rejestrowanymi kamerą w wideoklipach dla macierzystej wytwórni. ?Moją niespełnioną ambicją jest nakręcenie pełnego metrażu i wyważenie doskonałego balansu między zdjęciami a ścieżką dźwiękową?. Równocześnie produkował remiksy oraz gromadził próbki i inspiracje do kolejnego albumu. ?Jestem uzależniony od ciekawych sampli. Katalizują mój proces twórczy. Słucham naprawdę różnorodnej nuty: disco, tech-house?u i klasyki od Beethovena do Bartocha. Głownie w radiu, jadąc samochodem. Chociaż często pracuję metodą prób i błędów, coraz łatwiej kontroluję finalny kształt nagrań i wiem, co chcę osiągnąć?. O drugim LP mówił: ?To od początku do końca precyzyjnie zrealizowany concept album.

Tytuł ?High Society? podkreśla egzystencję wszechstronnego artysty w świecie śmietanki towarzyskiej. Mam wielu przyjaciół spoza sceny, uważają mnie za gwiazdę? ? zaśmiewał się. Krążek otwierał niesamowicie nośny ?Lovesick?, który został miłosnym dekalogiem wielu szaleńczo zakochanych par na świecie i teleportował undergroundowy gatunek w rejony wysmakowanego popu podpartego złamanym beatem XXI wieku. Oprócz chwytliwych melodii rozłożonych na eksplodującym w klubach rytmie i wokalnych kolaboracjach (MC Dynamite, Tomahawk, Nolay, Spoonface, Terri Pace) album ujawniał nowe zainteresowania Barretta ? nurtami UK garage i grime. Zdobył laury za najlepszą płytę drum?n?bassową 2004 roku, ale pierwotna spójność ?True Colours? gubiła się nieco w wielobarwnych, lekko pompatycznych aranżacjach. Następny rok upłynął na promocji didżejskich umiejętności, utrwalonych wydanymi na CD -setami: ?FabricLive 25? i ?Mixmag Live?. Lincoln przemierzał glob setami oraz live-actami i powoli przymierzał się do perfekcyjnego sztosu.

Cios został zadany na początku października 2007. ?Tough Guys Don?t Dance? to dzieło rozsadzające w posadach drum?n?bassową strukturę, wychodzące daleko poza skostniałe kanony i operujące plastycznym filmowym językiem. Dalekie od dosłowności jungle i plastikowego liquid funku, rozwijające się niczym odyseja i epatujące popowym blichtrem. Najlepsze składniki stylu High Contrasta zostały wymieszane w aptekarskich proporcjach i znowu podlane interesującym wokalnym lukrem soulful. Pierwszoplanową rolę zagrały bardzo zacne sample, momentami zaczerpnięte jakby z katalogu Ninja Tune, które wytwarzają kinematograficzną, niemal trójwymiarową audioaurę połamanych party killerów. Zero plomb, same wyszczerzone w uśmiechu białe ząbki, przysłonięte palcami pokazującymi symbol zwycięstwa. Rozpędzona breakowa maszynka rytmu na wysokich obrotach wjechała do mainstreamu. I rozwałkowała rywali.

Dodaj / Pokaż Komentarze

Galeria Zdjęć

2009 (c) by Media Advertising sp. z o.o. | Zaprzyjaźnione strony: magia bieliny