Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X

Ryzykowne improwizacje

_foto_cobblestoneJazz08

Kanadyjskie trio Cobblestone Jazz albumem ?23 Seconds? nieźle namieszało w światku elektroniki. Efekt: entuzjastyczne recenzje i cover story w liczących się pismach muzycznych na całym świecie. Czego chcieć więcej?

Wystąpili zarówno na szacownym Montreaux Jazz Festival, jak również imprezie dla technicznej awangardy ? Mutek Festival w rodzinnej Kanadzie. Dwa odmienne dźwiękowe światy? Nie dla tego kolektywu, który na koncertach gra taneczną, całkowicie improwizowaną elektronikę z jazzowymi inklinacjami ? abstrakcyjną, minimalistyczną, bliską doskonałości jeśli chodzi o formę.

Jaki jazz?!

Miles Davis, Joe Zawinul, a może Dave Angel? Który z nich ma najwięcej wspólnego z muzyką Cobblestone Jazz? ?Prawdopodobnie Herbie Hancock i Headhunters ? mówi Mathew Jonson, uzdolniony producent i założyciel wytwórni Wagon Repair, najbardziej znany członek tria. ? Przynajmniej dla mnie i dla Danny?ego, naszego klawiszowca. Do muzyki Headhunters odnosimy się na wiele sposobów. Gdy jesteśmy na scenie, sporo improwizujemy, zmieniamy poszczególne fragmenty utworów, miksujemy stare z nowym, próbujemy grać jazz? ? tłumaczy. Jaki jazz?! ? skrzywią się klubowi puryści. Mamy tu przecież regularny rytm, podobny sposób układania akordów… ?Jazz to wolność, niekonwencjonalne rozwiązania. Oczywiście geneza jazzowego metrum sięga swingu, zróżnicowanego frazowania i podobnych patentów, ale myślę, że z biegiem lat, odkąd ludzie poszerzają ramy jazzu, te poszukiwania wytyczają nowe brzmieniowe kierunki. Obecnie artyści różnorako interpretują jazz. Panuje kompletna swoboda w robieniu muzyki, nie ma ciśnienia, żeby przywiązywać się do jedynej właściwej formuły? ? dodaje Mathew.

Szał na scenie

Twórcy muzyki elektronicznej mają problem z graniem na żywo. Paradoksalnie mieniące się kolorami software?owych rozwiązań ekrany notebooków ograniczają swobodę improwizacji. Cobblestone Jazz załatwili to w dziecinnie prosty sposób ? eksplorując do granic możliwości dobrze znany, analogowy sprzęt. ?Niezbyt często korzystamy z laptopów. Posługuję się wielofunkcyjnym syntezatorem Roland SH-101, który pomaga grać i programować na żywo, służy też jako bas i keyboard. Gdy na koncertach używamy modułu perkusyjnego, nie bazujemy na gotowych programach, wszystko jest tworzone ?w locie?. Stąd łatwo nam improwizować. Swojego czasu, kiedy korzystałem z komputera i programu Ableton, bardzo trudno było mi uzyskać zadowalający efekt. Dostawałem szału? ? irytuje się Jonson. ?Pewnym nieporozumieniem we współczesnej muzyce elektronicznej jest to, że ludzie używają komputerów do jej tworzenia na żywo, nie zdając sobie sprawy, że są miliony rozmaitych interfejsów, które można zestawiać z dodatkowym sprzętem. Dla mnie nawet zwykły analogowy mikser jest lepszym narzędziem niż większość komputerów. Potrafi sporo zmienić, bez babrania się w skomplikowanych ustawieniach. Jedyne, co mogłoby nam teraz pomóc, to dodatkowa para rąk?. Może więc warto zaprosić gości? ?W przeszłości, gdy byliśmy rezydentami w Kanadzie (trio grało wtedy jazzowe ballady oraz drum?n?bass ? przyp. aut.), co tydzień mieliśmy innych gości na scenie: saksofonistów, sekcję smyczkową lub skrzypków?. Dziś Matt chętnie zaprosiłby do współpracy Quincy Jonesa lub Steviego Wondera.

Na żywo, ale w studio

Zdawanie się co wieczór na pełną improwizację niesie duże ryzyko. Jazzmani mają temat: melodię, zestaw akordów i będąc nawet w średniej dyspozycji, mogą je ogrywać do woli. Cobblestonersi wychodzą na koncert ?bez zabezpieczenia? i rzucają się od razu na głęboką wodę. ?Podejmowanie tego ryzyka kosztuje nas wiele energii, najgorsze są pierwsze chwile. Bywa, że przez kilka minut gramy okropnie, próbując znaleźć jakiś wątek, ale potem, pod wpływem emocji, wychodzą nam fajne rzeczy. To jest piękno muzyki, którą staramy się kreować. Jeśli nie podejmiesz wyzwania, nie dokonasz niczego wyjątkowego. Panowie rzeczywiście wiele stawiają na szali, bo jedyne, co mają przygotowane przed występem, to sample. Konkretnego szkieletu utworów brak. Podobnie jest w studio. Numer ?Slack The Back? powstał jako efekt improwizacji. Nagrano go bez poprawek.

Cobblestone = Jonson?

Żurnaliści rozmawiają tylko z nim, kreując go na lidera formacji. ?Utożsamianie Cobblestone Jazz ze mną, tak jakby to był mój zespół, jest totalnym nieporozumieniem, bo założył go Danny. Wszyscy mamy w nim równe prawa i równy wkład w kompozycje? ? mówi Jonson. Pora zatem przedstawić pozostałą dwójkę. Danny, czyli Danuel Tate, aplikuje solówki i akordy na pianie Rhodesa, nadając brzmieniu grupy jazzowy sznyt. Może nie jest wirtuozem na miarę Hancocka, Zawinula czy Wesseltofta, ale jego lekkie, okołobluesowe frazy znakomicie podkreślają taneczny charakter utworów. Obsługuje także vocoder i czaruje efektami. Natomiast skryty za mikserem i wieżą elektronicznych pudełek Tyger Dhula manipuluje barwami, miksuje, dokłada efekty i sample. Z całej trójki wie najwięcej o programowaniu. No i jeszcze słowo o samym Jonsonie ? możecie go kojarzyć z wielu ogrywanych przez ?minimalistów? singli. To były jazzowy perkusista, który doskonale wie, jak zaprogramować maszynerię, by bujała odbiorcą oczekującym jazzującej elektroniki z tanecznym podkładem. Panowie świetnie bawią się tworząc muzykę, a ich energia udziela się odbiorcom. Pamiętacie, jak zagrali na zeszłorocznym płockim Audioriver?

?Dla niektórych ludzi nasz album jest zbyt ?jazzy?? ? śmieje się Mathew. Zarzut cokolwiek dziwny. Jazzowe frazy dodają temperatury, nadają egzotykę utworom i podnoszą ich poziom. Mariaż elektroniki i jazzu, którego pionierem był Miles Davis, ciągle czeka na godnych następców, chcących pociągnąć temat, bez przesadnej nadbudowy i nadęcia, na miarę czasów. Z jednej strony tę działkę uprawia Bugge Wesseltoft otoczony ekipą Jazzland i nie wahający się zagrać z Laurentem Garnierem, gdzieś obok egzystują Jonah Sharp i Spacetime Continuum, Matthew Herbert ze swymi samplami i melancholią, tradycjonaliści z Compost i Sonar Kollektiv oraz nieco zapomniany Ludovic Navarre. Teraz nadeszła era Cobblestone Jazz.

TEKST: Piotr Nowicki

  • Leave a comment  

    Name

    Email

    WWW

    Submit comment