El Guincho – drapieżny niebieski ptak

Dodał , 15 maj 2010 przypisany do Fundata. Możesz śledzić komentarze do tego wpisu poprzez RSS 2.0. Możesz dodać komentarz albo trackbacka do tego wpisu

el guincho por oliver faig 2Radosna twórczość El Guincho to pole do popisu dla dziennikarzy lubujących się w porównaniach. Maniacy zdążyli nawet zauważyć, że korzysta on z tego samego modelu samplera, co Panda Bear. Nie mogę być gorszy od braci po piórze zza zachodniej miedzy, więc stwierdzam, że muzyka Hiszpana jest jak ?Animal Collective torturujący Manu Chao podczas fiesty na plaży Costa Brava?. Zachęciłem już kogoś do słuchania?

El Guincho znaczy Rybołów. Nie dajcie się jednak zmylić pierzastej mimikrze. Pod drapieżnym pseudonimem kryje się bowiem prawdziwy niebieski ptak. Pablo Díaz-Reixa ? urodzony na Wyspach Kanaryjskich, obecnie zameldowany w Barcelonie, wiecznie nieogolony, sprawiający wrażenie, jakby permanentnie dręczył go kac i stos niezapłaconych rachunków. Po prostu idealny człowiek do zaaplikowania kilku ożywczych elektrowstrząsów w dotknięte udarem słonecznym cielsko muzycznej egzotyki.

Latynoski krautrock

Jego niecodzienna kariera zaczęła się trzy lata temu, kiedy Pablo wracał z urlopu w towarzystwie kuzyna, Alfreda Montesa. Panowie zawzięcie dyskutowali o muzyce, racząc się nagraniami Can, Liquid Liquid i Os Mutantes. Już po powrocie, naładowani energią, nagrali kilka dziwnych kompozycji, które trafiły na album ?Novo Tropicalismo Errado? sygnowany nazwą CocoNot. ?Ten projekt nie zamierza oddawać się egzystencjalnym refleksjom, ani rozprawiać o nieznośnej lekkości bytu. Ci goście opowiadają o trzewiach i ektoplazmie? ? anonsował zespół wydawca, szanowany post-punkowy label B-Core Discs. Groteskowe piosenki duetu czerpały pospołu z noise?u i tropicalii, a ich niemiecki producent dopatrzył się w nich ?latynoskiego krautrocka?. Nikt nie wiedział jednak, czy egzotyczną punkodelię CocoNot traktować jak coś więcej niż jednorazowy wygłup zblazowanych nygusów. Odpowiedzi dostarczyć miał drugi materiał rodzinnego duetu, skomponowany w ciągu jednego dnia podczas psychotycznego jam session. Po pierwszych nagraniach album utknął jednak w studiu. Alfredo stracił zapał do dalszej gry, ale Pablo ani myślał odpuszczać…

el guincho por thomas williams

Space age exotica

Autorskie działania Díaza-Reixy to niejako rozwinięcie rozdziału napisanego z CocoNot. Jego inspiracje nie uległy wielkim zmianom, a nagrywając solo, może wyszaleć się przy pomocy sampli podebranych z najprzeróżniejszych gatunków ? od dubu po rock?n?roll, ze szczególnym naciskiem na wszystko, co kojarzy się z tropikiem, ciepłymi lądami i falującymi biodrami ukwieconych wyspiarek. ?Gdy przeniosłem się do Barcelony, słuchałem bardzo dużo tropicalii ? wyznaje El Guincho. ? Byłem obsesyjnie zafascynowany tym brzmieniem i chciałem je powielać. Grałem już wcześniej w zespołach punkowych, gdy nagle zapragnąłem wprzęgnąć karaibskie dźwięki do mojej muzyki. Z czasem stało się to moim nadrzędnym celem?.

Pierwszą próbką stylu, który sam Pablo umieścił w kategorii ?space age exotica?, było demo ?Folías?, nagrane przez lekkoducha z Kanarów pewnej nocy, w stanie, w którym trudno mu było utrzymać równowagę. Prawdziwy solowy debiut popełnił już na trzeźwo ? jego ?Alegranza? ukazała się najpierw na Antypodach za sprawą australijskiego Discoteca Océano, a dopiero od niedawna dostępna jest ? dzięki XL Recordings ? także na Starym Kontynencie. Europejska premiera albumu notabene zbiegła się w czasie ze spóźnionym wydaniem drugiej płyty CocoNot ? ?Cosa astral?, na której Díaz-Reixa położył jakiś czas temu ostatnie producenckie sztychy. Roztańczona fiesta pod przewodem wodzireja El Guincho rozpętała się więc na dobre. Nie chowajcie bermudów i hawajskich koszulin w najciemniejszy kąt szafy. Może będzie z nich jeszcze pożytek.

TEKST: Sebastian Rerak

Kategorie: Fundata
Tagi:

Dodaj / Pokaż Komentarze

Galeria Zdjęć

2009 (c) by Media Advertising sp. z o.o. | Zaprzyjaźnione strony: magia bieliny