Cyfrowe winyle
Winyl, symbol kultury klubowej, właśnie po cichutku odchodzi do lamusa. Ale ? uwaga ? gramofon zostaje na swoim miejscu. 
O śmierci płyty winylowej trąbi się przynajmniej od 20 lat. Najpierw winyl miało uśmiercić pojawienie się płyty kompaktowej. Okazało się jednak, że ta druga również obciążona jest wadami (np. słabsze brzmienie), ale przede wszystkim w żadnym wypadku nie nadaje się do klubów. Powód był prosty: w tamtym czasie didżeje nie mieli do dyspozycji kompaktów, które mogły zwalniać i przyspieszać nagrania. Kiedy te w końcu się pojawiły (druga połowa lat 90.), niemal w każdym wywiadzie mistrzów konsolety pytano, czy jest jeszcze sens miksowania z czarnych krążków. Odpowiedź była prosta: tak, bo w dalszym ciągu dotykaliśmy tego samego problemu ? wady nie przeważały nad zaletami. Kompakty stały się pewnym dodatkiem, który zabierało się razem z winylami, by zagrać z nich np. przedpremierowe nagrania, ale nie stanowiły realnej konkurencji dla winyli. Do czasu.
Wiek dziecięcy
Pierwsze symptomy tego, co teraz nazywamy digital djingiem, pojawiły się na początku milenium. Wtedy tryumfy na scenie elektronicznej święciło tzw. laptop techno, które ? zgodnie z nazwą ? powstawało i było grane głównie z przenośnych komputerów. Na rynek trafiły pierwsze odmiany software?u do miksowania tylko i wyłącznie za pomocą komputera ? wśród nich Native Instruments Traktor oraz Ableton Live. Pierwszy po prostu miksował beaty, drugi był ponadto zaawansowanym sequencerem, umożliwiającym tworzenie własnej muzyki. Traktor dużej popularności nie zdobył, natomiast Ableton do tej pory pozostaje jednym z najpopularniejszych programów muzycznych, tyle tylko, że zazwyczaj nie służy didżejce ? powszechnie uznawany jest za najlepszy sprzęt do występów na żywo, czyli prezentowania swojego autorskiego materiału. Dlaczego nie podbił serc ?tradycyjnych? didżejów? Powodów jest kilka. Granie z laptopa nie jest wizualnie efektowne (didżej stoi i gapi się w ekran), wiele osób mówi także o tym, że gdzieś umyka ?duch grania?. Ale przede wszystkim brakuje winyli, co ogranicza pokaźną ilość sztuczek, jakie wykonują turntabliści. Zasięg tego softu ograniczył się więc do społeczności związanej z muzyką stricte elektroniczną, co więcej ? jej niewielkiego odsetka.
Tymczasem niepostrzeżenie pojawił się Final Scratch 1.0. Pomysł był prosty ? połączyć zalety grania z gramofonów ze wszystkimi atutami laptopów. Inżynierowie firmy Stanton (znanej z produkcji sprzętu didżejskiego) postanowili użyć winyli do kontrolowania oprogramowania zainstalowanego w laptopie. Wbrew pozorom nie jest to takie skomplikowane. Mamy więc program zainstalowany na laptopie (dedykowana wersja wspomnianego Traktora), dwa specjalne winyle oraz małą skrzyneczkę, do której podłącza się wyjścia audio gramofonów, a ją samą ? do miksera. Laptop po prostu ?kładzie? plik muzyczny na płytę, która generuje timecode, czyli dźwięk o zmiennej częstotliwości. W ten sposób program wie dokładnie, w jakim miejscu na winylu znajduje się igła i symuluje zachowanie płyty. Granie wygląda więc tak samo, jak z prawdziwych płyt: tak samo się je miksuje i tak samo można nimi scratchować. Jednak Final Scratch 1.0 również świata nie podbił. Przyczyną były problemy wieku dziecięcego ? FS miał tendencje do robienia nieprzyjemnych żartów, takich jak zawieszanie się w środku seta, ponadto występowały duże problemy z latencją, tj. w opóźnieniach między tym, co robimy i co słyszymy. Do tego, jak każde pionierskie dzieło, nieco wyprzedził swój czas. Nie wiem, czy pamiętacie, ale kilka lat temu dopiero ukazywał się pierwszy iPod, a laptopy nie miały twardych dysków o pojemności kilkudziesięciu (kilkuset) gigabajtów… Słowem ? czas plików mp3 dopiero nadchodził.
Tygrysy i smoki
Gdy więc jakieś dwa lata temu na rynku ukazywał główny rywal Final Scratch 1.0 ? Serato Scratch Live! ? nikt nie przypuszczał, że zapoczątkuje rewolucję. W związku z problemami, jakie stwarzał poprzednik, nikt nie traktował Serato w kategoriach rozwiązania dla profesjonalistów, raczej był on postrzegany jako gadżet. Do tego w zasadzie nie rozwijał pomysłów z FS. Jednak diabeł tkwi w szczegółach, które w tym wypadku dopracowano do perfekcji. Serato jest bardzo stabilny, nigdy się nie zawiesza, latencja jest bajecznie niska, a odczucia, jakie daje płyta kontrolowana przez program, są zdecydowanie bardziej porównywalne do zachowania prawdziwego winyla (choć nie identyczne). Do tego estetyka i ergonomia (interfejs, skróty klawiszowe etc.) znacznie ewoluowały, w związku z czym obsługa jest prostsza i przyjemniejsza. Mówiąc krótko: wszystko działa tak, jak działać powinno, bez żadnych wpadek.
Chwilę później ukazał się też Final Scratch 2.0, który w podobnej skali eliminował wady swojego poprzednika. Oba systemy zaczęły zdobywać rynek w stylu przypominającym jednak bardziej przyczajenie tygrysa niż wejście smoka. Co chwilę okazywało się, że jakiś znany didżej używa jednego z nich i coraz częściej dawało się zauważyć laptopy postawione obok gramofonów. I to nawet nie w klubach, ale na hiphopowych koncertach. Jeśli dwa lata temu podczas występu Kanye Westa na gdyńskim Open?erze uważnie patrzyliście na scenę, z pewnością zauważyliście, że DJ A-Trak właśnie z takiego urządzenia korzysta. To pewnego rodzaju fenomen, ponieważ hiphopowa społeczność była do tej pory wobec nowinek technicznych skrajnie konserwatywna. Dziś wśród użytkowników sprzętu poza A-Trakiem można wymienić artystów praktycznie z każdej ?bajki? ? m.in. Mixmastera Mike, Vadima, Fooda, Heiko Lauxa, Kid Fresha, Sashę oraz wielu, wielu innych. Jeśli ktoś ma ochotę zgłębić temat, powinien odwiedzić witrynę www.scratchlive.net/djs, aczkolwiek to tylko lista użytkowników Serato…
A co z tą Polską? ? zapytacie. O ile na Zachodzie (a szczególnie w Stanach) systemy do digital djingu widzi się prawie wszędzie, u nas na razie mamy do czynienia raptem z kilkoma jego użytkownikami (wypowiedzi dwóch z nich ramkach obok tekstu). 
Plusy i minusy
Co więc skłania do zakupu sprzętu? Weźmy dwóch didżejów: doświadczonego i debiutanta.
Opcja pierwsza: nazywasz się np. DJ Premier (używa Final Scratch), grasz już prawie ćwierć wieku i masz dosyć wożenia na koncerty swoich winyli. Płyty gubią się, rysują, niszczą od scratchowania, od ich noszenia masz zadyszkę i garba. W związku z czym zgrywasz wszystkie swoje maleństwa na twardy dysk laptopa w dobrej jakości formacie wav i w trasę zabierasz tylko mały plecaczek. Do tego jeśli chcesz np. dorobić sobie skrecz z wokalem twojego MC, już nie musisz tłoczyć dubplate?a (pojedynczego egzemplarza winyla), tylko zgrywasz go na komputer, a potem hulaj dusza, piekła nie ma. Jeśli twoi znajomi wyślą ci mailem świeży remiks w formacie mp3, też jakoś przejdzie. Jednym słowem ? jeśli chodzi o granie zbyt wiele się zmienia, ale jest ci dużo wygodniej.
Opcja druga to już nieco poważniejszy problem ? tu de facto dochodzi do znacznej zmiany podejścia do didżejki jako takiej. Jesteś debiutantem, chcesz grać. Nie musisz już mozolnie zbierać kolekcji płytowej, spędzać wielu godzin w sklepie z płytami, jeździć do Berlina czy Londynu po nowości. Na gwiazdkę prosisz Mikołaja o Serato i po sprawie. Musisz jeszcze tylko odpalić komputer, przygotować zestaw kawałków i jeszcze przed Sylwestrem możesz zagrać pierwszą balangę. Poza tym będzie ci dużo łatwiej miksować, bo oba systemy wyświetlają na ekranie falę dźwiękową z granego utworu, co oznacza, że gdy kawałki idą równym tempem, doskonale to widać. Czyli na upartego nie musisz nawet słuchać muzyki (sic!), a umiejętności, które twoi starsi koledzy zdobywali przez lata, ty zyskujesz w przyspieszonym tempie.
No i właśnie tutaj czas na minusy. Otóż cała tradycyjna kultura didżejska, która do tej pory obejmowała pogoń za winylami i niekończące się rozmowy w sklepach muzycznych, w takim przypadku zaczyna zanikać. Coś takiego jak ?kolekcja muzyczna? przestaje mieć rację bytu. To jednak nie koniec. Wbrew pozorom, w takiej sytuacji młodemu dyskdżokejowi wcale nie będzie łatwo wykształcić indywidualny styl, bo ma on dostęp do tych samych numerów, co ? dajmy na to ? jego didżejski idol. W ten sposób nie musi sięgać daleko: od ?fajności? dzieli go tylko kilka kliknięć. To oczywiście paradoks, ale by przekonać się o jego prawdziwości, wystarczy pobuszować trochę po witrynach MySpace lub modnych blogach muzycznych i zauważyć, jak bliźniaczo podobne potrafią być w tej chwili do siebie playlisty. Na koniec jeszcze jedno ? pliki mp3 niestety brzmią słabiej.
Śmierć winyla?
Prawdą jest oczywiście, że winyl jako taki nie umrze, ponieważ ma grono oddanych miłośników. Jednak jego zastosowanie w kulturze klubowej będzie coraz mniejsze, aż prawdopodobnie zaniknie zupełnie. Coraz częściej nawet jego najwięksi miłośnicy wolą zabierać w trasy kompakty, bądź przedstawione w tekście systemy, ponieważ… szkoda im płyt. Chciałbym jednak zwróć uwagę na to, że wyżej opisane zmiany nie dotyczą tylko sposobu grania w klubach, ale podejścia do muzyki jako takiej. Ich pojawienie się otwiera drzwi wielu osobom, które do tej pory nie mogły się zaangażować w granie z powodów finansowych bądź czasowych. Jakie będą tego efekty, czas pokaże. Ale możliwe, że w klubach cichaczem przebiega właśnie największa rewolucja od czasu pojawienia się dwóch gramofonów połączonych mikserem.
Co wybrać?
Ogólnie rzecz biorąc Serato cieszy się wśród didżejów zdecydowanie większą estymą niż jego rywal, Final Scratch. Jednak zdaniem pism branżowych, między systemami nie ma aż takich różnic, a uprzedzeniom winne są defekty pierwszej wersji FS. Cenowo sprawa wygląda również podobnie: oba kosztują ok. 500 dolarów (www.turntablelab.com). Zresztą przy obecnym kursie tej waluty w Stanach najbardziej opłaca się kupować ? na Allegro zapłacimy już 25% więcej, a na djshop.pl prawie 2500 PLN. Niedawno ukazały się również dwa nowe systemy ? Virtual Vinyl Numarka oraz Traktor Scratch Native Instruments. Pierwszy potrafi również miksować pliki wideo za pomocą winyli (bajerka), a drugi ma być najlepszym dźwiękowo ze wszystkich urządzeń dostępnych na rynku. Można wziąć je pod rozwagę, szczególnie, że cenowo również wypadają podobnie. Istnieją też systemy miksowania działające tak, jak opisywany na początku tego tekstu Traktor. Hitem wśród nich są kontrolery USB, czyli zazwyczaj małe urządzenia przypominające zminiaturyzowane gramofony i mikser. Jeżeli jednak ktoś kiedyś widział didżeja miksującego za pomocą takiego wynalazku, to wie, dlaczego nie poświęciłem mu miejsca w tekście. Różnica jest taka jak między matchboxem i prawdziwym samochodem.
DJ Mental-Cut
Serato czy Final Scratch?
Zdecydowanie Serato. Nie korzystałem jeszcze z najnowszej wersji Final Scratch, ale poprzednie nie były idealne, szczególnie w kwestii stabilności oprogramowania, a to jest podczas imprez najważniejsze. Twórcy Serato często wprowadzają aktualizacje, dbają o użytkowników i mają dobrze działające forum. Serato wydaje się również bardziej perspektywiczne, pod koniec roku wchodzi wersja umożliwiająca miksowanie video.
Dlaczego digital djing jest fajny?
Dzięki Serato mogę grać muzykę z blogów, która w większości przypadków nie zostanie wydana na żadnym nośniku. Mogę grać własne edity, remiksy i do wszystkiego dodawać techniki turntablistyczne, których nauczyłem się grając latami z winyli. Istnieje też pewien styl bardzo szybkiego i efekciarskiego miksowania, który uwielbiam i którego nie wyobrażam sobie w takiej formie bez Serato.
Dlaczego digital djing jest niefajny?
Komputery bywają zawodne. Innych wad nie widzę.
Vinyl vs mp3
Bez wątpienia winyl posiada specyficzne brzmienie, lepszą dynamikę i w tych aspektach trudno go czymkolwiek zastąpić. Z drugiej strony ? ludzie przychodzą do klubów tańczyć, a nie zastanawiać się nad dynamiką dźwięku.
Czy myślisz, że te systemy na stałe zagoszczą w klubach?
Myślę, że wkrótce polskie kluby zaczną przypominać te z Europy Zachodniej czy USA i Kanady. A więc w klubie będzie Serato i dobry komp, a didżeje będą podróżowali z twardym dyskiem lub laptopem. Rozpowszechnienie cyfrowego djingu na wielka skalę jest nieuniknione.
DJ Sekta
Serato czy Final Scratch?
Oczywiście, że Serato. Widziałeś, żeby ktoś grał z Final Scratch? (śmiech)
Dlaczego digital djing jest fajny?
Nie wiem, czy jest ?fajny?, ale na pewno wygodny.
Dlaczego digital djing jest niefajny?
Bo nie kupujesz płyt, które może normalnie byś kupił.
Vinyl vs mp3
Nie ma czegoś takiego. Jedynie w kwestiach finansowych. Feeling płyty Serato jest mimo wszystko inny niż prawdziwego winyla. Prawdziwy winyl to także okładka, zapach sleve?u, kolejna płyta w kolekcji. Serato to narzędzie do grania imprez.
Czy myślisz, że te systemy na stałe zagoszczą w klubach?
W Polsce jestem nadal jednym z niewielu, którzy używają Serato. Na Zachodzie w sumie na połowie, a może nawet i większości imprez go widzę. Głowna bariera to finanse.


Leave a comment