The Roots-How I Got Over

Dodał , 12 lis 2010 przypisany do Fundata, Informer, Recenzje. Możesz śledzić komentarze do tego wpisu poprzez RSS 2.0. Możesz dodać komentarz albo trackbacka do tego wpisu

Dobrze, że istnieje instytucja Redaktora Naczelnego, bo inaczej zapomniałbym, po co słucham płyt. Nie, to nie tak ‘ ja nie słucham płyt, ja słucham jedynie singli, a raz na miesiąc muszę zmusić się do słuchania całego albumu. Męka to niezmierna przy moim charakterze, a jedyne, co ową mękę łagodzi, to mój znakomity gust, który dobiera bardziej słuchalne albumy do zrecenzowania. Sam bym o tej płycie napisał, Naczelny wcale mi nie kazał tego robić, pytając, czy wiem, jaki jest dzień miesiąca i która godzina. Kilka znaków ze spacją nabitych, zatem do rzeczy. Czym ta płyta Rootsów różni się od poprzednich? Niczym, co w przypadku tego zespołu zawsze jest i komplementem, i rzeczą naganną. Black Thought i ekipa (darujmy sobie to pisanie ?’uestlove i ekipa’) zawsze mieli swój styl oparty na żywym brzmieniu i w porównaniu z większością hiphopowców zawsze uchodzili za eksperymentatorów. Tym razem eksperymentów i nowości właściwie nie ma, no bo przecież nie są nimi śpiewne refreny ani obecność Joanny Newsom. Może The Roots poszli trochę w stronę funku, choć to jedyna wyczuwalna zmiana. Czy dzięki białemu basiście stali się bardziej przystępni dla nas? Raczej nie. Czy gościnne występy Dice Raw, Phonte i Peedi Peedi wnoszą coś do tego albumu? Raczej nie. Czy piosenka z Johnem Legendem jest fajna? Raczej nie. Ale i tak jest coś takiego w tym zespole, co każe kupić ten album. Pytanie tylko, czy zachęci do kolejnego.

Kategorie: Fundata, Informer, Recenzje
Tagi:

Dodaj / Pokaż Komentarze

Galeria Zdjęć

2009 (c) by Media Advertising sp. z o.o. | Zaprzyjaźnione strony: magia bieliny