Pojednanie niemiecko-czeskie i dziewięć równych, klubowo zorientowanych kawałków o progresywnie-transowym szlifie. W odróżnieniu od Prawlera, house’owo-singlowego projektu Petera Jurgensa, Peter Gun pojawia się z trzecim pełnym albumem. Choć utwory mogłyby zaistnieć na osobnych singlach, to w konwencji albumu są nieprzyzwoicie przyjemnym zbiorem momentów łatwych do przyswojenia i nakłaniających do tańczenia.
Co kryje się w odgrzewanym kotlecie z disco w sosie balearic? Hedonizm, ale bez egoistycznego piętna? Radość, ale bez głupkowatej wesołkowatości? A może kunszt podniesienia disco do rangi sztuki, bez wyświechtanego loopowania i filtrowania sampli klasyków lat 70. i 80.? O ile Bob Sinclar sprawił, że disco sięgnęło poziomu Biedronki, o tyle Norweg wstawił disco z powrotem na półki delikatesów, podrasowując wesołą formułę dubem i techno. Ze zbioru wyróżniają się dwa odświeżone szlagiery: M ? „Pop Music” i krejzikower „All That She Wants” Ace Of Base.
Na czwartym albumie solowego projektu Micha Yossefa jest tłusto i grubo w warstwie perkusyjno-basowej, czyli jak w klasycznej progresywnej psychodelii, jednak to, co powyżej, często wzięte zostało z innej bajki; klawiszowy riff ‘Motion’ niczym z techno lat 90.’ garage’owo skaczące werble w „Day Storm” czy tribalowe kanonady w ‘Massive Night?. Są także walcujące basy w kawałku tytułowym, ‘Save The Way’ i ‘Audio Engels’. A nad całością unosi się obowiązkowy duch psytransu, z wizgającymi efektami, przelatującymi plamami akordów i wkręcającymi w parkiet arpeggiami. Ta płyta szybko się nie znudzi!
Tym razem przyjąłem postawę admiracyjną. Wyszedłem z założenia, że skoro przy postawie negacyjnej pierwszy dubstepowy album tego duetu tak mnie załatwił, to teraz spodziewając się czegoś równie dobrego, na pewno trafię na jakiegoś gniota. Jakże srogo się zawiodłem. Wszystkie trzy wydawnictwa w zasadzie można by potraktować jako jedno. Wszystkie utrzymane są w tym samym, lekko przymulonym, mocno technologicznym klimacie. Wybrzmiewają w nich echo starego dobrego techstepu, nutka wczesnego Buriala i ledwo słyszalne, ale jednak obecne elementy tego, co obaj panowie robili w d’n'b. Cały materiał jest do tego perfekcyjnie wyprodukowany. Każde cyknięcie, każde kopnięcie basu jest tam, gdzie być powinno, a przestrzeń pochłania słuchacza. Nie rażą nawet lekko naiwne tła okraszone chórami ze starego samplera i długimi pseudosmyczkowymi dźwiękami rodem ze ścieżki dźwiękowej do ‘Blade Runnera’ (autorstwa Vangelisa, jakby ktoś nie wiedział). Warto też odnotować fakt, że w produkcji ‘Cold Blooded’ maczał swoje paluchy Youngsta, który nieczęsto pojawia się w studiu, ale jak już to zrobi, to zazwyczaj wychodzi z tego coś naprawdę dobrego.
Nigdy nie byłem jakimś specjalnym fanem muzyki elektronicznej w wydaniu albumowym. Te dwie rzeczy po prostu ze sobą nie współgrają. Dlatego też warto odnotować fakt, że zeszłoroczny long duetu Kryptic Minds jednak mnie zachwycił. Zrobił to tak sprytnie, że dopiero po dłuższym czasie zdałem sobie z tego sprawę. Po pierwszym spotkaniu mamy więc 1:0 dla Kryptic Minds – że pozwolę sobie na to piłkarskie porównanie. W końcu, jak to piszę, GER biją się z ESP w mundialowym półfinale – jakby mnie to coś obchodziło, w końcu wszyscy wiedzą, że piłki nożnej nie lubię jak Aphex Twina. No, ale wracając do tematu? Nadszedł czas na rewanż. Tym razem na moim gruncie – single. Wziąłem na tapetę trzy ostatnie wydawnictwa, które ukazały się nakładem oficyny Osiris Music, prowadzonej przez panów Shreeve’a i Bigdena, czyli właśnie duet Kryptic Minds. I co? Znów wygrali – i na tym w zasadzie mógłbym zakończyć. Podzielę się jednak z wami, moi drodzy czytelnicy, historią tej porażki, może wyciągniecie z niej jakieś wnioski na przyszłość. Nauczony doświadczeniem, jakie wyniosłem z pierwszego spotkania, postanowiłem zmienić swoją strategię.