LAIF » Felieton: Rafał Szczerbowski – Trudna nazwa, cięższy dojazd, limit 300

Felieton: Rafał Szczerbowski – Trudna nazwa, cięższy dojazd, limit 300

Rafał Szczerbowski – Zamieszkał na północy, by mógł częściej jeździć na południe. Islandofil. W Reykjaviku założył SOUNDVÍK, promuje, bookuje, pomaga realizować muzyczne projekty. W wolnym czasie pisze. Lubi żurek.

 

11401269_10155651479360548_7045241930269723067_n

Rafał Szczerbowski/fot. arch. prywatne

 

Na Open’erze byłem raz. Wielokrotnie jednak podczas tych kilku dni zostałem skopany, popychany, sponiewierany, wiecznie zagubiony. Trzy koncerty spędzone w kolejce po kiełbasę, a kolejne dwa, czekając na piwo. Do tego wszystkiego trasa z miejsca noclegowego pod główną scenę. Niby blisko, ale dużo lepsze wspomnienia mam z wejścia na Jasną Górę wraz ze swoją oświęcimską parafią, białym balonem w ręku i pieśnią maryjną na ustach.

Częściej, i z dużo większym entuzjazmem, wybieram się na Katowicki Off Festival (może to ze względu na bliskość i sentyment do Częstochowy). Mniejszy tłum, ciekawszy line-up, trawa, na której można usiąść i nie zostać zadeptanym, a i kolejka po piwo oraz kiełbasę zajmuje mniej niż trzy utwory. To pierwsze można niestety spożywać jedynie w festiwalowym getcie, ale i stamtąd, rozłożywszy się na leżaku, widać i słychać, co dzieje się na głównej scenie.

 

11227553_10155710463220548_5161706616428472017_n

Rafał Szczerbowski/fot. arch. prywatne

 

Niewielkie islandzkie festiwale cieszą jednak najbardziej, nawet pomimo dużej odległości od pielgrzymkowego szlaku. Główna scena w starej stodole, czerwona, szeroka na ponad 2 km plaża, na końcu której kolonia fok w liczbie około 100, Emiliana Torrini, Myrra Rós, Low Roar, Mugison, Sóley, budowanie zamków z piasku, wielkie ognisko – kupuję to! Jadąc po raz pierwszy na Rauðasandur Festival zupełnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. By dostać się do miejca docelowego trzeba zjechać wąską drogą nad przepaścią wysłuchując historii o farmerze, który w tym właśnie miejscu spadł z blisko 400 metrowego wzgórza, a teraz na jego jedynej w promieniu kilkunastu kilometrów farmie, odbywa się muzyczna impreza. On sam, poruszając się na wózku, chętnie oprowadza gości między stadem owiec opowiadając historię oddalonego od Reykjaviku o około 550 km miejsca na Zachodnich Fiordach. Bilety na festiwal były wyprzedane na miesiąc przed. Bałem się, że znów przepadnę w tłumie, a artystów zobaczę z odległości odpowiadającej trzem długościom Płetwala Błętiknego. Kolejne miłe zaskoczenie. Limit gości to 300, a zarówno zespoły, jak i publiczność śpią pod namiotami, na polu przy plaży. Wchodząc na teren festiwalu nie byłem przeszukiwany, trudno zapewne byłoby mi ukryć sześciopak piwa, który dzierżyłem w ręce w drodze do stodoły. Nie było sklepu, baru, kiełbasy ani prysznica. Ten ostatni znajdował się w pobliskim (30 km) Patreksfjörður na publicznym basenie, jednak nikt nie zaryzykował przeprawy serpentyną śmierci tylko po to, by śmierdzieć mniej niż wszyscy inni.

 

10580258_821106037923188_3037244038680369262_n

Rauðasandur Festival 2014/ fot. Guðmann Þór Bjargmundsson, źródło: facebook

10599236_821060687927723_6846186363079353271_n

Rauðasandur Festival 2014/ fot. Jónína de la Rosa, źródło: facebook

10603248_821106667923125_9159450699581471121_n

Rauðasandur Festival 2014/ fot. Guðmann Þór Bjargmundsson, źródło: facebook

 

Niestety nie udało mi się dojechać na zeszłoroczną edycję Rauðasandur, a musiało się sporo dziać. Wiatr porywał namioty, deszcz je zalewał, przerwy w dostawie prądu naturalnie remiksowały folkowe pieśni, aż w końcu cały festiwal niczym cygański tabor został zapakowany i przeniesiony do wcześniej wspomnianego miasteczka z prysznicem. Scena w kościele, nocleg w szkole obok, spodobałoby mi się – pielgrzymkowe warunki.

 

 

Podobnych festiwali na Islandii jest wiele, choćby Extreme Chill, festiwal z muzyką elektroniczną u stóp lodowca przy Hellissandur na półwyspie Snæfellsnes, czy Bræðslan Festival na wschodzie kraju w Borgarfjörður Eystra, gdzie fabryka rybna pełni funkcję sceny głównej oraz miejsca spotkań festiwalowiczów. Odważniejsi mogą wybrać się na metalowy Eistnaflug w Neskaupstaður, na którym w tym roku zagra m.in. rodzimy Behemoth. Na południu zaczyna się spirytualny Saga Fest. Akrojoga, szamanizm, warsztaty z dizajnu deskorolek, a wszystko przy dźwiękach house’owego Sisy Ey, hip hopowego Lord Pusswhip, post-rockowego VAR i czołowych islandzkich singer/songwriterów. Pozwoliłem sobie odpuścić, za dużo dobrego.

Bez ścisku, z własnym piwem i kiełbasą, przy dobrej muzyce, z fajnymi ludźmi w pięknych miejscach. Da się? Da!

Zobacz też inne wydarzenia

26-28.06.2015, Białystok, Halfway Festival 06.05.2015, WARSZAWA, KLUB MIŁOŚĆ KREDYTOWA 9, PORTICO – BEFORE FESTIWAL TAURON NOWA MUZYKA 2015 22.03.2015, WARSZAWA, STODOŁA, NATALIA PRZYBYSZ