LAIF » WYWIAD: Jack Sparrow sceny muzycznej

WYWIAD: Jack Sparrow sceny muzycznej

Eugene Hütz z Gogol Bordello: Jack Sparrow sceny muzycznej

Gdzie mieszka? Na środku autostrady. W co wierzy? W kontakt z Bogiem na łonie natury. Do życia potrzebuje tylko rzeczy niezbędnych, a ze sceny wysyła ogrom energii. Poznajcie bliżej człowieka, który z miastem ma tyle wspólnego, co gospodarz „Familiady” z dobrym żartem. Nie znajdziecie go na całonocnej imprezie, prędzej w lesie na medytacji. Lider Gogol Bordello Eugene Hütz opowiedział nam o swoich niepopularnych pomysłach na życie.

 

3176_1r110611_07_gogol_bordello_0_v3

Gogol Bordello

 

Słyszysz „Gogol Bordello”, myślisz „piraci, autostopowicze, nomadzi”. Skaczesz na koncercie pod sceną, wrzeszczysz „szaleńcy, punkowcy, cyganie”. Zlepek osobowości, nacji, poglądów i zamiłowania do przygód – wszystko to i jeszcze więcej, bo Gogol Bordello to niezły tygiel. To nie tyle muzyka, co stan ducha, choć pozory mylą. Przepytaliśmy lidera zespołu od prywatnej strony, chcąc poznać wszystko to, czego ze sceny nie widać. Efekty mogą zadziwić niejednego fana grupy.

 

Przemysław Bollin: Dziś nie będzie o muzyce. Pogadajmy o przygodach!

Eugene Hütz: To lubię!

 

Co dla Ciebie jest niezbędne do życia?

Nic wielkiego. Nie jestem z tych, którzy otaczają się tabunem rzeczy. Mam tylko to, czego potrzebuję tu i teraz. Po co sobie zaprzątać głowę bzdurami.

 

Gdzie masz dom?

Na środku autostrady lub tam, gdzie aktualnie przebywam. Tyle.

 

Rozumiem Cię doskonale. Jak mieszkałem przez dwa miesiące na czeskiej wsi, to nagle uprzytomniłem sobie, że do życia wystarczy: jedzenie, namiot i praca, którą kochasz. Miasto zasypuje nam głowę bzdurami.

Jasne, że tak, dlatego uciekam z miasta jak najdalej. Ja mieszkałem na wsi, jak miałem 20 lat, i to był świetny czas. Wywarło to ogromny wpływ na resztę mojego życia. Właśnie wtedy zrozumiałem, kim jestem i co chcę robić. No i na jakich zasadach.

 

Miasto ci szkodzi?

Jestem tam tyle czasu, ile muszę. Nic ponadto. Wiadomo, że koncerty gram w mieście, a nie na środku pola, więc poza życiem nocnym, spotkaniami z innymi artystami, nic mnie tam nie trzyma. Większość mojego czasu spędzam na łonie natury: w lesie, nad morzem, na pustkowiach, i to mi pasuje. To jest moje, bo to dodaje mi sił. Nie ludzie.

 

Jesteś uduchowionym gościem.

Oczywiście, że wierzę w Boga. Dla mnie to rzecz konieczna do życia. Chociaż… jakby się w to wgłębić, nie nazwałbym się pokornym sługą. Nie potrzebuję kościoła, żeby z Nim rozmawiać.

 

Poruszam tę kwestię, bo często podkreślasz słowa „tu i teraz”. Sęk w tym, że tego zwrotu używają zarówno ateiści, jak i ci wierzący. W religii oznacza to skupienie na celu, we współczesnym świecie – życie bez zasad.

Dla mnie oczywiste jest to pierwsze. Drugiego nie mogę pojąć.

 

Medytujesz?

Dwa razy dziennie. Nie rozumiem, jak można tego nie robić. Może 10 procent znanych mi ludzi tego nie robi i sami sobie szkodzą. To grozi śmiercią ducha.

 

Życie w trasie, koncerty i duże festiwale to niezbyt bezpieczne miejsce dla ducha. Często zdarza Ci się poznać pokrewną duszę?

Zadziwiająco często. Zagrożeń jest pełno, na każdym kroku. Wrażliwi ludzie toczą trudną walkę, ale spotkałem wielu, którym to się udaje. Ale potrafię zrozumieć też tych, którzy Boga nie potrzebują i pozwalają sobie na wiele.

 

Kiedy z kimś nam po drodze, zdarza nam się mówić: „Masz fajną energię”. Jakiej Ty szukasz najczęściej?

Wszystko sprowadza się do energii. Cały świat się z niej składa, z tego to wszystko się wzięło. Nie ma czegoś takiego jak zła i dobra energia. Albo jest, albo jej nie ma. To tak, jakbyś powiedział, że jest dobra i zła woda. Ona po prostu jest albo nie. Chodzi o kwestię posiadania pewnych cech, nad ich stopniem zawsze można popracować.

 

Na scenie kipisz energię i pasją do życia. Jak sobie radzisz z trudniejszymi momentami: stanem smutku, samotnością?

Smutek to coś normalnego. To, co można z tym zrobić, to pozwolić sobie na bycie w tym, to wszystko. Jak byłem młodszy, to w takich momentach po prostu grałem. Jasne, że próbowałem z tym walczyć, zakrzyczeć to. Bez sensu. Ludzie za wszelką cenę uciekają przed smutkiem, dopada ich lęk. Trzeba sobie pozwolić na radość, pełną i prawdziwą, i smutek, ale równie prawdziwy. Przyjąć go, takim jakim go w sobie zastaliśmy. Jeśli istnieje jedno, drugie też musi występować. Tak już jest, to część naszej natury.

 

Rozmawiamy przed twoimi koncertami w Polsce. Masz tu swoje ulubione miejsce?

Czuję podstęp. (śmiech)

 

Mam czyste intencje. (śmiech) Jakieś zdarzenie zapadło ci szczególnie w pamięć?

Raz poszedłem z gitarą do jednego z warszawskich parków. Usiadłem pod drzewem i zacząłem śpiewać i grać. Ściągnąłem na sobie uwagę i ludzie zaczęli się zatrzymywać. Po kilku piosenkach zrobił się zamknięty krąg wokół drzewa i ze zwykłego spaceru trafił się minikoncert. (śmiech)

 

Wzięli Cię za swego.

Lubię tu wracać.

 

Jesteś tu zawsze mile widziany. Dzięki za szczerą rozmowę.

Dzięki za przygodę. (śmiech) Do zobaczenia.

 

Tekst: Przemysław Bollin

Zdjęcie, źródło: sofakingnews.com

 

 

Zobacz też inne wydarzenia

21.05.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, Sóley20.03.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, CLARK – BEFORE FESTIWAL TAURON NOWA MUZYKA 201522-23.06.2015, Poznań, Warszawa, Nothing But Thieves