LAIF » WYWIAD: Josh Llold-Watson – „Jungle to nie Adidas Band”

WYWIAD: Josh Llold-Watson – „Jungle to nie Adidas Band”

Kiedy światło dzienna ujrzała ich debiutancka płyta, nikt nic o nie wiedział, a słuchał. To była miłość od pierwszego słyszenia. Ludzie garnęli się do sklepów i na ich koncerty. Kto dziś gra tak retro, jak oni? Roztańczony Jungle przyjeżdża na dwa koncerty do Polski (21 marca zagra w Warszawie, 22 marca w Krakowie) i opowiedział Laifowi jak widzą taniec, retro i muzykę czarnych.

 

3

zespół Jungle, zdjęcie: Dan Wilton

 

Przemysław Bollin: Lubisz tańczyć?

Josh Lloyd-Watson: Tak! Dlatego takie mamy teledyski.

 

Wolisz tańczyć czy patrzeć jak inni tańczą?

Obserwowanie wychodzi mi zdecydowanie lepiej, ale uczę się.

 

Jaki taniec najlepiej oddaje waszą muzykę?

Interpretacja i jeszcze raz interpretacja. Dziś modern, jutro jazz. Każdy rodzaj ruchu może wyrazić to, co robimy. To kwestia techniki.

 

Interesuje cię teatr tańca?
Mam wielu znajomych, którzy są zawodowymi tancerzami i mocno mnie inspirują. Jak szukaliśmy ludzi do naszych teledysków, to zobaczyłem ilu zdolnych i różnorodnych artystów mamy.

 

Wasze teledyski gęsto wypełnia choreografia. Dlaczego taniec?

Bo to najlepszy sposób komunikowania z muzyką. Najprostszy, organiczny. W sposób czysty, piękny i emocjonalny wyraża nasze treści.

 

Reżyserowałeś teledysk do utworu „Julia”. Jakich tancerzy potrzebowałeś?

Bardzo różnorodnych. Tym razem chciałem stworzyć coś bardziej mrocznego niż wcześniej. Wziąłem zarówno tancerzy tańca współczesnego, b-boyów, jak i tańczących hip-hop.

 

W „Julia” śpiewasz o kobiecie, ale w klipie obserwujemy samczą walkę. Męski punkt widzenia?

Jest też jedna tancerka.

 

Zamaskowana na drugim planie. Historia toczy się wokół mężczyzny.

Ma schowaną twarz, bo dla mnie nie ma znaczenia płeć. Równie dobrze, w pierwszej linii mogłaby tańczyć kobieta. Nie skupiam się na tym. Czarny czy biały? Facet czy kobieta? Liczy się ekspresja. Chodzi mi o opowiadanie ruchem – w tym wypadku o samotności. Tytułowa „Julia”, to ktoś kogo nie znamy, ale próbujemy go sobie wyobrazić w tańcu.

 

Muzyka Jungle mocno przesiąknięta jest brzmieniem lat 60. i 70.. Kiedy odkryłeś nagrania z tamtego okresu i dlaczego tak silnie na ciebie wpłynęły?

Szukaliśmy odpowiedniego brzmienia. Odnaleźliśmy się w funku, dodaliśmy nieco soulu i oto jesteśmy. Słuchałem też dużo brytyjskiego hip-hopu i Beach Boysów.

 

Jesteście biali, ale gracie muzykę czarnych. Mówi się, że nikt nie gra tak jak oni. Że ten rytm mają we krwi.

Kwestia interpretacji. Na pewno grają coś swojego. Bez wątpienia to ich muzyka.

 

Jungle to teleport do przeszłości – tak czytam waszą muzykę i cieszę się, że ktoś wymyślił się w na retro styl.
Dziękuję za miłe słowa. Rzeczywiście, chętniej odnajdujemy się w rzeczach z przeszłości, niż w nowych. Inspiruje nas zarówno filmografia Tarantino, jak i muzyka filmowa Ennio Morricone. Szukamy obrazów i próbujemy opowiedzieć własną historię.

 

Retro styl podkreślacie ciuchami, najczęściej Adidas Classic. Przykładacie wagę do stroju?

Na początku bardzo, ale idziemy dalej. Jungle to nie Adidas Band (śmiech).

 

Jak dzielicie się obowiązkami w zespole? Jesteś częścią grupy czy czujesz się jej liderem?

Staramy się tworzyć kolektyw. Ostatnie dwa lata dały nam mnóstwo pozytywnych doświadczeń z tego, że nie warto wartościować pozycji w zespole. Spędziliśmy ze sobą mnóstwo czasu w studio, w trasie i na planie teledysków. Bycie w grupie jest fajne.

 

Jungle to demokratyczny zespół?

Można tak powiedzieć. Każdy tu jest wolny, gra co chce, tańczy jak chce. Od tego jest muzyka.

 

Twierdzisz, że nie zależy ci na sławie i pieniądzach. Co jest dla ciebie ważne?

Pewnie zabrzmi to na banał, ale: chcę być po prostu szczęśliwy. Grać i podróżować z bliskimi mi ludźmi.

 

 Tekst: Przemysław Bollin

 

4

zespół Jungle, zdjęcie: Dan Wilton

 

Zobacz też inne wydarzenia

28.04.2015, WARSZAWA, CAFE KULTURALNA, OLIVIER HEIM 20-23.08.2015, Katowice, Tauron Nowa Muzyka 10.04.2015, WARSZAWA, HYDROZAGADKA, THE DUMPLINGS