LAIF » ESEJ: Artur Wojtczak – moje 5 imprez życia

ESEJ: Artur Wojtczak – moje 5 imprez życia

 

Każda impreza niosła ze sobą inne wibracje, część z nich przynosiła fascynacje nowymi brzmieniami lub nowe muzyczne znajomości.
16 września w Hiszpanii zapowiada się niezwykłe wydarzenie, które dosłownie przenosi świat imprez w przestworza. To marka Desperados postanowiła wywrócić do góry nogami festiwalową scenę i pod Barceloną sponsoruje jedyny na świecie festiwal na wysokościach – SKY FEST.
Na 2,5 tys. ludzi z kilkudziesięciu krajów z całego świata, czekać będą podniebne parkiety uniesione balonami na ogrzane powietrze. Za deckami osadzonymi w tychże balonach staną Jackmaster i Honey Dijon, a ich muzyce towarzyszyć będzie gra świateł, które stworzą niebiański wręcz klimat. Za produkcję wydarzenia odpowiada kultowa firma eventowa Elrow, co daje gwarancję zjawiskowych efektów specjalnych.
A już w tę środę, 23.08. dla wszystkich pragnących się wzbić poziom wyżej ostatnia szansa na zdobycie podwójnych pakietów z biletami na ten festiwal. Punktualnie o 21.30 wbijajcie na Facebooka Desperadosa i włączcie LIVE z imprezy na wysokościach. To właśnie tam, biorąc udział w live chat, będzie można wygrać dwudniowy wyjazd na SKY FEST w Barcelonie.
Zanim jednak zobaczymy relację ze SKY FEST, poprosiliśmy Artura Wojtczaka, niestrudzonego ambasadora kultury house w Polsce, żeby opowiedział nam o swoich imprezowych doświadczeniach level-up.

zdjęcie: Instytut

 

Poproszony o wybranie 5 najciekawszych imprez życia, pomyślałem natychmiast czy jest w ogóle możliwe, by wybrać pięć z setek, w których uczestniczyłem. Bo było to zawsze bardzo szerokie spektrum gatunkowe i czasowe: od happy-hardcore’wych imprez w łódzkim New Alcatraz we wczesnych latach 90., techno podczas znakomitych imprez Detroit Zdrój w klubie 55 w latach ’00, i na pamiętnej Wisłostradzie na Cyplu Czerniakowskim czy house w Piekarni i On Off / Vinylu kończąc.
Każda impreza niosła ze sobą inne wibracje, część z nich przynosiła fascynacje nowymi brzmieniami lub nowe muzyczne znajomości. W ten sposób poznałem Rafała Grobla (MOST Records), który ze swoją ekipą Na Stare Milion grał znakomity garage house w klubie Powiększenie.
Tak wspominam euforyczne imprezy 2 step / garage najpierw w Klubie Dziennikarza, a potem cykl Garażowe Lowe z Kaspem, Mia Twin, Sylwią Zarembską i Piotrem Miką.
Próbując przytomnie przywołać z pamięci 5 wydareń, które zabrały przeniosły mnie na wyższy imprezowych doznań – typuję:
1. Parada Wolności 1998
Łódzka Parada Wolności (rozszerzona formuła New Alcatraz Welcome Back Party z 1996) była wielkim świętem muzyki tanecznej w Polsce. Wzorowana na berlińskiej Love Parade pokazała całą radość i potencjał tkwiący tej muzyce. Tysiące klubowiczów, kilkanaście platform z muzyką: od uwielbianego w Łodzi UK Hardcore po ostry gabber płynący z ciężarówki ekipy z Nowego Sącza. Parada powiązana była z konkursem DJ’skim pod patronatem Sony Music (w jury m.in. Novika) oraz płytą „Zakręcona Paczka”.
Po imprezie ulicznej odbywała się wielka impreza w hali sportowej, gdzie występowały gwiazdy: od Josha Winka po Ratpack.
Przez paradę i imprezę główną przewinęli w latach ’96-‘02 tacy polscy DJ’e jak Gigi, Bogusz Jr, Drwal, Dukee, Jaco, Jacek Sienkiewicz, Dooda, MK Fever.
Całe to święto techno – mimo że z perspektywy czasu może być oceniane jako trochę surowe, rażące niedopatrzeniami i naiwnością ludzi z odkurzaczami na plecach – było wyrazem fascynacji technicznymi brzmieniami.
Gros DJ’ów z tego czasu nadal kręci płytami w klubach bądź jest cenionymi producentami / właścicielami labeli (np. stojący wtedy za kultowym breakbeatowym Base Club Martin Depp – szef labelu Pogo House Records). Imprezy po Paradach Wolności odbywały się w Hali Sportowej, gdzie na kilku scenach można było tańczyć do techno, jungle czy house. Rok 1998 był również czasem, gdy na parkietach speed-garage i taka właśnie muzyka grana była w 1 z hal.

2. INSTYTUT 2017
Techniczne rave’y w Instytucie Energetyki to od niemal 20 lat kult polskiej sceny techno. Związani ze stołecznym środowiskiem klubowym: Iwona Korzybska, Joanna Wielkopolan i Gerhard Derksen organizowali undergroundowe imprezy z muzyką house i techno już w latach 90. m.in. w klubie W5. Po wizycie na holenderskim festiwalu Awakenings postanowili zrobić podobny wielki rave w Polsce. Po długim okresie poszukiwań odpowiedniej miejscówki znaleźli Instytut Energetyki przy ulicy Mory 8. I ta magiczna, unikalna na cały świat miejscówka gościła przez lata najlepszych DJ-ów: od Jeffa Millsa, Luke’a Slatera, Jamesa Ruskina po Chrisa Liebiga i Richiego Hawtina.
Wszyscy artyści, którzy grali na Instytucie byli zachwyceni lokalizacją, futuryzmem i brutalistycznością budynków oraz oczywiście uzyskiwanym w hali dźwiękiem. Znakomita opinia o unikalności Instytutu niesie się w środowisku DJ-skim od dawna.
Majowy Instytut to headlinerzy imprezy: Richie Hawtin, Randomer, Abstract Division, Mathew Jonson, Shifted. Około 4000 uczestników tańczyło na 3 scenach do 6 rano. Magicznym momentem było otwarcie wielkich wrót, wschód słońca i …zaręczyny w obecności Hawtina.
Ale czy siłą tego rave’u byli super-star-DJ’s? Otóż nie. Najciekawsza była energia, jaka panowała na tej imprezie – miłość w powietrzu i zupełnie wyjątkowy vibe. Podobny pojawił się w 2017 roku już tylko na imprezie z Catz’N Dogz na Smolnej…


3. HUNGRY HUNGRY MODELS / Warszawa Powiśle 2009

Kolektyw Hungry Hungry Models – Sylwia Zarembska i Piotr Mika rozkręcali imprezy w powiślańskiej Jadłodajni Filozoficznej i Obiekcie Znalezionym. Ja poznałem ich w przełomowym dla swojego życia okresie. Wszedłem po raz pierwszy na ich imprezę w „55” w PKiN, gdzie grali dla wypełnionej po brzegi sali. Bardzo dobra selekcja nagrań, złoty czas fidget-house’u i jako wisienka na torcie mego zadowolenia: klasyk „Dreamer” Livin’ Joy, który dopełnił szału na parkiecie. Ale najlepsze harce z HHM nastąpiły później — na imprezie outdoorowej przy barze Warszawa Powiśle. Nie pamiętam, kto jeszcze wtedy grał, ale ta impreza zapisała się w pamięci wielu. Upalne lato w mieście, głośniki ustawione na zewnątrz, ludzie tańczący na trawie i stołach. Wycieczki do sklepów nocnych, świdrujący bas i uśmiechy na twarzach. A potem policja niczym z teledysku Daft Punk „Revolution 909 (Stop the music and go home!). Dziś HHM przekształcili się w Wiksapol SA i gabberowo atakują z powodzeniem całą Polskę. Nowa formuła, nowe przeżycia. Ja im ciągle wierzę.
4. DAVID MORALES w Prinz Charles, Berlin 2014
David Morales to legenda kultury house. DJ, który brzmienie 4×4 ma we krwi. Od dziecka chciał być DJ-em, żyjąc w biednym środowisku, zdarzało mu się podkradać płyty w sklepach. Autor albumów „The Program”, „2 Worlds Collide” i „Changes” z 2012 roku. Jeden z pierwszych tzw. Superstar-DJ’s, którzy wprowadził instytucję klubowego remiksu do świata muzyki pop. Sam rekonstruował piosenki takich gwiazd jak Madonna, Mariah Carey, Pet Shop Boys, Michael Jackson. Morales to laureat nagrody Grammy i autor uznanych kompilacji z cyklu Mix The Vibe i United DJ’s Of America, przyjaciel nieżyjącego ojca chrzestnego muzyki house Frankie Knucklesa.
W 2014 wystąpił po 15 latach przerwy w Berlinie. Cała impreza była typowo berlińska: na totalnym luzie, z mieszaną publiką i dobrymi wibracjami w powietrzu. Przed swoim setem Morales przechadzał się po sali, rozmawiał z ludźmi, opowiadał ciekawostki. A jaki był jego set? Dokładnie taki jak jego muzyka. Pełen klasyków house i garage, wersji rozszerzonych i zapętlonych wokali. Były też mroczne miksy Red Zone i tribalowe bębny. Były momenty, gdy cały klub śpiewał „Needin’ U” czy „Dreamlover”. Niezapomniana noc – dodam, że klub Prinz Charles regularnie sprowadza klubowe legendy do Berlina – wszystko w ramach cyklu „Reminder”, na którym gościli też MK, Kenny Dope czy Todda Terry.

5. Céline / cykl Inter City Nowa Jerozolima 2016
Nowa Jerozolima – podobnie zresztą jak Piekarnia czy 1500m2 – to absolutny kult, jeśli chodzi o warszawskie kluby.
Archetyp estetyki undergroundowej, znakomite bookingi zagraniczne i krajowe wspierające polską scenę. Pójście do Jero było niczym wieczorne wyjście na rodzinną imprezę – z tą różnicą, że we wnętrzach dawnego szpitala spodziewać się mogłeś najlepszych brzmień techno-house i wyśmienitej zabawy do rana, a może i dłużej. NJ to atmosfera, uśmiechy na twarzach, powitania i wspomnienia. Nieodżałowane niedzielne aftery na patio.

Impreza z Céline – DJ-ką, która nauczyła Paryż tańczyć w niedziele (Sundae) odbyła się w ramach cyklu Inter City, który wymyślił Kuba Sobczak i MAL. W ramach tych imprez mieli grywać artyści, którzy byli istotni dla lokalnej sceny. Ci, którzy robili ciekawe, nowatorskie rzeczy.
Céline była wręcz zachwycona Warszawą, a na imprezie była bardzo wyluzowana, otwarta. Zagrała smakowitego seta, Została na patio do późnych godzin rannych.
Ten występ, reakcje ludzi były takim znakiem rozpoznawczym Nowej Jerozolimy: klub emanował pozytywnym, dobrym nastawieniem, każdy czuł się tam u siebie.
Tika Milano, będąc managerem artystycznym tego miejsca, ściągał tam same tuzy techno-sceny: od Blawana i Recondite’a, po Kollektiv Turmstrasse.
Ale pamiętajmy, że to nie wyłącznie topowi DJ-e tworzą atmosferę. Robi to w głównej mierze publiczność i sam klub. Dlatego bardzo liczę na odrodzenie się Jero na nowo. W innym miejscu, ale z takim samym imprezowym, undergroundowym vibe’em.

Zobacz też inne wydarzenia

28.04.2015, WARSZAWA, CAFE KULTURALNA, OLIVIER HEIM22.03.2015, WARSZAWA, STODOŁA, NATALIA PRZYBYSZ24.04.2015, WARSZAWA, CAFE KULTURALNA, SUPER GIRL & ROMANTIC BOYS I LATAJĄCE PIĘŚCI