LAIF » NEWS: JAMES BAY – CHŁOPAK W KAPELUSZU

NEWS: JAMES BAY – CHŁOPAK W KAPELUSZU

Wszystko na to wskazuje, że rok 2015 zapisze się w karierze 24-letniego Jamesa Baya jako przełomowy. Artysta ten, choć wciąż mało znany w kraju nad Wisłą, stawia już pierwsze poważne kroki w muzycznym świecie. Miał okazję zadebiutować niespełna miesiąc temu ze swoim pierwszym długogrającym wydawnictwem „Chaos And The Calm”. Na długo jeszcze przed premierą albumu, media okrzyknęły go mianem The Next Big Thing. Poznajcie chłopaka w kapeluszu – Jamesa Baya.

 

James Bay, zdjęcie: materiały prasowe

 

Swoje nastoletnie lata spędził w niewielkim mieście Hitchin, położonym 50 km na północ od centrum Londynu. Tam też uczęszczał do szkoły. Początkowo miał jednak niewiele wspólnego z muzyką i śpiewem, a wszystko zmieniło się, gdy skończył lat 11. Wtedy nastąpił przełom. Zainspirowany dźwiękami hitu „Layla samego Erica Claptona, młody Bay postanowił spróbować swoich sił w grze na gitarze. Jak sam później przyznał, było to zachowanie dość spontaniczne. Wyciągnął z domowego składzika – zakurzoną klasyczną hiszpańską gitarę swojego ojca i rozpoczął naukę ze słuchu. Ćwicząc całymi dniami w swoim pokoju, korzystał z dobrodziejstw technologii i podpatrywał grę innych w serwisie YouTube, czerpiąc tym samym kolejne inspiracje. A jest ich wiele. Pytany o swoich ulubionych artystów, odpowiada zawsze: Bruce Springsteen, Michael Jackson czy The Rolling Stones. To właśnie oni tworzyli tak różnorodne utwory: od mocnych, legendarnych muzycznych hymnów po spokojne, delikatne ballady. Taką tendencję zauważa się również u Jamesa, który przeplata swój repertuar kawałkami wyrazistymi, klasycznie rockowymi („If You Ever Want To Be In Love” czy „When We Were On Fire) oraz kompozycjami łagodnymi, pełnymi pięknych i nastrojowych dźwięków gitary („Let It Go” czy „Scars).

 

 

Bay spędził okres liceum na pracy w okolicznych pubach i jednoczesnym doskonaleniu swojego muzycznego talentu. Zmiana nastąpiła wraz z osiągnięciem przez niego pełnoletności, kiedy za namową ówczesnej dziewczyny postanowił porzucić hrabstwo Hertfordshire i przeniósł się do dużo większego Brighton, położonego nad samym kanałem La Manche. Rozpoczyna studia muzyczne (specjalność – gitara) na Brighton Instutite of Modern Music, gdzie bierze udział w tym samym naborze, co Tom Odell – kolejny utalentowany i młody Brytyjczyk. Niedawno los skrzyżował ich drogi ponownie. Mowa o prestiżowej nagrodzie BRITs Critics’ Choice Award, której tegorocznym laureatem został James, zaś dwa lata wcześniej to wielkie wyróżnienie przypadło również Odellowi. Nagroda przyznawana jest rokrocznie największym debiutującym talentom muzycznym. Nazwiska zwycięzców mówią same za siebie, a wśród nich są Adele, Florence and The Machine, Ellie Goulding czy Sam Smith.

Rozpoczęcie życia w nowym mieście nie przeszkodziło karierze Baya. Co więcej, Brighton działało bardzo korzystnie na samego artystę, który znalazł przyjemny sposób na zdobywanie prawdziwego doświadczenia. Występował regularnie w pubach podczas tzw. open mic nights, gdzie kształtował pasję i rozwijał swoje obycie ze sceną. Jak później stwierdził, to właśnie m.in. te wieczory sprawiły, że znajduje się dzisiaj w takim, a nie innym miejscu, jeżeli chodzi o muzykę.

Ambicja i zaangażowanie opłaciły się. James Bay został zauważony (za sprawą życzliwego fana i jego nagrania) przez przedstawicieli wytwórni Republic Records, którzy zobaczyli jeden z jego występów w serwisie YouTube. W przeciągu tygodnia, młody artysta znalazł się pod skrzydłami muzycznego giganta, wspierającego kariery m.in. Lorde, Florence and The Machine czy Jamesa Blake’a.

 

 

Później było już tylko lepiej. Współpraca z amerykańską wytwórnią szybko zaowocowała wydaniem pierwszego profesjonalnego wydawnictwa Baya, czyli EP-ki „The Dark of The Morning” (lipiec 2013). Za sprawą jej premiery, artysta dał się poznać szerszej publiczności i rozpoczął swoje 1. tournée (wraz z zespołem Kodaline) po miastach Wielkiej Brytanii, które okazało się wielkim sukcesem. Tego samego roku spełnił jedno ze swoich największych marzeń i zagrał przed samymi The Rolling Stones podczas koncertu w londyńskim Hyde Park. Miał już także okazję pokazać się amerykańskiej widowni, wspierając swoim głosem i gitarą – trasę koncertową irlandzkiego artysty Hoziera, znanego z hitu Take Me To Church. To właśnie wtedy, podczas koncertu w Nashville, Bay poznał Taylor Swift, słynącą z promowania młodych i nieznanych jeszcze artystów. Amerykankę zachwycił utwór Let It Go do tego stopnia, że zaproponowała Jamesowi – supportowanie (wraz z Vance Joy’em) jej zbliżającej się trasy koncertowej, która zawita do Europy już w czerwcu.

Rok 2014 utwierdził tylko w przekonaniu, że młody Brytyjczyk ma ogromne szanse na sukces. Wydane kolejno minialbumy (jak również tytułu piosenek) „Let It Go” i „Hold Back The River” przyniosły mu kolejne grono fanów i debiut w najlepszej dziesiątce zestawienia iTunes. Zmobilizowany do działania, rozpoczął prace nad wydawnictwem długogrającym, które (prócz Wielkiej Brytanii) odbywały się w legendarnym Blackbird Studio w Nashville, gdzie nagrywali m.in. Pearl Jam czy Bruce Springsteen. James próbował tworzyć także w Los Angeles, jednak jak sam później przyznał – nie był w stanie napisać chociażby linijki tekstu. Wszystko wróciło do normy, gdy znalazł się w rodzinnych stronach. W wywiadzie dla The Guardian stwierdził: Ciągnie mnie z powrotem do takich miejsc. Nawiązuje to do zasady starej jak świat: nie zapominaj o swoich korzeniach. Cóż, nie zapominam. Następne miesiące przyniosły kolejne wyróżnienia. Artysta zajął drugie miejsce (ustępując tylko Years & Years) w plebiscycie BBC Sound of 2015 i dołączył tym samym do innych wyróżnionych w ten sam sposób: Sam Smith, Ellie Goulding, HAIM, Adele czy Frank Ocean. Zaprezentował się również (na zaproszenie dyrektora Christophera Baileya) podczas jesiennego pokazu brytyjskiego domu mody Burberry, gdzie wystąpił z utworem „When We Were On Fire” i zaprezentował zgromadzonym swój niezwykły gitarowy kunszt.

 

 

23 marca 2015 roku przyniósł premierę długo oczekiwanego debiutanckiego albumu – „Chaos And The Calm”. Krążek jest dziełem solidnym i bogatym w różnorodne dźwięki, gdzie folk spotyka się z klasycznym rockowym brzmieniem rodem z lat sześćdziesiątych, a wokal Jamesa – tak przyjemnie ochrypły i lekki przyciąga słuchacza.

 

Tekst: Piotr Krajewski

Zobacz też inne wydarzenia

13.08.2015, Sopot, Zatoka Sztuki Beach Club, GusGus09.04.2015, WARSZAWA, STODOŁA, CURLY HEADS27.05.2015, WARSZAWA, KLUB DZIK, EXTRA