LAIF » PODSUMOWANIE 2015: Najlepsze albumy

PODSUMOWANIE 2015: Najlepsze albumy

 
2015 obfitował w wyśmienite wydawnictwa muzyczne na całym świecie i wśród olbrzymiego wachlarza gatunków, dlatego też moje zestawienie albumów ma aż dwadzieścia pozycji, ustawionych alfabetycznie, jako że z powodu różnorodności większość z tych albumów ciężko byłoby do siebie porównywać.
 
Tekst: Kajetan Łukomski (Avtomat)
 
 

1. Arca – Mutant
 
arca
 
Tego producenta nie trzeba nikomu przedstawiać, a jego ekscentryczne projekty dźwiękowe z debiutu ewoluowały na Mutant w coś jeszcze bardziej wciągającego i hipnotyzującego. Ostre jak papier ścierny tekstury ścierają się tu (gra słowna niezamierzona) z przestrzennymi pejzażami i abstrakcyjnymi, arytmicznymi wtrętami, przywołując jednak jednoznacznie charakterystyczny styl tego współczesnego geniusza.

 
 

2. Baasch – Corridors
 
baasch
 
Już niepokojące pasaże poprzedzającej album EP-ki pozwalały oczekiwać od Baascha świetnego albumu, a mimo to zaskakuje on w wielu miejscach odejściem od piosenkowości i jeszcze bardziej koronkową robotą jeśli chodzi o nietypowe brzmienia. Zdecydowanie najlepiej sprawdzają się tu te leniwsze tempem, mniej parkietowe kompozycje, jak np. fantastyczne Several Gods, w których głęboki głos gospodarza prowadzi nas nieodkrytymi korytarzami.

 
 

3. Bjork – Vulnicura
 
vulnicura
 
Mimo, że współpraca między Arcą a Björk zalicza się do tegorocznych niespodzianek, to jednak wystarczy kilka przesłuchań ich wspólnego albumu, żeby przekonać się, że była podyktowana nieuniknionym rozwojem wypadków. Islandka i jej dziwaczne frazowanie pasuje jak ulał do złagodzonych nieco dźwiękowych pejzaży producenta, a niezwykle emocjonalne, bezpośrednie teksty potęgują wydźwięk krążka.

 
 

4. Cosovel – Cosovel
 
7MM wykrojnik panton
 
Debiut Cosovel jest podobnie rozedrgany stylistycznie i językowo jak szefowa projektu, Izolda. Tworzy to jednak na tyle nietypową i ciekawą mieszankę, że płyty słucha się z niekłamanym podziwem – akustyczne brzmienia sekcji rytmicznej łączą się tu świetnie z syntetycznymi wstawkami, a lekko teatralne interpretacje wokalne tekstów tworzą niepowtarzalny klimat. Najmocniejsze punkty to utwory po polsku.

 
 

5. Dawn Richard – Blackheart
 
dawn-richard-blackheart
 
Od niedawna obserwujemy powrót futurystycznego, niekomercyjnego r’n’b, a Dawn Richard jest najlepszym przykładem tego, jak z pozornie niepasujących do siebie inspiracji można upleść coś kompletnie niespodziewanego. Jej wielowarstwowe, zaśpiewane ze swadą wokalizy pasują idealnie do roztrzęsionych, syntetycznych rytmów.

 
 

6. Dir En Grey – Arche
 
Dir_En_Grey_Arche_cover
 
Po dwóch ostatnich albumach, na których Japończycy zapętlili się w zbyt technicznych klimatach miałem już postawić na nich krzyżyk, ale okazuje się, że niegdysiejsi mistrzowie dramatycznego metalcore’u nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Arche jest przepełniona krystalicznie brzmiącymi, ciężkimi jak kowadło galopadami połamanej sekcji rytmicznej, a nad wszystkich królują niesamowite wielogłosy Kyo, którego barwa głosu zmienia się niczym kameleon.

 
 

7. Disasterpeace – It Follows OST
 
disasterpeace-it-follows
 
Ścieżka dźwiękowa do majstersztyku kina mumblegore znalazła się w tym zestawieniu nie przez przypadek – już dawno elektroniczna muzyka nie sprowadziła na moje plecy tylu ciarek. Od monumentalnego tematu tytułowego przez rozmarzone spokojne sekwencje po szorstkie, dramatyczne marsze, Disasterpeace buduje napięcie po mistrzowsku, czerpiąc zarówno ze zdobyczy najnowszych technologii jak i klasycznej muzyki kinowej.

 
 

8. Eating Snow – Eating Snow
 
Eating-Snow-cover
 
Wspólny project Mooryca i Douglasa Greeda zapowiadany był już od kilku lat, więc na debiutancką płytę Eating Snow rzuciłem się jak tylko pojawiła się na rynku. Głębokie brzmienia i jesienna aura krążka to elementy nieodłączne również w przypadku twórczości obydwu panów, a całość spaja charakterystyczna barwa głosu Mooryca, przeplatająca się w wielowarstwowych harmoniach.

 
 

9. Emika – Drei
 
a2434301498_10
 
Trzeci album Emiki zamyka pewien tryptyk, w którym field-recording i masywne, dubstepowe pochody ustępują powoli zimnym, sterylnym, odhumanizowanym brzmieniom, odchodzącym jak dotychczas najdalej od jej symfoniczno-pianistycznych inspiracji. Drei jest płytą krótką (de facto dostajemy tylko 8 utworów), ale pełną treści i niefiltrowanych, prawdziwych emocji.

 
 

10. ExT – One Of The Moments
 
a3623434150_10
 
Jako że nieuchwytny Burial rzadko kiedy karmi swoich słuchaczy pełnymi albumami, to musiałem znaleźć sobie jego zastępcę. Propozycja ExT jest zdecydowanie bardziej melodyjna, ale obraca się w podobnej stylistyce – skwierczące tekstury, utopione w połgłosach sample wokalne i zanurzona w klimatach 2-stepowych oraz garage’owych rytmika. Wydawałoby się, że z tej formuły nie da się wycisnąć wiele więcej, a jednak każdy z tych utworów ma swój własny urok.

 
 

11. fLako – Natureboy
 
a3803446653_10
 
Jeden paragraf to śmiesznie mało na to, żeby opisać drugi studyjny album fLako. To bogactwo dźwięków złowionych, zagranych i wykręconych, zebranych w prawdziwie symfoniczne utwory okraszone plemiennymi rytmami. Motywy footworkowe, jak w singlowym Kuku, przeplatają się tu z masywnymi brzmieniami syntezatorów (Lyrebird), a całości można słuchać jak jednej, długiej suity.

 
 

12. Ibeyi – Ibeyi
 
ibeyi-two
 
Siostry Ibeyi słyną nie tylko ze świetnych koncertów, ale i z talentu kompozytorskiego. Ich debiutancka płyta jest koronkową, organiczną robotą, pełną wstawek w języku yoruba i tradycyjnych, plemiennych rytmów, a jednak w jakiś nieuchwytny sposób odwołuje się też do muzyki naszych czasów.

 
 

13. Jme – Integrity
 
11043038_10153152145381197_3293828409336590414_n-1
 
Już od wydanego w 2008 roku Famous, pochodzący z Londynu Jme pokazuje, że grime to przyszłość rapu. Tegoroczne Integrity, oprócz tradycyjnie inteligentnych tekstów i charakterystycznej, nietypowej rytmizacji wokali, zaskakuje dopiętą na ostatni guzik produkcją, której nie spodziewałem się po surowych brzmieniach poprzednich jego nagrań.

 
 

14. Kamp! – Orneta
 
kamp_orneta
 
O ile długogrający debiut trio nie wywołał we mnie specjalnych emocji, a następujące po nim EP-ki raziły trochę recyklingiem pomysłów, to drugi album jawi się jako zdecydowanie bardziej przemyślany i dojrzały. Zróżnicowane inspiracje i brak ciśnienia na hity dały Ornecie lekkość, a zarazem głębię, jaką pochwalić się mogą tylko nieliczne tegoroczne nagrania.

 
 

15. Portico – Living Fields
 
99289
 
Wolta stylistyczna Portico zaskoczyła wszystkich bez wyjątku. Ich nowy album definiują przede wszystkim gościnnie występujący wokaliści i minimalistyczna, elektroniczna oprawa dźwiękowa, oparta na głębokim basie i transowych motywach. Nie jest to płyta przebojowa, a jej przystępność polega raczej na klasycznym pięknie zawartych na niej kompozycji.

 
 

16. Purity Ring – Another Eternity
 
purity ring
 
Nie sądziłem, że cokolwiek, co wyjdzie spod palców Purity Ring jest w stanie przebić ich debiut, a jednak drugiej płycie się to udało. Od rozpoczynających krążek efemerycznych piosenek po drugą, zdecydowanie mroczniejszą jego część artyści łączą baśniową, odrealnioną atmosferę i melodykę z brzmieniami przywodzącymi na myśl dokonania Eviana Christa czy Nguzunguzu.

 
 

17. Rysy –Traveler
 
rysy
 
Ten rok w polskiej muzyce, oprócz ciekawych debiutów, przyniósł też doskonałe płyty ludzi związanych od dawna z muzyką. Taką właśnie dojrzałą propozycją jest Traveler, skrzący się ciepłymi brzmieniami nowoczesnej elektroniki i gościnnymi występami wokalistów, których szczyt przypada na fantastyczny duet w postaci utworu New Order. Chciałoby się jednak usłyszeć więcej tekstów po polsku.

 
 

18. SOPHIE – Product
 
sophie
 
Pierwszy długograj innowatora słodkiej elektroniki jest co prawda w połowie złożony z (wyśmienitych, dodajmy) singli, które już znamy, ale w niczym nie umniejsza to spójności tego materiału. Lukrowane arpeggia i cienkie głosiki sąsiadują tu z masywnym basem, poszatkowaną strukturą utworów i eksperymentami dźwiękowymi pokroju L.O.V.E., tworząc zupełnie nową, idiosynkratyczną jakość.

 
 

19. Zabrocki – 1 + 1 = 0
 
zabrocki
 
Powiązany od dawna z polską sceną Zabrocki w końcu złapał za swój kajet z piosenkami i wyszło to nam wszystkim zdecydowanie na dobre. Świetne, nieoczywiste teksty, niespieszna i bezpretensjonalna warstwa muzyczna, bardzo dobra oprawa graficzna.

 
 

20. Zhala – Zhala
 
zhala
 
Ta utalentowana, śpiewająca producentka z przekorą łączy stylistykę disco, rave i wpływy rodzimego Iranu z rozkosznie popową wrażliwością. To kolejna płyta, którą po zakończeniu listy utworów puszcza się jeszcze raz i jeszcze raz, jak to zwykle bywa z muzyką tak gęstą od pomysłów.
 
 
Posłuchajcie naszej playlisty:
 

Zobacz też inne wydarzenia

22.03.2015, WARSZAWA, STODOŁA, NATALIA PRZYBYSZ 06.04.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, MØ 16.04.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, MARY KOMASA