PROSTO Z SERCA

Dodał admin , 24 kwi 2010 przypisany do Disco, Electro, Fundata, Jazz, Wywiad. Możesz śledzić komentarze do tego wpisu poprzez RSS 2.0. Możesz dodać komentarz albo trackbacka do tego wpisu

Krisitian Beyer i Frank Wiedemann wypłynęli singlami dla Sonar Kollektiv, a prawdziwym przełomem okazał się hicior ?Rej? wydany przez Defected. Teraz szefują wytwórni Innervisions, dla której wiecznie dłubią coś z Dixonem lub Henrikiem Schwartzem. W chłodny wieczór, idący do swojego sklepu, Kristian Beyer odebrał w końcu telefon i zaczęliśmy pogawędkę. Nie tylko o nowej kompilacji Âme dla Fabric

ame4

Powiedziałeś kiedyś, że w waszym duecie Frank jest muzykiem, a ty czujesz się bardziej jak reżyser filmu. Jak opisałbyś film, który ilustruje wasza płyta dla Fabric?

Hm, taki obraz mógłby się zaczynać gdzieś na peryferiach miasta, a kończyć nocną przejażdżką przez jego centrum… Gdy zaczęliśmy pracować nad albumem, byliśmy zainspirowani klubem Fabric i skoncentrowaliśmy się na przygotowaniu numerów, które tam zagraliśmy. Ciężko opowiadać o tym tak dosłownie obrazowo? Nasza muzyka nie jest filmowa, ale można określić ją mianem ?cinematic?.

Kto mógłby być reżyserem filmu, który Âme ilustruje swoją muzyką?

Ktoś pomiędzy Davidem Cronenbergiem a Larsem von Trierem. Lubię sposób filmowania tego pierwszego i minimalizm w filmach takich twórców jak von Trier. A może David Lynch?

Od strony muzycznej ta kompilacja brzmi, jakby maczał w niej palce Moodyman. Wiem, że miał on duży wpływ na waszą muzykę.

Oczywiście, Moodyman odzwierciedla brzmienie Detroit w house i techno. Gdy dorastaliśmy, inspirowała nas cała muzyka z Detroit, on ze swoim ?uduchowionym? podejściem do niej w szczególności.

Czy ten miks jest rozwinięciem koncepcji składaka ?Âme? mixing?, jaki zrealizowaliście dla Sonar Kollektiv?

Gdy ekipa z Jazzanovy poprosiła nas o zrobienie albumu, chcieliśmy, by był on następcą pierwszego miksu z tej serii, ich autorstwa. Czyli zróżnicowany materiał: oldschool, disco, jazz, elektronika i nowe brzmienia. Teraz było to brzmienie bardziej ?fabryczne?, w stylu modern techno. Obecnie z Henrikiem Schwartzem pracujemy nad nową kompilacją dla BBE i jest to zupełnie odmienna sytuacja, inna lista utworów w porównaniu z miksem dla Fabric. Innymi słowy ? wszystko zależy od projektu. Zawsze musisz być świadomy, dla kogo pracujesz, musisz posłuchać poprzednich miksów, by twój był ich logicznym następstwem.

A jak wspominasz współpracę z ekipą z Sonar Kollektiv? Dzięki nim właściwie wypłynęliście.

Jazzanova i Dixon zawsze byli naszymi przyjaciółmi i gdy zaczęliśmy pracować nad własną muzyką, było naturalne, że im pokażemy nasze pierwsze produkcje. Uświadomiliśmy sobie, że być może jesteśmy bardziej zorientowani na techno niż oni, ale wokół jest dużo więcej muzyki niż tylko techno, miliony płyt wydanych przez ostatnie sto lat, z których można czerpać inspiracje.

Masz wciąż swój sklep z płytami?

Właśnie w nim jestem.

Czy nie staje się on powoli oazą dla koneserów? Coraz mniej ludzi kupuje chyba płyty.

Z pewnością, wielu ludzi po prostu konsumuje muzykę. Są znudzeni płytami, ale nie z powodu muzyki, tylko tego, że używali ich do grania. Teraz przerzucili się na ściąganie plików, bo kolekcjonerzy ciągle kupują winyle, tak więc sklepy płytowe stają się miejscami dla wybranych. To nie jest złe, to po prostu zmiana kierunku.

Boisz się, że będziesz musiał zamknąć swój sklep?

Nie, to solidny biznes, może niezbyt duży, ale powoduje, że ciągle rozglądam się za nowościami. Gram w każdy weekend, potrzebuję nowych płyt, a prowadząc sklep płytowy, przy okazji je zamawiam. To pozwala mi trzymać rękę na pulsie.

Wciąż mieszkacie w Karlsruhe, nie przeprowadziliście się do Berlina, w którym jednak trzeba i wypada bywać ze względu na status tego miast w muzycznym biznesie. Powrót w rodzinne strony to okazja by odpocząć?

Oczywiście. Po weekendowej podróży, imprezach w dużych miastach, fajnie jest wrócić do domu, do dziewczyny i przyjaciół. Dlatego nigdy nie przeprowadzę się do Berlina. Tam wszystko kręci się wokół nowych trendów, a ja trzymam się od tego z daleka. Najlepiej zastanawiać się nad własną muzyką i szukać nowych rzeczy tutaj, w Karlsruhe.

Jak zatem patrzysz na Berlin z perspektywy rodzinnych stron?

To bardzo interesujące miasto, wiele się w nim dzieje, ale dla mnie jest za duże i zbyt nieprzyjemne zimą? Ostatnio, przy okazji imprezy promującej album, byłem w Londynie. Jeśli zobaczysz, jakie są koszty życia w takich miastach, jak Paryż czy Barcelona, to logiczna wyda ci się przeprowadzka do Berlina, w którym jest życie nocne jest tak samo dobre, ale wydatki na przetrwanie dużo niższe. Naprawdę lubię Berlin, ale po prostu nie chcę tam żyć.

Czy to prawda, że ty i Frank często gracie osobno, bo promotorzy nie chcą płacić za dwa hotele, dwa bilety etc.?

Tak, to chyba główny powód. Mamy wiele ofert i łatwiej zdecydować, że jeden z nas gra w tym miejscu, a drugi gdzie indziej. Dostajemy dwie czy trzy godziny i nie ma sensu występować razem, bo do zagrania dobrego seta każdy osobno potrzebuje tyle czasu.

Czy wasze brzmienie różni się, gdy gracie osobno?

Nie, choć patrząc z boku, powiedziałbym, że gramy w tym samym stylu i mamy podobny gust. Myślę, że tylko słuchacze, które siedzą głęboko w muzyce, odkryliby różnicę. Podobnie zresztą jest z Jazzanovą, gdzie trzech didżejów gra niezależnie sety, a reprezentują pewne brzmienie Jazzanovy. My reprezentujemy brzmienie Âme.

Na końcu składanki umieściliście klasyka sprzed lat ? ?Loop? LFO vs FUSE. To jakiś hołd dla przeszłości?

Oczywiście. To szczególny utwór. Gdy na początku lat 90. zacząłem chodzić na imprezy, to był wielki przebój, jedna z pierwszych płyt techno, jakie kupiłem. Gdy przygotowywaliśmy kompilację, przejrzałem wiele krążków z mojej kolekcji. Ten numer musiał znaleźć się na tym CD.

Skąd właściwie wzięła się nazwa duetu Âme?

To francuskie słowo określające soul. Coś, co płynie prosto z serca. Żyjemy blisko granicy z Francją, od najmłodszych lat spędzam wakacje w tym kraju, jestem frankofilem, poza tym to słowo idealnie nam pasowało.

Co wkrótce?

Poza wspomnianym materiałem, który przygotowujemy wraz z Henrikiem Schwartzem, na przełomie października i listopada wydamy EP-kę w Innervisions. Pracujemy nad kilkoma remiksami, kolekcjonujemy materiał na płytę, która pojawi się w przyszłym roku. Robimy to, na co mamy ochotę, a ponieważ ta metoda sprawdzała się to do tej pory, myślę, że tak będzie też w przyszłości (śmiech).

ROZMAWIAŁ Piotr Nowicki

Dodaj / Pokaż Komentarze

Galeria Zdjęć

2009 (c) by Media Advertising sp. z o.o.