LAIF » WYWIAD: „Przyszłość muzyki tkwi w koncertach” – Pola Rise

WYWIAD: „Przyszłość muzyki tkwi w koncertach” – Pola Rise

Pola Rise jest kompozytorką, wokalistką, autorką tekstów. W wywiadzie dla LAIF opowiadziała nam o swojej współpracy z MANOIDEM, o wierze w koncerty i o tym, jak po 5 latach pracy nad solowymi kompozycjami poczuła – to jest to. 
A już 12 maja odbędzie się cyfrowa premiera jej najnowszej EP-ki i wideo z koncertu w Łodzi.

 

Pola Rise; zdjęcie: Magda Uherek

Pola Rise; zdjęcie: Magda Uherek

 

Kajetan Łukomski (Avtomat): Właśnie wydajesz EP-kę, z tego co widziałem, wychodzi ona również na winylu. Podejrzewam, że za Tobą długa droga.

Pola Rise: To dopiero początek tej drogi, a trochę już wszyscy mamy dosyć! (śmiech). Tak naprawdę to droga faktycznie była długa, z MANOIDEM spotkaliśmy się rok temu, w kwietniu, a już dwa tygodnie później wyszedł nasz pierwszy wspólny numer, „Away”. Nad swoimi solowymi kompozycjami pracowałam jednak o wiele dłużej, na przykład „Did You Sleep Last Night” ma spokojnie z pięć lat, ale ostatni rok był czasem najintensywniejszej pracy. Zresztą ten utwór miał już chyba ze czternaście wersji i dopiero tę zrobioną z Jankiem Pęczakiem „poczułam”.

 

Jak doszło do Waszego spotkania z MANOIDEM?

Wersji tej historii jest kilka, ale chyba zadziałały tu prawa popytu. Ja potrzebowałam kogoś do grania na żywo, a MANOID szukał wokalistki na swoją pierwszą EP-kę i po tej pierwszej współpracy poszło to już lawinowo. Dogadaliśmy się też prywatnie, bardzo dobrze nam się współpracuje. Każdy z nas odpowiada za swoją działkę, mamy do siebie pełne zaufanie. Oby tak dalej! Z Toberą, naszym gitarzystą, też jest związana ciekawa historia. Kiedyś, chyba ze trzy zespoły temu, grałam z Alexem Porterem, z którym współpracował też Maciek, więc wpadaliśmy na siebie na imprezach i znaliśmy się przez znajomych. Nie chciałam zakładać kolejnego projektu-duetu według szablonu „dziewczynka śpiewa, facet przyciska guziki”, od początku zakładałam, że w składzie będzie żywy instrument. A że Tobera jest genialnym gitarzystą, który nie rozkręca wzmacniacza tak, żeby być na pierwszym planie, tylko działa na korzyść całości – zaprosiłam go do współpracy. Wszystkie aranże koncertowe robimy razem i chłopaki wkładają w nie bardzo dużo siebie.

 

Przed projektem solowym miałaś już więc doświadczenie muzyczne?

Tak, ale poprzednio grałam, żeby nauczyć się tego, jak wszystko funkcjonuje. Teraz jestem odpowiedzialna za własny projekt i część tego doświadczenia wykorzystuję na scenie i w studio. Chyba najważniejszą lekcją, jaką wyciągnęłam przez te wszystkie lata było to, że nie wolno iść na kompromis i należy trzymać się własnego zdania. Nauczyłam się, że nawet jeśli ktoś jest doświadczony i zagrał miliony koncertów, to nie znaczy, że będzie czuł lepiej moje numery. Stąd te kilkanaście wersji pierwszego numeru. Dlatego trzymam się własnej wizji i nie daję sobą sterować.

 

Jak pracujesz w studio? Wolisz robić wszystko sama, czy używasz też zewnętrznej ekspertyzy?

Mimo, że sprawiam wrażenie dyktatorki, to nie odżegnuję się od pomocy innych. Tak było na przykład przy utworze „The Name Of Ra”, który napisałam wspólnie z Pati Yang, a wyprodukował go MANOID, który w kwestii brzmienia miał bardzo dużo do powiedzenia. Pozostałe kawałki napisałam sama, natomiast wersje koncertowe robimy wszyscy razem. Chciałabym, żebyśmy następny materiał nagrali razem z MANOIDEM i Toberą od podstaw, bo na próbach wychodzi nam całkiem dobrze, to zupełnie inna jakość. Zresztą nasze koncerty brzmią zupełnie inaczej niż studyjne nagrania. Z kolei proces komponowania przebiega bardzo różnie. Często jest tak, że przynoszę na próbę gotowy pomysł z zagranymi pod spodem akordami, a chłopaki biorą go i pracujemy nad nim dalej.

 

Czemu akurat Pola Rise? Zaklinasz tą nazwą rzeczywistość?

Nie do końca. Historia nazwy jest bardzo prosta – pierwszy pomysł był taki, że zespół będzie nazywać się Polarise, czyli polaryzacja. W pewnym momencie, wskutek rotacji muzyków i moich solowych pomysłów zostałam jednak z tym projektem sama, więc wszyscy zaczęli do mnie mówić Pola. Nazwa samoistnie ewoluowała, rozdzieliła się na pół, a Pola Rise zabrzmiało mi po prostu dobrze. Nie mówiąc o podwójnym znaczeniu.

 

Śpiewasz po angielsku – czy to świadoma decyzja?

Tak, po angielsku o wiele łatwiej pisze się teksty. Na płycie, która kiedyś powstała, ale nigdy nie została opublikowana miałam dwa utwory po polsku, co kosztowało mnie koszmarnie dużo nerwów. Zawsze bardzo emocjonuję się tekstami piosenek i zdarzało mi się na próbach poryczeć przy tych polskich, co było żenująco nieprofesjonalnym zachowaniem, ale trudno, tak się zdarza (śmiech). Śpiewanie po angielsku działa trochę jak zasłona, chroni mnie przed tym i pozwala zachować dystans. Polskie teksty po prostu trudniej się pisze, śpiewa i przeżywa, abstrahując od melodyki języka.

 

Zwiastuny, teledyski, określony wizerunek sceniczny – sama podejmujesz decyzje kreatywne, czy masz kogoś, kto w tym Ci pomaga?

Na początku oczywiście miałam sporo koncepcji i wiedziałam mniej-więcej jak to ma wyglądać. Później zaczęłam współpracować z Enolą Goską, bardzo zdolną fotografką, z którą zrobiliśmy sesję zdjęciową i zwiastuny. Trafiłam też na świetnych ludzi od wideoklipów, którzy wzięli wiele spraw z swoje ręce. Sama koncepcja pozostaje oczywiście w ramach tego, co w miarę pracy rodzi mi się w głowie, ale bez wszystkich nie dałabym sobie rady. Długo szukałam projektantów mody, z którymi mogłabym współpracować. W końcu, przy okazji drugiego klipu zaczęłam pracę z Martynę Cierpisz, młodą projektantką z Łodzi. Jest świetna, nawet jeśli czasami sama nie wiem czego chcę, to ona potrafi zrobić coś dokładnie tak jak chcę (śmiech). Wszystko to udało się zebrać w spójną całość. Wiem czego chcę, ale czasami nie potrafię tego nawet wyartykułować, więc to, że na bazie moich opisów wszystko udaje się im zrealizować jest jakimś szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Jak tytuł EP-ki – „Power Of Coincidence” (śmiech).

 

Jakiej muzyki ostatnio słuchasz?

Z tym jest problem, bo ostatnio w ogóle nie mam czasu na słuchanie muzyki. Sama też staram się nie słuchać innych artystów, żeby za bardzo się niczym nie inspirować. Z moich muzycznych miłości mogę wymienić Iamamiwhoami, której wszystkie płyty leżą u mnie na półce, a czasami słucham jej też w samochodzie. Bardzo lubię Selah Sue, szczególnie ostatnią płytę. Ona porusza się po zupełnie innych rejonach muzycznych, ale też często ja katuję (śmiech). Mam oczywiście swoich ulubieńców, których nie słucham już tak często, ale nadal są u mnie na czele wszelkich rankingów. Na przykład gdybym miała zaśpiewać z PJ Harvey, to chyba bym umarła ze szczęścia. Albo i wcześniej, jak tylko bym się dowiedziała, że mam to zrobić (śmiech). Podobnie z Cat Power, której wpakowałam się na scenę na Malcie – musiałam to zrobić. Prawda jest taka, że jednak brakuje mi tego czasu na spokojne posłuchanie nowej muzyki, teraz jesteśmy na najwyższych obrotach. Mam nadzieję, że jak wszystko się trochę uspokoi, to znajdę na to chwilę.

 

Na EP-ce znalazło się kilka remiksów – według jakiego klucza dobierałaś remikserów?

Tu już przypadek nie odegrał takiej dużej roli – rzeczywiście zastanawiałam się, kogo zaprosić do zremiksowania kawałków. MANOID pojawił się na tej liście z oczywistych powodów, zresztą on na wstępnym etapie miał na ten numer własną wizję, którą w remiksie mógł zrealizować w pełni. Co do reszty – doszłam do wniosku, że fajnie byłoby, gdyby remiksy były kompletnie odmienne klimatem od oryginałów. Michał z XXANAXX zrobił swoją wersję, po której usłyszeniu nagle stwierdziłam, że zrobiła się z tego pozytywna piosenka (śmiech). Remiks Adre’n’Alin, z dodatkowymi warstwami wokalnymi jest chyba moim ulubionym z EP-ki – ogólnie rzecz biorąc jestem z nich bardzo zadowolona. Obserwuję lokalną scenę i jest jeszcze dużo osób, z którymi chętnie w pewnym momencie skrzyżuję drogi.

 

Ostatnio dużo rozmawia się o tym, jak branża muzyczna się zmienia, powstała lekka histeria na tle odchodzenia od tradycyjnych formatów i sposobów konsumowania muzyki. Jak sądzisz, wychodzimy już na prostą? Szukasz nowych rozwiązań?

Jasne, przykładem może być nasza EP-ka, która będzie dostępna w sprzedaży tylko na koncertach i przez stronę internetową, nie kupisz jej w Empiku. Cały czas dzieją się małe rewolucje, ale ja mam wrażenie, że ta największa jest jeszcze przed nami. Mainstreamowe projekty nie przyciągają ludzi na koncerty, płyty się nie sprzedają. Moim zdaniem przyszłość tkwi w koncertach i w poszerzaniu grupy odbiorców za pomocą nowoczesnych technologii. Akcja z Deezerem, który wybrał „Did You Sleep Last Night” jako piosenkę tygodnia i wyświetlał ją na głównej stronie bardzo pomogła nam na początku, podobnie jak to, że zdobywaliśmy nową publikę na koncertach.

 

Na koniec pytanie, którego pewnie się spodziewałaś – co dalej? Odpoczynek? Dalsza praca?

Bardzo bym sobie życzyła odpoczynku, ale to się w najbliższym czasie nie zdarzy. Najpierw jedziemy do Gniezna na festiwal z Milky Wishlake i Soniamiki, później poznański Spring Break i kolejne festiwale, które po kolei się wyklarowują. Mamy plan na jesieni wypuścić kolejny wideoklip. Tym razem chyba zrezygnuję z tradycji wypuszczania nowych rzeczy dwunastego dnia każdego miesiąca, bo w naszej ekipie jak zbliża się dwunasty to wszyscy automatycznie zaczynają się stresować. Do tego stopnia, że przejął on rolę „pechowej trzynastki”. Dwunastka to była (do pewnego momentu) dla mnie szczęśliwa liczba, a poza tym chciałam utrzymać rytmikę publikacji, żeby ktoś na to czekał. 12 maja czeka nas premiera cyfrowa EP-ki i materiał wideo z niesamowitego koncertu w Łodzi.

 

Wiemy więc, na co czekać. Dzięki za szczerość i do zobaczenia na koncercie!

 

Rozmawiał: Kajetan Łukomski (Avtomat)

Zobacz też inne wydarzenia

18.06.2015, WARSZAWA, Pardon, To Tu, Jozef van Wissem 06.05.2015, WARSZAWA, KLUB MIŁOŚĆ KREDYTOWA 9, PORTICO – BEFORE FESTIWAL TAURON NOWA MUZYKA 2015 17.08.2015, Warszawa, Plac Defilad, Shamir