LAIF » Relacja: Audioriver 2015

Relacja: Audioriver 2015

Jeden z najsłynniejszych hypemanów drum and bassowych nie występował w miniony weekend w Londynie, Berlinie, Los Angeles czy Tokio, ale w liczącym nieco ponad 100 tys. mieszkańców mieście na Mazowszu. Stamina MC, we współpracy z DJ Marky, otworzyli dobry weekend dla fanów połamanych brzmień, którzy przybyli na 10. edycję największego wydarzenia muzyki elektronicznej w Polsce – płocki Audioriver Festival.

Tekst: Damian Wojdyna

 

ogolne-10

Audioriver 2015, fot. Luka Łukasiak

 

Drum and bass nieprzypadkowo pojawia się już na wstępie relacji, ponieważ był on wyraźnie obecny przez niemal cały czas trwania festiwalu. O ile piątek w namiocie Hybrid Tent od dawna jest dedykowany tej muzyce – gdzie doskonałą robotę w tym roku wykonał High Contrast (choć trochę szkoda, że MC Wrec’owi zabrakło energii jaką miał wspomniany wyżej Stamina MC), tak w sobotę, obok świetnego, żywiołowego występu zespołu Roni Size Reprazent na głównej scenie, mogliśmy się także bawić w obecności m.in. SpectraSoul, Technimatic czy Spor, a wcześniej na scenie zlokalizowanej przy Fasion Day (dziennej części festiwalu poświęconej modzie). Całości dopełniła druga, dedykowana scena podczas trzeciego dnia festiwalu – Sun/Day, na której liquidowo zagrał London Elektricity, zaś na koniec w nieco głębszych tonacjach zatopili nas dBridge i Breakage. Wyraźne zaznaczenie obecności połamanych dźwięków podczas jubileuszowej edycji nie tylko można traktować jako rekompensatę za ubiegłoroczne potknięcie, spowodowane skądinąd złą pogodą (zamknięcie sceny Hybrid Tent i odwołanie występów), ale także jako sygnał, że ten nurt muzyki elektronicznej jest traktowany na równi z takimi gatunkami jak techno czy muzyka house, które przez wielu najwierniejszych fanów, są uznawane za esencję tego festiwalu.

roni size-10

Roni Size Reprazent, fot. Luka Łukasiak

roni size-5

Roni Size Reprazent, fot. Luka Łukasiak

roni size-9

Roni Size Reprazent, fot. Luka Łukasiak

Skoro wspomnieliśmy o techno, to czas przenieść środek ciężkości do namiotu Circus Tent. Wszyscy, którzy liczyli na dobry występ Joy Orbisona, nie powinni czuć się zawiedzeni, choć występujący po nim Matthew Dear w projekcie Audion doskonale spisał się jako piątkowy headliner niniejszej sceny. Zamykający dzień Ben Klock w duecie z Marcelem Dettmannem pokazali zaś na czym polega solidne, berlińskie brzmienie.

ogolne-6

Circus Tent, fot. Luka Łukasiak

Ben Klock-1

Marcel Dettmann, fot. mat. prasowe

Ben Klock-2

Marcel Dettmann, Ben Klock, fot. mat. prasowe

Jednak tego dnia wszyscy czekali na występ Róisín Murphy, która z wrodzonym dla siebie wdziękiem, oczarowała czekających na jej koncert fanów. Teatralny występ irlandzkiej artystki, która promowała swój ostatni album “Hairless Toys”, był solidnym punktem piątkowego programu festiwalu. Przed nią publiczność zachwycił zespół Hercules & Love Affair w składzie: Andy Butler, Marie Rouge i Gustaph. Po epickim koncercie Róisín  główną scenę przejął Gramatik – Słoweńczyk sukcesywnie zdobywający co raz większą popularność nad Wisłą, który zręcznie operuje energetyczną mieszanką hip-hopu, dubstepu i elektroniki.

hercules-2

Hercules & Love Affair, fot. Luka Łukasiak

hercules-3

Hercules & Love Affair, fot. Luka Łukasiak

hercules-6

Hercules & Love Affair, fot. Luka Łukasiak

rosin-1

Róisín Murphy, fot. Luka Łukasiak

rosin-21

Róisín Murphy, fot. Luka Łukasiak

rosin-15

Róisín Murphy, fot. Luka Łukasiak

rosin-11

Róisín Murphy, fot. Luka Łukasiak

rosin-20

Róisín Murphy, fot. Luka Łukasiak

Sobotnie popołudnie na otwartej scenie na płockim rynku zgromadziło prawdopodobnie rekordową liczbę uczestników (stoisko festiwalu Up To Date zostało wyprzedane), głównie za sprawą występu Olivera Koletzkiego – pierwszej zagranicznej gwiazdy w historii sceny Targów Muzycznych na Audioriver, na których mogliśmy spotkać zarówno sklepy płytowe, wytwórnie, agencje eventowe, producentów sprzętów DJ-skich oraz akademie.

ogolne-1

Audioriver 2015, fot. Luka Łukasiak

Druga noc festiwalu na dobre rozpoczęła się o godzinie 23.00, gdzie na niemal wszystkich scenach rozpoczęły się kluczowe występy tej nocy: SpectraSoul na Wide Stage, Adam Beyer w Circus Tent, Damian Lazarus z The Ancient Moons na głównej scenie i bohater sceny Hybrid Tent – Tiga live. Występ Kanadyjczyka był wyjątkowy nie tylko dlatego, że z tym projektem odwiedza tylko wybrane przez siebie miejsca, ani nie z powodu specjalnej oprawy wizualnej, nad którą czuwa Pfadfinderei (ten od teledysków i oprawy Moderat), ale dzięki temu, że zgromadził rekordową liczbę fanów w historii tej sceny. Ci, którzy uważają, że powinien zagrać na głównej scenie, nie mają racji – dzięki temu pod sceną były osoby, które wiedzą na co przychodzą, a to przełożyło się na doskonałą atmosferę podczas występu (i prawdopodobnie najlepszą podczas całego festiwalu).

Tiga-2

Tiga Live, fot. mat. prasowe

Tiga-10

Tiga Live, fot. mat. prasowe

ogolne-11

Audioriver 2015, fot. Luka Łukasiak

Doskonałą energią na Main Stage zarażał wspomniany już wcześniej zespół Roni Size Reprazent, który rozgrzał publiczność przed główną gwiazdą tegorocznej edycji – Underworld. Dla części uczestników był to zapewne pierwsza (i być może jedyna) okazja żeby usłyszeć, działającą od niespełna 30 lat, żywą legendę muzyki elektronicznej. Pomimo krótkiej setlisty, wzięliśmy udział w intensywnym, spójnym, doskonale zrealizowanym pod względem wizualnym, okraszonym charakterystyczną taneczną choreografią Karla Hyde’a, show, zakończony wedle oczekiwań nieśmiertelnym “Born Slippy.NUXX”, który z pewnością wpisze się wielkimi literami w dziesięcioletnią historię płockiego festiwalu.

Po występie Underworld można wskazać jeszcze jednego (cichego) faworyta tego festiwalu, który został rzucony na nieco problematyczną (o tym niżej) scenę Wide Stage – mowa o projekcie Karenn, który był zaprezentował najlepszy, najbardziej spójny i wyważony live spod gatunku muzyki techno podczas całego weekendu. Drugi dzień Audioriver zamykał pochodzący z Bośni i Hercegowiny Solomun – jednak po drugiej stronie plaży jeszcze przez długi czas za wygraną nie dawali panowie z Simian Mobile Disco, którzy momentami prezentowali mocniejsze i cięższe brzmienie, niż wspomniany reprezentant wytwórni Diynamic.

Ciekawostką tegorocznej edycji była zamiana dotychczasowego namiotu Slow More na Cities Tent, dedykowaną odpowiednio w piątek – wrocławskiej, i w sobotę – krakowskiej scenie klubowej. Ponadto wszyscy, którzy dotrwali do godzin porannych w niedzielę, na Main Stage, za sprawą Wontera, mogli usłyszeć brzmienia ocierające się o hardcore. Black Coffee (przez wielu wyczekiwany) nie pojawił się podczas Sun/Day ze względu na problemy z samolotem, więc już po raz kolejny sytuację uratowała niezawodna Anja Schneider, która podzieliła się czasem z nieoficjalnym rezydentem trzeciego dnia festiwalu – Damianem Lazarusem.

11750707_10155852702615442_1113105407466281679_n

Anja Schneider i Damian Lazarus, źródło:facebook

Dziesiąta edycja i kolejna, na której widać dalszy progres jeśli chodzi o organizację i program, z roku na rok stający się co raz bardziej zróżnicowany, lecz wciąż wpisujący się w ramy alternatywnej muzyki elektronicznej i klubowej. Sukces, mierzony kolejnym wyprzedaniem się festiwalu (w tym roku kolejny rekord – 27 tys. uczestników), czy płynącymi zewsząd pozytywnymi opiniami, opłacony jest ciężką pracą organizatorów i zaangażowaniem miasta. Bardzo dobrą pracę wykonała także produkcja: dźwięk, szczególnie na głównej scenie, uległ znacznej poprawie; dynamiczne wizualizacje VJ Fks w Hybrid, oraz barwne obrazki Nocnego Marka i FTVision w Circusie zasługują na wyróżnienie. Bardzo dobrej oceny nie są w stanie zmienić ani umiejscowienie Wide Stage, który momentami był zakłócany przez dźwięki wydobywające się z sąsiedniego namiotu, ani ustawione, miejscami wręcz absurdalnie, odgrodzenia, które były szczególnie uciążliwe podczas prób przedostania się do/z Hybrid Tent. Na terenie festiwalu znajdowało się też mniej atrakcji pobocznych, co pozwoliło skupić się bardziej na uczestnictwie w występach artystów.

ogolne-8

ogolne-5

Pewien mieszkaniec Płocka, zapytany przeze mnie na temat tego, czy nie przeszkadza mieszkańcom, że co roku, pod koniec lipca, około 20 tysięcy ludzi z całej Polski i zagranicy, przejmuje miasto we władanie, odpowiedział: “A co miałbym mieć przeciwko młodzieży, która się dobrze bawi, ma uśmiech na twarzy i wnosi trochę koloru do naszego miasta. Szkoda, że nie przyjeżdżacie częściej”. To tylko potwierdza, że miasto Płock było najlepszym wyborem jeśli chodzi o miejsce organizacji i jest jednocześnie chyba najlepszą recenzją minionej dekady. Organizatorom i miastu pozostaje życzyć kolejnej, równie udanej dziesiątki!

Zobacz też inne wydarzenia

21.03.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, JUNGLE22-23.06.2015, Warszawa, Teatr Studio, Flying Lotus25.04.2014, WARSZAWA, CAFE KULTURALNA, KRÓL