LAIF » RELACJA: Instytut – (trzecia) reaktywacja

RELACJA: Instytut – (trzecia) reaktywacja

 

Instytut zmartwychwstał po raz trzeci i ustanowił tym samym nowy poziom w wysoko już postawionej poprzeczce jakości imprez dopracowanych oraz uderzająco osobliwych. Kolejna edycja, która odbywała się 30 września w Warszawie, powinna nie tylko zamknąć usta wszystkim malkontentom twierdzącym, że „dziś prawdziwych rave’ów w Polsce już nie ma”, ale też rozpocząć niecierpliwe odliczanie do tej przyszłorocznej.
 
Tekst: Agata Ogórek, Zdjęcia: Dorota Bąkała
 
14550675_10209731691876611_618765113_o
 
Instytut Energetyki w Warszawie na co dzień jest miejscem pracy naukowców, zajmujących się wytwarzaniem, przesyłaniem, rozdzielaniem i użytkowaniem energii elektrycznej, a w swoich zasobach posiadającym generatory mocy zdolne wytworzyć silne wyładowania elektrostatyczne i pioruny. To ewenement na skalę światową: w Europie istnieją tylko trzy tego rodzaju placówki, a tylko jedna — ta znajdująca się w naszym kraju — dodatkowo otwiera na nowo swoje podwoje dla imprezowiczów, zamieniając przestrzeń laboratoryjną służącą nauce w wyjątkowy techno parkiet.
 
Historia techno w Instytucie sięga roku 2000, kiedy to wysoki na dwanaście pięter toporny brutalistyczny budynek o powierzchni 2000 m2 odkryła Iwona Korzybska i Gerhard Derksen — promotorzy agencji Groove Control i z miejsca zakochali się w jego klimacie, postanawiając o uruchomieniu tam cyklu imprez, które dziś noszą znamiona kultowości. W czasach, kiedy Polska zachłystywała się disco-polo i popem, na ulicę Mory przyjeżdżały takie tuzy jak Jeff Mills, James Ruskin czy Luke Slater, a ich występy nabierały głębszego wymiaru dzięki surowości przywodzącego berlińskie Berghain miejsca. Po dziesięciu latach przerwy zarówno stęsknione za tamtymi imprezami wygi, jak i nowe twarze, mają okazję na nowo poczuć klimat zabawy w Instytucie dzięki jego reaktywacji, za którą ponownie kryje się agencja Groove Control. Do tej pory zorganizowano dwie edycje, których gośćmi byli między innymi: Kaiserdisco (pierwsza) oraz Len Faki i Call Injection (druga).
 
To jednak trzecia edycja prezentowała się najokazalej pod względem zaproszonych gości. Dzięki wsparciu Electronic Beats, oprócz dwóch headlinerów występujących w Hali Wysokich Napięć – Marcela Dettmanna oraz Chrisa Liebinga, otwarta została dodatkowa scena, gdzie ulokowano Stimminga oraz Michaela Mayera. Instytutowiczom nie przeszkodził problematyczny dojazd na warszawskie Bemowo, chłód czy szeroki wybór innych imprez w centrum miasta – publika naprawdę dopisała.
 
14489535_10209731688436525_1435431549_o
 
Marcel Dettmann to jedna z najbardziej ikonicznych postaci współczesnego techno oraz rezydent Berghain, który specyficzne brzmienie wytwórni Ostgun Ton przeniósł na ten dzień do stolicy Polski. W ciągu dwóch godzin trwania seta bezlitośnie smagał głównie dźwiękami twardymi i ziarnistymi, od czasu do czasu przerywając je fragmentami o nieco większej finezji. Nie można było odmówić mu więc zróżnicowania stylistyk, ale z drugiej strony występ stracił przez to trochę na spójności – wolałabym, żeby dominowało operowanie na klasycznym szkielecie oraz obudowywanie go szczyptą mroku.
 
Set Marcela pozwolił mi się częściowo zakomodować w murach techno-twierdzy, ale stanowił jednocześnie tylko występ do występu Chrisa Liebinga, którego nazwisko niezaprzeczalnie można uznać za synonim muzyki technicznej. Przejął on stery wraz ze swoim nieschodzącym z twarzy charakterystycznym uśmiechem od ucha do ucha oraz mocnym wejściem w postaci eksplozywnego surowego rytmu. Brzmienia, na które postawił, idealnie wpisywały się w przepastność budynku i grę świateł, zachwycając w swojej pozornej prostocie – wydaje się, że instytut jest wprost stworzony do występów w tej stylistyce. Łomoczące linie basowe, operowanie klasyką gatunku w niebanalny sposób, metaliczne wtręty oraz przede wszystkim prowadzenie narracji tak, by napięcie wzrastało stopniowo i prowadziło do zaskakujących punktów kulminacyjnych to naprawdę nie lada wyczyn. Moje wysokie oczekiwania co do prezentacji Chrisa zostały w pełni zaspokojone – udowodnił on, że jest wzorowym dowódcą tego „dźwiękowego statku kosmicznego”.
 
Wytchnieniem od najwyższych napięć dźwiękowych w hali był występ założyciela wytwórni Kompakt — Michaela Mayera, który wieńczył noc melodyjnym, poruszającym najczulsze strony duszy tech-housem. Koło piątej rano dało się więc słyszeć zarówno remiksy klasycznego utworu Nata Kinga Cole’a „When I fall in love”, jak i łagodnie kołyszące hiciory królewicza popu — Justina Timberlake’a, które okazały się bardzo udanym pomysłem na zwieńczenie powoli przechodzącej do historii trzeciej edycji instytutu oraz pozwalając przejść bezkolizyjnie do neutralnej rzeczywistości.
 
W czasach kiedy normą stało się technopielgrzymowanie do innych krajów w poszukiwaniu zabawy na światowym poziomie, warto pomyśleć o uczynieniu z Instytutu Energetyki naszym towarem eksportowym oraz wypracowaniu marki cyklu za granicą.
 
Szczerzę kibicuję inicjatywie grupy Groove Control, licząc na równie wysokie zainteresowanie publiczności następną edycją oraz oczywiście niecierpliwie wyczekując na kolejną edycję. Byle do wiosny!

Zobacz też inne wydarzenia

10.06.2015, WARSZAWA, MIŁOŚĆ, SLOW MAGIC22.03.2015, Warszawa, Klub Mózg, Pierwszy Warszawski Salon Ambientu25.04.2014, WARSZAWA, CAFE KULTURALNA, KRÓL