LAIF » RELACJA: MISTER D. I KRÓL W BASENIE

RELACJA: MISTER D. I KRÓL W BASENIE

Fenomen przebranżowionych literatów, którzy gremialnie zasilają stada celebrytów, blogerów, gwiazd estrady i plotkarskich portali zawsze jakimś dziwnym trafem przepływał sobie gdzieś bokiem, nie zostawiając w mojej świadomości większych fal. Ten stan został utrzymany dopóki za muzykę i wyginanie się na scenie nie zabrała się Dorota Masłowska, właścicielka jednego z bardziej przenikliwych piór (czy może klawiatur) na rodzimym rynku.

Mister D 08

Mister D. na scenie klubu Basen; zdjęcie: Krzysztof Plebankiewicz

 

Oczekiwania były wysokie, ale po pierwszym singlu, zabawnym, acz mało wybrednym paszkwilu na dresiarski romans pod Żabką, przestałem sobie tym projektem zawracać głowę. Podejście to szybko musiałem zweryfikować po wysłuchaniu długogrającej płyty, a niedawno i koncertu Mister D. w warszawskim Basenie.

KrĘl 01

Król na scenie klubu Basen; zdjęcie: Krzysztof Plebankiewicz

Jako rozgrzewka przed gwiazdą wieczoru wybrany został Król, który po zakończeniu działalności UL/KR zaczął występować pod własnym nazwiskiem, a od niedawna z zespołem instrumentalistów. Mimo, że muzycznie różni się on mocno od Mister D., to organizatorzy wydarzenia najwyraźniej znaleźli w jego tekstach podobieństwo ze stylem Masłowskiej. Gęste, atmosferyczne i miarowe rytmy muzyki Króla wypełniły Basen szczelnie, zbierając pod sceną większość obecnej publiki, co najdobitniej pokazuje, jak popularny jest to artysta. Zagrane na elektronicznej perkusji partie bębnów podbijały utwory z debiutanckiej płyty „Nielot” niepokojącym pulsem, a Błażej, nie szczędząc sobie kontaktu z publicznością, spokojnie wyśpiewywał przypominające poezję śpiewaną liryki. Usłyszeliśmy oczywiście i te bardziej znane utwory, jak singlowe „Szczenię” czy „Powoli”, przy których słuchacze się nieco ożywiali, ale wybór Króla jako rozgrzewki przed innym koncertem był co najmniej dyskusyjny. Jego muzyka sprzyja raczej kontemplacji, a zlewające się jeden w drugi utwory nie pomagają w wykrzesaniu z publiki jakichś żywszych reakcji.

KrĘl 03

Król na scenie klubu Basen; zdjęcie: Krzysztof Plebankiewicz

Mister D 09

Mister D. na scenie klubu Basen; zdjęcie: Krzysztof Plebankiewicz

Najwyraźniej jednak muzycy z Mister D. zaczynali swój koncert z pełną tego świadomością, bo ich strategia była odwrotna do tradycyjnie przyjmowanej przez artystów na scenie. Po bardzo obiecującym, industrialnym intro już w pierwszej połowie koncertu usłyszeliśmy singlowe hity, takie jak wspomniany „Chleb”, „Hajs” i „Chrzciny”, tak jakby załoga Masłowskiej chciała najpierw przygotować publiczność na późniejsze ekscesy. Sama dowódczyni zdawała się mieć niezbyt rozrywkowy humor, co skwitowała krótkim: „zero żartów”. Zagrane na żywo numery ze „Społeczeństwo jest niemiłe” brzmiały o wiele mniej kiczowato niż wersje studyjne, co na pewno przypisać można trzem śpiewającym instrumentalistom z Kubą Wandachowiczem znanym z Cool Kids Of Death na czele.

Gdy zespół wyrzucił z siebie większość przebojów, nadszedł czas na drugą, dla mnie zdecydowanie bardziej interesującą część koncertu. Gdy mniej znane numery z płyty przeplecione zostały coverami, cały zespół jakby ożył, wchodząc w nieco inną stylistykę. Przybierająca komiczne pozy za mikrofonem Masłowska, trzepocząca sztucznymi, różowymi rzęsami, zaczęła coraz częściej po prostu poruszać się w rytm muzyki, a podśpiewujący i skandujący panowie zaczęli wydobywać z siebie prawdziwie punkową energię.

Mister D 04

Mister D. i Kuba Wandachowicz, zdjęcie: Krzysztof Plebankiewicz

Za chwilę wrażenie to wzmocniło się jeszcze bardziej, kiedy usłyszeliśmy ich własną wersję jednego z utworów Dziewiętnastu Wiosen, przy którym na publice zawrzało. Rewelacyjnym kontrastem dla energicznych, punkowych numerów były spokojniejsze, bardziej zadumane utwory z płyty, których zabawne teksty niejednokrotnie przybierały gorzki odcień. Apogeum koncertu przyszło wraz z fantastyczną „Córką”, w której Wandachowicz wsparł Masłowską rymowaną zwrotką, wygrywając jednocześnie na syntezatorze new-wave’ową melodię. Dorota nie pozostała mu dłużna, prezentując z ikrą całkiem porządną formę wokalną, przechodząc z lekkością do tytułowego utworu z płyty, co zostało przyjęte burzą oklasków. Prawdziwą niespodzianką było jednak zagrane na koniec ich własne wykonanie pamiętnego „Scyzoryka” Liroya, w którym w prawdziwie buntowniczym stylu zawitały na scenie momenty ciszy, kiedy ktoś z zespołu zapominał tekstu, a rozpadająca się na warstwy, potykająca muzyka wprowadziła niezobowiązujący klimat, którego brakowało w pierwszej części występu.

Mister D 02

Mister D. na scenie klubu Basen; zdjęcie: Krzysztof Plebankiewicz

Mimo, że wcześniej słyszałem Mister D. jako rozgrzewkę przed grającymi na olbrzymim Torwarze Die Antwoord, to dopiero w mniejszym klubie i przy okazji większej swobody w doborze repertuaru doceniłem sceniczną wartość tego projektu, który wcześniej miałem raczej za czysto parodystyczny wybryk. Nie wiem, czy wybiorę się na kolejny koncert Mister D. w Warszawie, ale ten w Basenie wspominał będę z sympatią.

 

Tekst: Kajetan Łukomski (Avtomat)

Zobacz też inne wydarzenia

22.05.2015, WARSZAWA, KLUB NOWA JEROZOLIMA, DEEPStrict – Format:B22.03.2015, WARSZAWA, STODOŁA, NATALIA PRZYBYSZ09.05.2015, KRAKÓW, TEATR ŁAŹNIA NOWA, NILS FRAHM – BEFORE TAURON NOWA MUZYKA 2015