LAIF » RELACJA: Nils Frahm w Krakowie: Starzy Królowie klaskali o więcej

RELACJA: Nils Frahm w Krakowie: Starzy Królowie klaskali o więcej

Takiego koncertu nikt się nie spodziewał. Po kameralnym występie w katowickiej Fabryce Porcelany na zakończenie IX edycji Festiwalu Nowa Muzyka, ten utalentowany artysta wrócił do Polski z nowym materiałem. Teatr Łaźnia Nowa obserwował skalę talentu niemieckiego pianisty i jak bardzo rozwinął się w niecałe dziewięć miesięcy. Wśród widzów słychać było nie tylko język polski: – Przyjechaliśmy specjalnie z Mińska – mówiła para Białorusinów – moja córka jest fanem Nilsa Frahma, od dwóch lat, kiedy po raz pierwszy włączyłem jej tę muzykę. Tego wieczora miało być równie wyjątkowo. I było.

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_02

Zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

Niewiele jest osób w świecie kultury, które nie chcą lub zwyczajnie nie mają czasu na wychodzenie z własnej, artystycznej nory. W literaturze było kilku takich, by wymienić choćby „Novecento” Baricco, koty i cmentarne postaci Bułhakowa czy genialnego Kaspara, który nie wiadomo skąd był, a fascynował. Z tych prawdziwych był choćby Dorman, Kantor czy Grotowski, który dziergał w Opolu, potem we Wrocławiu, tylko z pokazywaniem tych prac widzom jakoś nie było mu po drodze. Nils Frahm tym się od tego ostatniego różni, że koncerty uwielbia, a jeszcze bisy i gromkie oklaski. Gorzej z wywiadami, których na całej długości trasy, po prostu zrezygnował. Za to grze oddaje się w pełni, czego dowodem grubo przedłużona próba dźwięku (skończyła się pięć minut przed wpuszczeniem widowni).

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_13

Dawn of Midi; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

Wieczór otworzyło amerykańskie trio Dawn of Midi i nie była to zwykła rozgrzewka. Panowie z Brooklynu potrafią tyle, że z powodzeniem mogą i zapewne będą grać w największych filharmoniach, a ich umiejętności zasługują na taką oprawę. Jazz trio występuje w składzie: Aakaash Israni (bas), Amino Belyamani (piano) i Qasim Naqvi (perkusja). Panowie mieszkają w Nowym Jorku, są na trzy tygodnie przed wydaniem drugiej płyty (premiera 1 czerwca) i już zyskali poparcie dziennikarzy New York Timesa: „Ich muzyka, to połączenie (…) niemieckiego rocka progresywnego z lat 70., minimal techno, drum’n’bass i rytmów Afryki Zachodniej”. Wszytko to prawda. Ich muzyka aż skrzy się od pomysłów i choć skojarzenia można mnożyć, to wydaje się, że najważniejszą częścią ich wspólnego grania jest Ruch.

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_06

Dawn of Midi; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_07

Dawn of Midi; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_08

Dawn of Midi; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

Każdy ich utwór można z powodzeniem rozrysować na płótnie lub nawet na scenie, w formie choreografii teatru tańca. Każda, choćby mini etiuda ma u nich właściwą sobie dramaturgię i charakterystyczny dla nich nerw. Pan z NY Timesa stwierdził, na przykład, że Qasim Naqvi to „monster drummer”. Qasim nie używa talerzy, zawężając swoje pole gry do stopy i werbli. Po wyższe dźwięki sięga klawiszami Amino, choć zdarza mu się również szarpać za struny, jak jaki drapieżnik – wielbiciele twórczości naszego Piotra „Pianohooligana” Orzechowskiego mieli pożywkę. Aakaash natomiast, to serce zespołu, jego motor i miejsce spotkań całej trójki. Aż dziw, że jego pęd po strunach kontrabasu nie zapalił strun.

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_03

Dawn of Midi; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

Cała trójka muzyków niebywale była na siebie wyczulona. To było jak bieg po kole, od truchtu, po szaleńczy pęd, bez jakichkolwiek kontroli i barier. Przypomniał mi się spektakl Teatru Derevo i scena, w której Anton Adasinsky ruchem, bez słów, wyraził swoje narodziny i jako dorosły facet, przybrał w niej ruch niemowlaka. Dawn of Midi miało ten rodzaj autentyczności i czystego talentu, w całkowitym skupieniu na dźwięku i swoim świecie. Pędzili jak sprinter, ale nie dostali zadyszki, a na finał zagrali tak, jakby wpadli w trans, a może szał (?). Jeszcze na ukłonach widać było, że wracają z dalekiej podróży. Wielkie dzięki za kilkadziesiąt minut czystej muzyki i chirurgicznej precyzji zarazem. Proszę wypatrywać ich na europejskiej trasie z Nilsem. Warto pojechać na nich znowu, a 1 czerwca – koniecznie – nabyć ich album. Światowa muzyka może być dumna z trzech takich z Brooklynu.

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_23

Nils Frahm; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

Nils Frahm pojawił się na scenie, jeszcze z technicznymi, pogratulował chłopakom i zaczął robić sobie miejsce. Przyjechał do Krakowa z albumem „Solo”, który rozdał w sieci zupełnie za darmo. Na scenie w Łaźni Nowej, po uprzątnięciu perkusji, zostało tego naprawdę dużo, bo oprócz fortepianu i kokpitu z samplami, w głębi sceny stało jego nowe dziecko: Klavins Piano. W trakcie koncertu, to tu coś zagrał, tam się przemieścił – jak Kantor na swoich spektaklach – zapętlał, podkręcał, to znowu zwalniał, nawet żartował grając. Był niezwykle skupiony na dźwięku, toteż nie bardzo miał ochotę gadać: – Jak stałem pod sceną, to ktoś z publiczności poprosił mnie o kilka słów, między utworami, więc to robię – przyznał po pierwszym utworze. Nie wiem ile on trwał, bo katapultował ludzi w inny wymiar. To było połączenie, jakieś piekielne scalenie Aphex Twina, Autechre, Chicka Corea i Jeffa Milsa. Jak jaki performer, latał między tymi machinami i ciągle coś dodawał, że zmajstrował taki utwór, tak go nabudował, że jak to w nas wystrzelił, to ludzie plastikowe kufle z rąk wypuszczali – dosłownie. Ten facet żyje muzyką i prawdopodobnie nie bardzo chce się z tego świata wykręcać. Wydaje się ciągle głodny, chce wiedzieć i odkrywać. Wspomniałem na początku „Novecento” – to taka mini proza o pianiście, który całe życie spędził na statku. Raz wyszedł na molo i jak zobaczył ogrom świata, to wrócił na statek i już nigdy z niego nie wyszedł. Nawet nie próbował. Nils mi go przypomina – faceta, który oszalał na punkcie muzyki. Może zamiast ludzi, woli poznawać kolejne sprzęty? A może ludzie, z braku informacji o nim, zaczną po jego śmierci tworzyć o nim mit, jak o Kasparze? Na naszych oczach dojrzewa artysta, który z roku na rok wspina się ja kolejny poziom. Aktualnie jest na Poziomie Niemożliwym. Jego płyty tego nie dowodzą – są po prostu dobre – ale ten koncert pokazał ile potrafi i jaką ma skalę talentu. Jest kosmiczna! A o tym wieczorze ludzie będą pamiętać latami.

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_34

Nils Frahm; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_26

Nils Frahm; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_16

Nils Frahm; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_29

Nils Frahm; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

tnm_krakow_foto_radoslaw_kazmierczak_18

Nils Frahm; zdjęcie: Radosław Kaźmierczak

 

Tekst: Przemysław Bollin

Zdjęcia: Radosław Kaźmierczak

 

Zobacz też inne wydarzenia

15.08.2015, Warszawa, Lost Pool 25.04.2015, WARSZAWA, MIŁOŚĆ KREDYTOWA 9, FLIRTINI & RIMMEL GANG: FKJ (LIVE) 03.06.2015, SOPOT, KLUB SFINKS700, MOUNT KIMBIE/URBAN ZOO