LAIF » RELACJA: OFF Festival 2016 (dzień 1)

RELACJA: OFF Festival 2016 (dzień 1)

 

OFF Festival od lat ma renomę świetnie zorientowanego w swojej dziedzinie selekcjonera ciekawych brzmień z całego świata. Jadąc do Katowic wystarczy pobieżnie przejrzeć listę wykonawców i wstępnie wytypować ewentualnych faworytów, resztę robi za festiwalowicza przypadek i świetny wybór występujących artystów. Nie jest to więc niespodzianką, że mimo pechowej serii odwołanych koncertów prominentnych wykonawców (GZA, The Kills, Zomby, Wiley, Anohni), festiwal obronił się mniej znanymi, a niekoniecznie mniej ciekawymi propozycjami.
 
Tekst: Kajetan Łukomski (Avtomat), zdjęcia: Krzysztof Plebankiewicz
 

 
LIIMA
Wiele zespołów parających się przystępniejszą odmianą niezależnej elektroniki zamiast własnego stylu wypracowuje sobie jakiś lekko pretensjonalny trik. Nie można tego powiedzieć o kwartecie Liima – na żywo ujmuje on słuchaczy nie tylko szczerością i lekkością, ale i eklektyczną paletą inspiracji, która nie pozwala się nudzić. Jeśli dołożyć do tego świetny kontakt z publicznością i pełne werwy wykonania numerów z debiutanckiej płyty, otrzymujemy adekwatną rozgrzewkę przed nocnymi szaleństwami na festiwalu.
 
JENNY HVAL
 
JENNY HVAL
Ta drobna Norweżka ma za sobą imponującą drogę muzyczną – od metalowego zespołu z końca lat 90. do konceptualnego, awangardowego grania, które zaprezentowała na Experimental Stage. Hval na scenie czuje się najwyraźniej jak ryba w wodzie, okraszając kolejne numery przemyślanymi analizami i bawiąc się barwą swojego głosu. Jej nieskrępowana fantazja muzyczna połączona z bezbłędną interpretacją wokalną, zmysłową melorecytacją i płynącymi, rozwibrowanymi kompozycjami sprawiły, że cały namiot publiczności słuchał niczym zahipnotyzowany.
 
MINOR VICTORIES
 
MINOR VICTORIES
Od pierwszych taktów koncertu Minor Victories słychać było, że inspirują się oni mocno zimną falą i wczesnymi dokonaniami artystów, których później zebrano pod terminem „gotycki”. Kierunek ten jest logiczną wypadkową części składowych tej supergrupy – Editors, Mogwai i Slowdive. Wokal Rachel Goswell połączony z bogatą warstwą instrumentalną, w której niestety trochę ginął, nieco przywodził na myśl wokalistkę Chromatics. Surowa, ale złagodzona smyczkowymi brzmieniami muzyka wspaniale zbudowała nostalgiczny, melancholijny klimat, ale momentami brakowało w niej pazura.
 

 
BRODKA
Clashes jest pięknym albumem, który wyznaczył dla Moniki Brodki nowe terytoria do zdobycia. Na żywo materiał z albumu odgrywany jest bardzo wiernie, między innymi z powodu bogatego instrumentarium, a oprawa wizualna stoi na niezwykle wysokim poziomie. Z Brodką jest jednak jeden problem – trudno jest jej uwierzyć. Od lekko wymuszonej ekspresji wokalnej i wyciskanych bez przekonania z przepony wokaliz po modnie enigmatyczne komentarze pomiędzy utworami – cały jej koncert odbiera się jako jedną, wielką kreację produkcyjną. Kreację piękną i dopiętą na ostatni guzik, ale jednak nie do końca szczerą. Dlatego właśnie Clashes bardziej nadaje się do odsłuchiwania w domu, niż oglądania na scenie.
 

 
ADDISON GROOVE
Kiedy gruchnęła wiadomość, że Zomby nie wystąpi na OFFie, część mnie miała ochotę rozbeczeć się jak małe dziecko, a druga doszła do wniosku, że po paśmie jego nieobliczalnych zachowań (których koronnym przykładem była bijatyka z Hudson Mohawke) nie jest to specjalną niespodzianką. Do seta przysłanego przez Hyperdub zastępcy, czyli Addison Groove, podszedłem więc z lekką dozą nieufności, która prędko jednak została rozwiana. Artysta idealnie wstrzelił się w budujący się, imprezowy klimat wieczoru ze swoją eklektyczną selekcją basowych brzmień. Zafundował on podróż od dubstepu, przez trap, footwork i mniej oczywiste brzmienia, wskazując drogę postępu parkietowych brzmień. W efekcie z namiotu Experimental Stage nikt nie wychodził niezadowolony.
 
YUNG LEAN
 
YUNG LEAN
Fenomen międzynarodowej popularności tego młodziutkiego rapera przyciągnął mnie pod scenę Trójki na równi z intrygującymi melodiami, które prezentuje od na dotychczas wydanych albumach. Na koncercie wspierany jest przez hype-mana w postaci Bladee, który wbrew regułom tej sztuki śpiewa większość części wokalnych wraz z Leanem, co skutkuje robotycznymi, utopionymi w autotune harmoniami. Jego muzyka z jednej strony odwołuje się do witch-house’u, jest dosyć depresyjna i wypełniona gorzkim poczuciem humoru, a z drugiej czerpie pełnymi garściami z najnowszych trendów hip-hopowych zza Atlantyku, co na żywo dostarcza niezapomnianych wrażeń i najwyraźniej dobrze wyraża angst młodej generacji.
 

 
MACHINEDRUM
Wielu festiwalowiczów wiązało duże nadzieje z zamykającym festiwal live-actem tego płodnego producenta. Nie bez kozery ten autor niezliczonych remiksów i aż ośmiu długogrających albumów zapracował sobie na miano króla połamanej rytmiki. Podczas piątkowego koncertu zaprezentował on przekrój przez mrowie swoich inspiracji i aż 1,5 godziny autorskiej muzyki. Zainteresowanie polirytmicznymi strukturami zaowocowało tym, że artysta przez całego swojego seta prawie nie wypuszczał padów samplera spod palców, które w nieprawdopodobnie szybkim tempie wybijały ekwilibrystyczne wzory perkusjonaliów do każdego kolejnego utworu. Charakterystyczna receptura artysty na futurystyczne, klubowe brzmienia składała się z postępowych brzmień jersey club, post-dubstepowych, bubblegum-popowych i miriady innych stylistyk, co przełożyło się na graniczącą z geniuszem feerię tego co w dzisiejszej muzyce klubowej najlepsze. Śmiem twierdzić, że (fantastyczny skądinąd) SOPHIE i jego okrzepnięty już styl przy Machinedrumie brzmi niczym dziecięce rymowanki.

Zobacz też inne wydarzenia

27.03.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, WHOMADEWHO 31.07.2015, Warszawa, Stacja Mercedes, Patrick The Pan 06.05.2015, WARSZAWA, KLUB MIŁOŚĆ KREDYTOWA 9, PORTICO – BEFORE FESTIWAL TAURON NOWA MUZYKA 2015