LAIF » RELACJA: Up To Date – Mały festiwal wielkich ludzi

RELACJA: Up To Date – Mały festiwal wielkich ludzi

 
To był festiwal ukrycia, tajemnicy, muzycznego misterium, przepełniony schowanymi pod maskami, kapturami oraz zasłonami mroku i dymu bohaterami. Na Węglowej to muzyka, a nie twarz artysty jest najważniejsza.
 
Tekst: Damian Wojdyna

Zdjęcia: mat. prasowe
 

15
 
 
Szósta edycja białostockiego Up To Date Festival potwierdziła, że inicjatywy DIY w naszej kapitalistycznej rzeczywistości nie muszą kojarzyć się tylko z fanaberiami rozbuchanej filantropii, ale przede wszystkim z romantyczną misją robienia rzeczy dobrych i potrzebnych. Skalę dobra jakie generują organizatorzy UTD co roku dla miasta Białystok i regionu wschodniej Polski trudno oszacować – bez wątpienia jest to wartość niebagatelna, która z roku na rok procentuje i przynosi wymierne korzyści, choćby wizerunkowe – powiedzenie, że kreacje promocyjne festiwalu w każdym roku (także w tym) były perełką w nudnym i miałkim kociołku rodzimego marketingu. Filmiki promocyjne tegorocznej edycji funkcjonowały pod łatką ‘vendetty’, co było zwiastunem innej niepisanej i nieformalnej wojny, w której zrobiono muzyczny ‘zamach na przeciętność’.
 
 
7
 
 
Ciężkie działa wytoczono w piątek około 23:00, gdy na scenie Technosoul pojawił się Visonia. Chilijczyk, ubrany w cekinową maskę zaprezentował zróżnicowany gatunkowo set, wplatając w to materiał ze swojego ostatniego albumu oraz EP-ki “Journey To Humility”. Tempo podkręcił nieco występujący po nim Reckonwrong, lecz chyba większość zgromadzona pod sceną tylko czekała aż usłyszy na żywo “Drain This Lord” czy „LTTLWLF” w wykonaniu szwedzkiego SHXCXCHCXSH. Zakapturzony duet był zdecydowanie najmocniejszym punktem tego dnia scenie “przytulonej” do hali na słynnej “Węglówce”. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie Steve Bicknell – jawiący się jako doświadczony alchemik z profesorską dostojnością, który ze stoickim spokojem dobiera kolejne gramy potężnego brzmienia, wywołując z każdym dotknięciem pokręteł miksera postępujące reakcje (euforyczne tłumu).
 
 
6
 
 
Tymczasem na wizualnie dopieszczonej scenie Beats. Stage, po rozgrzewce PROBL3M i Charlie Traplina głos zabrał weteran Włodi w asyście DJ B. Prawdziwy eklektyzm tej sceny (pamiętajmy, że w tym roku połączono na niej hip-hop z połamanymi brzmieniami i gatunkami satelitarnymi) jak i całego festiwalu doskonale zdefiniował Ball-Zee, który w swoim jednoosobowym beatboxowym show zaprezentował przekrój gatunkowy od hip-hopu przez trap, drum and bass po techno. Występujący po nim Traxman podbił tempo, prezentując mieszankę nowoczesnych elektronicznych brzmień, będących wizytówką Teklife Crew. Nie wiem co strzeliło do głowy organizatorom, by zaprosić gameboy’owego szaleńca z Włoch, ukrywającego się pod pseudonimem Kenobit, ale sprawili tym mnóstwo radości uczestnikom festiwalu. Uczciwie muszę przyznać, że usłyszeć 8-bitowy cover kraftwerkowego “We Are The Robots” czy hardcore’ową interpretację słynnej melodyjki z gry tetris, to ciekawe doświadczenie. Emocje nieco ostudziła Nightwave, prezentując zróżnicowany i energetyczny set, zaś zagłębić się w ciężkie drum and bass’owe brzmienia pozwolił utalentowany zabrzanin Mortem.
 
 
16 18 19

 
 
Pierwszy dzień festiwalu otworzył furtkę szerzej dla kolejnej kompanii artystów, która dzięki determinacji organizatorów i całej masy wolontariuszy, na jeden weekend zamieniała Białystok w stolicę najwyższej jakości muzyki nie tylko wschodniego regionu, ale i całego kraju. Już na samym początku sobotnią frekwencję podbił Taco Hemingway – rewelacja tegorocznego sezonu, który przebojem (głównie tym pt. “6 zer”) wdarł się na szczyty nie tylko hipsterskich list przebojów, ale także tych całkiem poważniejszych. Nieco w cieniu – momentami dosłownie – (i to jest jedna z tych sytuacji, gdy można uznać to za zaletę) pozostał duet Syny – moje małe odkrycie i w mojej opinii, perełka tegorocznej edycji. Przepełnione duchem lat 90. hip-hopowe brzmienie łączące się z dub’em, brudnymi bitami, nieregularnym tempem serwowanym przez 1988, oraz wyraźnie zaznaczająca się w zachowaniu, ruchach i mowie muzyczna świadomość i doświadczenie Piernikowskiego sprawiały, że obok ich występu nie można było przejść obojętnie. Pełna kontrola nad występem (serio, światłem też sami sterowali) i doskonała psychodeliczna podróż. Za takie niespodzianki uwielbiam festiwale takie jak Up To Date. Odpocząć nie dali chłopaki z Blabbermouf aka “put your hands up”, którzy okładali publiczność niekończącą się wiązanką słów w tempie niepojętym nawet dla samego DJ Czarka. Dopiero Sam Binga wraz ze wspierającym go na wokalu Reddersem przechylili szalę Beats. Stage w kierunku połamanych brzmień, prezentując zgrabną mieszankę drum and bass i jungle. Redders tak się zagościł na scenie (najwidoczniej polska wódka i dziewczyny działają jak magnes), że stał się także MC następnego w lineupie Addison Groove’a – takie rzeczy tylko w Białymstoku?

 
 
9

 
 
Tymczasem na sobotnia Technosoul również wzniosła się na wyższy poziom, najpierw za sprawą mocno noise’owego, a momentami wręcz heavy tech-punkowego, występu duetu O/H, a następnie faworytów tegorocznej edycji: Abdulla Rashima i Varg’a jako Ulwhednar, którzy zaprezentowali soczysty live z gatunku najmocniejszego hipnotycznego techno. Nikt się chyba jednak nie spodziewał, że czarnym koniem imprezy (a właściwiej: jeźdźcem w czarnej masce tego konia) będzie SNTS. Człowiek dosłownie wycisnął maksimum z doskonale przygotowanego nagłośnienia, tańczącej pod sceną publiczności oraz z samego siebie, z miejsca wpisując się do Up To Date’owego panteonu
artystów zasłużonych.  

 
 
2

 
 

W rzeczonym panteonie od początku znajdują zamykający tegoroczną edycję chłopaki z kolektywu Technosoul: Essence (człowiek w kaszkiecie, który żongluje winylami prawie tak samo zabawnie jak Derrick May pod koniec lat 80.) i Dtekk (ten typek ze śmieszną kitką; a na poważnie: mózg całej operacji pt. Up To Date), którzy wraz lojalną grupą pasjonatów dobrej muzyki oraz doskonale bawiącą się i czującą misję festiwalu publicznością, tworzą wyjątkową rodzinę. Być jej częścią w tym roku to był zaszczyt. Choćby po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że nie ilość, a jakość jest w życiu najważniejsza.

Zobacz też inne wydarzenia

25.04. 2015, WARSZAWA, KLUB STODOŁA, OPEN STAGE, RITA PAX 25.04.2014, WARSZAWA, CAFE KULTURALNA, KRÓL 28.03.2015, WARSZAWA, PALLADIUM, FISZ EMADE TWORZYWO MAMUT