LAIF » REPORTAŻ: Klaves oprowadza po swoim studiu

REPORTAŻ: Klaves oprowadza po swoim studiu

W jakich warunkach powstaje oficjalny remiks dla Jessie Ware? Mikołaj Gramowski zaprosił LAIF do swojego studia. Jak wygląda jego centrum dowodzenia?

Tekst: Przemysław Bollin

 

klaves_06

fot. mat. prasowe

 

Spotkaliśmy się w Poznaniu przed koncertem Coals, zdolnego duetu z Górnego Śląska. Czym się teraz zajmujesz? – Planuję sezon wakacyjny: zagram m.in. na Wooded i Festiwalu Nowa Muzyka – wylicza. Produkujesz coś nowego? – Dostałem telefon z Londynu z zapytaniem czy bym nie zrobił oficjalnego remiksu dla Jessie Ware. Odpowiedź mogła być tylko jedna: „jasne!” – a nam zapaliły się oczy na rozmowę o szczegółach. Na pytanie: „Może pokażesz nam swoje studio?”, odpowiedział z uśmiechem: – Zapraszam. Następnego dnia byliśmy już pod wyznaczonym adresem.

Studio Klavesa znajduje się w mieszkaniu na 140 metrach kwadratowych, które dzieli z dwójką znajomych: – Poznań to trochę wiocha, wszyscy znamy się z życia klubowego. Dobrze się znamy – uśmiecha się i otwiera drzwi od swojego pokoju. W oczy rzucają się trzy rzeczy, z czego pierwsza to: kolekcja plakietek z koncertów i festiwali. Która jest najważniejsza? – Nie mam takiej, ale wybrałbym w sumie No Border (festiwal w Rzeszowie – przyp. autora), bo jest najładniejsza. Grałem tam w 2013 roku z Rebeką i pamiętam, że jechaliśmy wtedy jednym samochodem – wspomina. Druga rzecz godna uwagi, to szalik Lecha: – Śmieszna historia, bo dostałem go z okazji pierwszego meczu, na którym byłem. Od roku śledzę co i jak i w końcu chłopaki z poznańskiego zespołu The Ploy, plus Stefan Czerwiński z Much – który jest zapalonym fanem Kolejorza, wyciągnęli mnie na mecz z Błękitnymi Stargard Szczeciński. Szalik dostałem od Kuby, mojego współlokatora, który dostał go od babci, która z kolei znalazła go na swojej klatce schodowej. Była akcja kibicowska, gonili chłopaka, a ten schował się na piętrze i wyrzucił szalik, żeby dali mu spokój.

W tym roku Mikołaj zagrał w meczu Artyści vs Dziennikarze, dzień po zakończeniu Spring Breaka i nie był to jego pierwszy kontakt ze sportem zespołowym: – Grałem na mistrzostwach Polski w Ultimate Frisbee – przyznaje, naprędce przybliżając zasady – Drużyna ma w składzie podających i biegających, więc w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że byłem tym biegającym. Zasady przypominają futbol amerykański, tylko zamiast piłki masz dysk. W momencie gdy obrońca do ciebie dobiega, masz dziesięć sekund, żeby podać do partnera, bo jak nie, to jest strata. Generalnie opiera się to na bardzo interwałowym bieganiu. Punkty zdobywa się po przekroczeniu linii końcowej po przeciwległej stronie boiska – kończy. Przygoda ze sportem trwała przeszło dwa lata, które upłynęły mu pod znakiem ścisłej dyscypliny: – Nie chcę tutaj snuć teorii temat związku sportu z muzyką, że dzięki Frisbee nauczyłem się pracować samemu, bo jednak są różnice, a praca twórcza przychodzi falami. Czasem mam takie dwa dni, że bunkruję się tutaj, kupuję jedzenie na dowóz – bo czuję, że dobrze idzie. Innym razem nawet nie dotykam kontrolerów, bo wiem, że przerwa też jest potrzebna.

Trzecią rzeczą, która przykuwa uwagę jest konsola PS4, w zestawie z grami i wygodną kanapą: – To taki mój chillout room – żartuje Gramowski – lubię pozabijać kilku policjantów w GTA, albo strzelić sobie szybki meczyk w FIFIE – prawie jak Frank Underwood, sugeruję – Trafiłeś! „House of Cards”, to ścisły top na mojej serialowej liście, lubię się odstresować w ten sposób – podsumowuje. Na lewo od konsoli, w rogu pokoju wystają wytarte rogi płyt winylowych. Przyznaje się od razu, że większość wykradł z domu rodzicom, ale jak widać, gust w rodzinie jest dobry: Jean-Michel Jarre, Miles Davis i Włodek Pawlik, który zanim dostał Grammy, już był w kolekcji rodu Gramowskich – wosk pochodzi z roku 1987 i kosztował 1500 zł. Klaves korzysta ze starych nagrań w procesie samplingu, choć to grząski grunt: – Rozmawiałem z Mateuszem Zeganem z Fair Weather Friends, który też się tym zajmuje i zgodziliśmy się, że trzeba uważać, bo prawo jest bardzo restrykcyjne i musisz się rozliczać z każdej sekundy. W swoich produkcjach staram się korzystać z pewnych źródeł, czyli kupujesz sobie paczkę sampli i pracujesz na tym. Wiadomo, że im wyższy się stajesz, tym większa szansa na wtopę, więc nie ryzykuję. Miałem taki przykład z utworem Marvina Gaya, ale ciężko było to komuś zgłosić. Pozostała jedynie droga przez właścicieli jego utworów, a to są już gigantyczne stawki – przyznaje. Tego typu sytuacje rozgrywane są dwutorowo: albo umawiasz się, przykładowo 20% z przyszłych zysków, odprowadzanych z twojego utworu w którym pojawi się rzeczony sampel lub – co jest bardziej popularne, uiszcza się kwotę z góry. Problem w tym, że to „z góry” jest na tyle wysoko, że firma Klaves nie jest w stanie tego uwzględnić w swoim budżecie.

Rodzinna kolekcja nie jest dziełem przypadku: Mama Mikołaja jest muzykologiem, uczy gry na flecie poprzecznym i fortepianie, ale synowi lekcji nie udzielała. – Stwierdziliśmy, że lepszym rozwiązaniem będzie pobierać naukę u innego nauczyciela, którą okazała się sąsiadka mieszkająca dwa piętra niżej. Miałem siedem lat jak zaczynałem i w wieku 11 lat oznajmiłem, że nie mam już czasu na fortepian, że za dużo mnie to kosztuje i już nie chcę. Dziś uważam to za jedną z gorszych decyzji w moim życiu, bo teraz mógłbym dużo więcej zrobić. A tak moja znajomość gry ogranicza się do nut i akordów, a jak ktoś postawi przede mną partyturę to koniec. Żałuję, że tak postąpiłem.

Dużo bardziej fascynującym światem okazała się być muzyka elektroniczna, którą poznawał przez koncerty i festiwale. Przeszła mu przez głowę myśl, czy by nie zostać krytykiem muzycznym, ale po napisaniu recenzji Actress dał sobie z tym spokój. Przełomem okazała się postać i muzyka Nicholasa Jaara: – Jak przeczytałem, że on jest tylko o rok ode mnie starszy, a już robi taką świetną muzykę, to pomyślałem, że nie ma na co czekać. Ściągnąłem program i wsiąknąłem to – wspomina. Wtedy zainwestował w pierwszy instrument: – Najpierw kupiłem klawiaturę firmy Korg, najprostszy sprzęt na rynku, trzy oktawy, taki kompaktowy sprzęt. W pierwszych setach dogrywałem klawisze na żywo, ale stwierdziłem, że dopóki nie będzie to spektakularne, to nie ma sensu tego ze sobą wozić. Teraz trochę się na niego kurzy, ale na początku, kiedy zaczynałem z Abletonem, to mocno go eksploatowałem – tłumaczy. Chwilę później dokupił Launch Pad, czyli taką tablicę z przyciskami, do których możemy przypisać dźwięki i obsługiwać je analogowo, zamiast klikać myszką na komputerze – taki folder pomysłów. Niemniej przydatnym narzędziem jest Akai MPD – mieszanka suwaków i pokręteł, które z surowego dźwięku zrobią wam kaloryczny bas, jeśli tylko chcecie. Jest też Traktor, czyli zewnętrzna karta dźwiękowa: – Wiadomo jaki sprzęt zintegrowany mają komputery, więc zainwestowałem. Jak grałem DJ sety to za pomocą tej karty łączyłem gramofon z komputerem i nie musiałem mieć fizycznie płyty winylowej, bo wystarczał kod czasowy i mp3.

 

111

fot. arch. prywatne

 

Oto cały sprzęt na którym pracuje Klaves, a i to można zastąpić komputerem i myszką, więc zaplecze nie jest kluczem do sukcesu. Rzecz w tym, żeby choćby na niepozornym laptopie zmajstrować takie cudo, które ściągnie na nas uwagę Oka Saurona, czyli w wypadku Gramowskiego poważnych ludzi z Londynu, którzy zaproponowali mu oficjalny remiks dla Jessie Ware: – Miałem to szczęście i przyjemność wydać materiał pod koniec ubiegłego roku w labelu PMR [wydawca nie tylko Jessie Ware, ale i Disclosure oraz Julio Bashmore’a – przyp. autora]. Znalezienie się w takim gronie jest ogromną nobilitacją i dzięki temu mogłem rozwinąć skrzydła na rynku brytyjskim – przypomina. Okazuje się, że Ware w wersji Klavesa już czeka na wydanie: – Remiks skończyłem przeszło pół roku temu, ale w PMR wszystko ma swój porządek. Oni dbają o to, żeby temat danego artysty powracał co jakiś czas. Utwór wyjdzie w ciągu najbliższych dwóch-trzech tygodni i prawdopodobnie będzie do pobrania za darmo.

Zobacz też inne wydarzenia

12.04.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, VOO VOO18.05.2015, Warszawa, Klub Pardon, To Tu, Glissando #26 Soundscape Spotkanie + Kocert Duy Geborg22.05.2015, WARSZAWA, KLUB NOWA JEROZOLIMA, DEEPStrict – Format:B