LAIF » IKONA: Szkocka, papierosy i Sibylle Baier

IKONA: Szkocka, papierosy i Sibylle Baier

Leżałyśmy pod pierzyną, w pokoju pensjonatu na pustkowiu, w środku naszego road trip po Islandii. Piłyśmy szkocką i paliłyśmy papierosy. Siąpił deszcz, w polu mokła owca. Puszczałyśmy na zmianę kawałki i kiedy Simone powiedziała „teraz ja, teraz ja”, w pokoju rozległ się melancholijny, otulający kobiecy wokal, z akompaniamentem akustycznej gitary: „Tonight, when I came home from work…”

Do pokoju weszła nieznajoma – Sibylle Baier.

Sibylle Baier napisała swoją pierwszą piosenkę w 1970 r., po powrocie z podróży samochodem ze swoją przyjaciółką, Claudine. Dwudziestoparoletnie dziewczyny wyruszyły ze Stuttgartu, przez Alpy do Genewy. Wyjazd miał być antidotum na smutki Sibylle i zaowocował utworem Remember The Day. W ciągu następnych trzech lat Sibylle nagrała w domu, na magnetofonie szpulowym kolejne piosenki. Jej nazwisko mogłoby być dziś równie znane, co Leonarda Cohena, czy Joni Mitchell, gdyby młoda Baier podążyła dalej tą ścieżką. I nie schowała nagrań do szuflady.

 

Portret Sibylle Baier

Portret Sibylle Baier

W latach 70. Sibylle Baier obracała się w kręgach młodej, niemieckiej bohemy. Jednym z jej przyjaciół był Wim Wenders, wówczas początkujący reżyser, po szkole filmowej w Monachium. W 1974 r. do kin trafił jego film drogi, Alicja w miastach, w którym Sibylle zagrała epizodyczną rolę. Podczas sceny na promie Sibylle nuci piosenkę Softly, co zostaje sfilmowane przez głównego bohatera. Kilka utworów Baier towarzyszy parę lat później obrazowi innego niemieckiego reżysera, Jochena Richtera, Umarumngen und Anderen Sachen. Sibylle nie podejmuje jednak kolejnych artystycznych kroków, nie decyduje się na karierę aktorską ani muzyczną. Zrywając ze środowiskiem, wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, gdzie poświęca się rodzinie i prowadzeniu domu.

Około 30 lat później wyciąga piosenki Sybille na światło dzienne jej syn, Robby. Być może słuchał kolejnych nagrań, jednego po drugim, po raz pierwszy w życiu. Wcześniej już słyszał mamę śpiewającą kołysanki, nucącą podczas domowych zajęć, i zauważył, że ma przyjemny, ciekawy głos. Teraz jako dorosły mężczyzna, sam zajmujący się muzyką, myśli: „to jest cholernie dobre”, składa piosenki w kompilację i najpierw obdarowuje nią członków rodziny. Następnie pokazuje materiał gitarzyście zespołu Dinosaur Jr, a ten podaje go dalej, właścicielom niszowej wytwórni Orange Twin. W 2006 r. wychodzi płyta Colour Green, na którą trafia 14 piosenek.

Okładka płyty Sibylle Baier "Colour Green"

Okładka płyty Sibylle Baier „Colour Green”

 

Nastrojowe utwory Sibylle porównywane są do muzyki gwiazd folku lat 60. i 70., ale również takich artystów jak Vashti Buynyan, której talent, podobnie jak Baier, został doceniony dopiero po 30 latach od wydania pierwszej płyty. Sibylle ma nie tylko świetny głos, również jej akcent jest zaskakująco dobry – teksty wszystkich piosenek napisała w języku angielskim. Domowe nagrania, naturalne, niewymuszone, przez lata niewydane, budują intymny klimat. Baier oscyluje między pełną smutku i nostalgii poezją śpiewaną, a piosenkami bardziej beztroskimi, skupiającymi się na codziennych, błahych sprawach, jak np. smarowanie chleba masłem. Jedną kompozycję Baier dedykuje Wendersowi – śpiewa przewrotnie: „Do you know Wim? He likes the cities and i like him, do you know Wim? Oh just go, take an inner city train, play a game and maybe you will meet him, Wim”.

Portret Sibylle Baier

Portret Sibylle Baier

Historia Sibylle Baier pozornie przypomina historię „Sugar Mana”. Jednak Baier po wydaniu Colour Green nie zyskała takiej sławy jak Sixto Rodriguez – promocja płyty była nieporównywalnie mniejsza niż szum medialny jaki wywołał dokument Malika Bendjelloula. W 2008 r. Wenders namówił Baier na nagranie utworu do filmu Spotkanie w Palermo – tak został przedstawiona światu jej najbardziej aktualna kompozycja, Let us know. Dojrzalsza, doświadczona życiem Baier chowa się jednak za wizerunkiem młodej Sibylle. Nie udziela wywiadów, nie udostępnia aktualnych zdjęć ani informacji. Na jej oficjalnej stronie, którą prowadzi Robby Baier możemy znaleźć wyłącznie zdjęcia Sibylle z dni, w których powstawały utwory dostępne na Colour Green. Wzruszające słowa pisze Robby do jej fanów: „Sibylle prawdopodobnie nigdy nie zobaczy tej strony. Jest bardzo zakłopotana rozgłosem, który zyskała jej płyta. Mój ojciec opowiada jej o stronach i artykułach, które zostały jej poświęcone, i mimo że jest tym poruszona, woli aby wszystkie te dowody uznania przechodziły przez uszy i usta rodziny. Wydaje mi się, że internet przyprawia ją o zawroty głowy”.

Sibylle Baier nie koncertuje, nie ma również informacji, aby pracowała nad nowym materiałem. Robby zdradził w zeszłym roku, że przegląda jej dawne nagrania z myślą o drugiej płycie. Wielka skromność, problemy zdrowotne, sprawy z przeszłości – jaka by nie była przyczyna dzisiejszych wyborów Sibylle, sprawiają one, że historia artystki pozostaje owiana tajemnicą, a jej muzyka jest niszowym dobrem dla wrażliwych melomanów. Chyba, że ktoś nakręci o niej film. Hej, Wim?

 

 

Tekst: Dorota Groyecka

Zdjęcia, źródło: orangetwin.com

Zobacz też inne wydarzenia

20.08. 2015, Warszawa, Miłość, Mary Komasa 19.03.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, JULIA MARCELL I POLA RISE 25.04.2014, WARSZAWA, CAFE KULTURALNA, KRÓL