LAIF » WYWIAD: Trentemøller: „Techno jest nudne!” 



WYWIAD: Trentemøller: „Techno jest nudne!” 



Jesteś fanem techno, to zanim przeczytasz, napij się melisy. Nasz gość okazał się poskramiaczem berlińskiego techno i wcale się z tym nie kryje: – Jak się słucha tego w domu, to można umrzeć z nudów – stwierdził. Znacznie bliżej mu do klasyki: –Wzruszają mnie melodie Erika Satie. Podobno o gustach się nie dyskutuje? No to patrzcie. Oto Anders Trentemøller, jakiego nie znacie.



DSC_5746-Edit

Trentemøller; Zdjęcie: Alastair Philip Wiper

 

Co łączy Hamleta z naszym gościem? Dania i mroczna aura, bo i w garderobie czarno, i czarny makijaż, a nawet paznokcie czarne jak u Gahana. Tu też nie ma przypadku, bo Trentemøller w przeszłości remiksował Depeche Mode i stylistyka new romantic jest mu bliska. Godząc swoją fascynację latami 80., tworzy ciężką, mroczną elektronikę, nie stroniąc przy tym od kobiecych wokali. Tak narodził się w jego głowie pomysł na live band, z którym właśnie zakończył światowe tournée. Ostatnim przystankiem była Warszawa, gdzie zagrał na Free Form Festiwalu. W repertuarze znalazły się nagrania z jego ostatniej płyty „Lost”, do której we wrześniu dołączył epkę „Lost Reworks”, z nowymi utworami. Na płycie mogliśmy usłyszeć starych dobrych znajomych: Sune Wagnera z The Raveonettes  i Jonny’ego Pierce’a z grupy The Drums. Rock i elektronika przeplatają się w dyskografii naszego bohatera od początku. Jak pogodzić ze sobą te dwa światy?

 

Przemysław Bollin: W tworzeniu jesteś wzrokowcem czy wychodzisz od emocji?

Trentemøller: Najważniejsze jest serce, bo tam wszystko się zaczyna. Bez tego nie byłoby dźwięku, melodii, muzyki. Dopiero jak skończę, słucham i układam sobie wszystko w jakiś film, wyobrażenie o tym, co zrobiłem.

 

Opierasz tworzenie na życiu prywatnym czy wolisz obserwować?

Trentemøller: Moja muzyka jest wyrazem nie tyle tego, co czuję, ale jak czuję. Chodzi o moją emocjonalność, rodzaj temperamentu – można mnie przeczytać w tych piosenkach.

 

Na którym z albumów odsłaniasz najwięcej siebie?

Trentemøller: Na ostatnim.

 

A „Last Resort”? Brałem go za dość intymny.

Trentemøller: Debiut był zlepkiem inspiracji i obserwacji właśnie. Tam dość nieśmiało pokazywałem, kim jestem. Muzyka była tam bardzo różnorodna, bo słychać mocno klubowe wpływy, utwory śpiewane, a nawet indie rock. Jednak płaszczyzną do tworzenia muzyki jest dla mnie moje własne życie.

 

Odnośnie do wokalistek. Bardzo często wybierasz damskie głosy do swoich utworów. To kwestia wrażliwości czy potrzeba szukania kontrastu?

Trentemøller: Kobiece głosy są bardziej uniwersalne. Oczywiście mam też swoich ulubionych wokalistów: Nick Cave czy Dave Gahan z Depeche Mode. Ale to właśnie damski wokal dodaje mojej muzyce melancholii, której często potrzebuję. Z drugiej strony potrzebny jest ten kontrast, o którym mówisz, ja niczego nie zakładam na sztywno. Tworzę mroczną elektronikę i zapraszając do współpracy kobiety, chcę, żeby opowiedziały moją historię.

1374171466DSC_5851

Trentemøller; Zdjęcie: Alastair Philip Wiper

 

Pierwszy album „Last Resort” miał być albumem instrumentalnym. Stało się inaczej.

Trentemøller: Taki był pierwotny zamysł, ale czegoś tym utworom brakowało. Napisałem tekst do „Moan” i „Always Something Better”. Dopiero wtedy zabrzmiały prawdziwie.

 

Twój ostatni krążek „Lost” to taka mapa ciebie…

Trentemøller: Tak! Jeśli miałbym określić go jednym słowem, to byłaby to mapa. Bardzo dobra droga do zrozumienia tej muzyki, bo tutaj odważyłem się pokazać różne strony swojej osobowości.

 

Najbardziej zaskoczyłeś mnie „Constantinople”. Ile w tym emocji, zupełnie jakbyś tańczył do białego rana.

Trentemøller: (śmiech) Każdy potrzebuje się wyszaleć. Miałem już przeszło połowę materiału i doszedłem do wniosku, że jest za mrocznie. Z potrzeby chwili powstał ten kawałek.

 

Jak impreza, to na maksa?

Trentemøller: Pewnie po kilku ciężkich płytach można o mnie myśleć inaczej, ale ja jestem bardzo radosnym facetem.

 

Ale nie idziesz w house?

Trentemøller: Aż tak wesoły nie jestem. (śmiech)

 

Jednak szukasz czegoś w muzyce klubowej. Zamykający twój ostatni album „Hazed” jest tego najlepszym przykładem. Chodzisz jeszcze do klubów?

Trentemøller: Jeszcze dziesięć lat temu chodziłem bardzo często. Teraz słucham tego w domu, ale mówiąc szczerze, nie jestem wielkim fanem tej muzyki.

 

Czego jej brakuje?

Trentemøller: Melodii! To wszystko jest takie słabe, że nadaje się tylko na parkiet do dyskoteki. Przepraszam, ale ja szukam czegoś więcej w muzyce, niż zwykłego skakania do tępego bitu.

 

Imprezowałem kiedyś na domówce ze studentami akademii muzycznej. Napinali się strasznie, jak usłyszeli, co robi Sven Väth i Kompakt Records. Dla nich jak nie ma melodii, to nie ma muzyki.

Trentemøller: To, co robi Sven Väth, może robić każdy. Techno jest po prostu nudne. Jasne, że jak jest głośno, kiedy ludzie są pijani czy naćpani, to wszystko gra. Jest energia, jest zabawa. Ale jakbyś wziął tę muzykę na jakąś wyspę, to z nudów byś umarł. Sorry, ale Sven Väth mnie nie wzrusza.

 

A przy klasyce płaczesz?

Trentemøller: Najczęściej przy Eriku Satie! Był fenomenalnym pianistą, który tworzył piękne, ale proste melodie. Jego „Gymnopédie No.1” do dziś jest bardzo popularnym utworem.

 

Elektronika coraz częściej inspiruje się klasyką.

Trentemøller: Ja również, ale nie jestem wykształcony w tym kierunku, więc nie potrafię zagrać wszystkiego. Staram się wziąć z klasyki tyle, ile potrafię.

 

Ludzie szaleli na twoim koncercie. Wracaj do nas szybko.

Trentemøller: W Polsce zawsze gra się świetnie. Jesteście świetną publicznością.

 

Tekst: Przemysław Bollin



Zdjęcia: Alastair Philip Wiper, Źródło: hfn-music.com

Zobacz też inne wydarzenia

22.05.2015, WARSZAWA, KLUB NOWA JEROZOLIMA, DEEPStrict – Format:B 24-26.07.2015, PŁOCK, AUDIORIVER FESTIVAL 20.03.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, CLARK – BEFORE FESTIWAL TAURON NOWA MUZYKA 2015