LAIF » WYWIAD: Agnes Obel, zrobiona ze szkła

WYWIAD: Agnes Obel, zrobiona ze szkła

 

Fantastyczny koncert Agnes Obel w radiowym studio im. Agnieszki Osieckiej był tylko przedsmakiem zmian, jakie niesie za sobą nowy album Dunki – Citizen Of Glass. Korzystając z okazji, porozmawiałem z nią na temat nowych inspiracji, tematów, które porusza jej muzyka i sekretów, których nie zdradza nawet swojej publiczności.
 

albumannounce_alex-bruel-flagstad-kopia

Agnes Obel, fot. Axel Bruel, fot. mat. prasowe


 

Rozmawiał: Kajetan Łukomski (Avtomat)
 
LAIF: Zauważyłem, że wczoraj, podczas koncertu w studio im. Agnieszki Osieckiej, wszystkie byłyście ubrane na czarno. To przypadek, czy świadomy ukłon w stronę Polek walczących o swoje prawa w ramach Czarnego Protestu?

 
Agnes Obel: To kompletny przypadek! Promując nowy album, Citizen Of Glass, próbuję namówić dziewczyny, z którymi gram do zrezygnowania z czerni na rzecz czegoś bardziej pasującego do tematu – bieli, czegoś przezroczystego. Okazuje się, że nie jest to takie łatwe (śmiech). Wcześniej tylko czytałam o problemach Polek z rządzącą partią, teraz żałuję, bo z racji swoich poglądów bardzo chętnie świadomie wsparłabym tę akcję.
 
Nic straconego, mam dla Ciebie naklejkę Czarnego Protestu, teraz możesz się do nas dołączyć.
 
Dziękuję! Będę ją nosiła dumnie na płaszczu. Nie wierzę, że w dzisiejszych czasach nadal dzieją się takie rzeczy, że idziemy w tył, a nie do przodu. Tak się składa, że cały mój skład koncertowy jest żeński, więc rozmawiałyśmy wcześniej o tym, jak wspaniale, że polskie kobiety potrafią walczyć o swoje prawa.
 
Twoja muzyka rzadko podejmowała tematy polityczne, ale Twój nowy materiał wydaje się być skoncentrowany wokół tematu szkła, przezroczystości, wszechobecnej transparentności. Mówisz na nim o inwigilacji, coraz większej otwartości ludzi na mediach społecznościowych? A może odnosi się to do Twojej pracy jako znanego muzyka?
 
Sama staram się nie być publiczną osobą, wręcz tego unikam, bardzo chronię swoją prywatność. Temat albumu podejmuje raczej temat procesu obnażania się przez moją muzykę i o tym, co decyduję się w niej opowiedzieć, a co pozostaje sekretem. Opowiadam na nim o własnych potyczkach w kontekście egzystencjalnym, przekazuję emocje, które mną zawładnęły. Wybór tego, co obnażę, a co przemilczę nie jest do końca świadomy. Kiedy zaczęłam wydawać swoją solową muzykę, była ona oparta głównie na pianinie, wiele z tych melodii miałam w głowie i grałam od dzieciństwa. To, w przeciwieństwie do projektów zespołowych, było coś kompletnie mojego, taki mały prywatny pokój w mojej głowie. Myślę, że to doświadczenie wydobyło ze mnie coś, czego nie pokazuję nikomu, nawet najbliższym osobom. Kiedy wydałam Philharmonics, nagle poczułam się bardzo obnażona emocjonalnie. Myślę, że dlatego temat nowej płyty tak mocno do mnie przemawia – dobrze znam uczucie bycia zrobioną ze szkła, odsłoniętą i tak delikatną, że w każdej chwili mogę rozpaść się na kawałki.
 
Czyli słuchając nowego albumu dzięki Twojemu ekstrawertyzmowi, odbywamy z Tobą introwertyczną podróż?
 
Dokładnie! Oczywiście pisząc go, miałam nadzieję, że przemówi to do innych ludzi, którzy przeżywają coś podobnego. Zaczęłam zauważać jak w naszym codziennym życiu ideałem, do którego się dąży, stało się odsłanianie wszystkiego, co dotyczy naszego życia. Używanie siebie jako materiału – co nie jest mi obce. Tym bardziej zaskoczyłam siebie samą, pisząc muzykę w tym moim sekretnym pokoju. W końcu sekret, kiedy się go zdradzi, przestaje być sekretem, nie możesz go już z powrotem schować w sobie, schować do kieszeni. Stąd bierze się ta wyjątkowa wartość tej tajemnicy. To prawie jak granica między życiem a śmiercią, droga w jedną stronę. Pstryk! Dlatego ujawnianie tak wiele na swój temat w muzyce jest dla mnie takim paradoksem i kontrastuje z moją naturą.
 
Niektóre z nagrań na nowej płycie są utrzymane w zdecydowanie mroczniejszym tonie niż Twoje poprzednie dokonania – czy to właśnie odbicie Twoich wewnętrznych sekretów?
 
Kiedy pisałam i nagrywałam Citizen Of Glass to czułam, że nie jest to czas na piękny, zwiewny album zagrany na pianinie. Czuję coś złego wiszącego w powietrzu, nawet w wywiadach pytania stały się zdecydowanie bardziej związane z realiami politycznymi i społecznymi (znaczące spojrzenie i śmiech). Nigdy wcześniej na przykład nie pytano mnie o feminizm, a teraz gdziekolwiek nie pojadę, to ten temat wypływa. Żyjemy w dosyć przerażających czasach i chcąc nie chcąc to odbija się na mojej muzyce. W Niemczech czuć to szczególnie mocno, nigdy nie myślałam, że dożyję ruchów ksenofobicznych w Berlinie. Z drugiej strony mam dużo wiary w młodych ludzi i nadziei na to, że będą w stanie zapobiec najgorszemu.
 
Przejdźmy do mniej pesymistycznych tematów. Pochodzisz z bardzo muzykalnej rodziny. Czy zawsze wiedziałaś, że chcesz zostać muzykiem? A może miałaś jakiś inny plan na karierę?
 
Moi rodzice byli zawsze bardzo mocno zainteresowani muzyką, ale od kiedy pamiętam żadne z nich nie zajmowało się nią zawodowo. Mój tata grał profesjonalnie, zanim się urodziłam, więc tego nie doświadczyłam. Doświadczyłam za to jego intensywnej miłości do muzyki i smutku, że nie może już się jej poświęcić w całości. Jako dziecko nie rozumiałam tego poczucia straty, nie wiedziałam czemu kupuje wszystkie te niesamowite instrumenty. Zrozumiałam go, dopiero gdy w moim własnym życiu nadeszły czasy, kiedy nie mogłam zajmować się muzyką i nie były to dla mnie najlepsze chwile. Nigdy nie miałam ustalonego planu, co chcę robić w życiu, więc wybór kariery muzyka nie był dla mnie oczywistością, ale pamiętam moment przełomowy. Kiedy miałam jedenaście, może dwanaście lat, uczyłam się grać na pianinie utworu Debussy’ego, ale miałam notoryczne problemy z czytaniem z nut. Mój nauczyciel był bardzo mądry, więc zrozumiał, że jestem słuchowcem i polecił mi kupić sobie płytę CD z tym nagraniem – tak to były jeszcze czasy płyt CD (śmiech). Mieszkaliśmy wtedy w bardzo jasnym, funkcjonalistycznym, duńskim domu, który miał długi, kamienny korytarz. Usiadłam tam ze swoim małym odtwarzaczem i wsłuchałam się w ten utwór, otwarty nagle i powiększony pogłosem tego pomieszczenia. Poczułam się, jakbym przeżywała jakąś niesamowitą podróż. Od tego momentu wiedziałam, że w muzyce jest coś, co przenosi mnie w miejsca, gdzie chcę się przenieść. Naprawdę mocne gówno (śmiech)!
 
Czy to właśnie miłość Twojego ojca do ciekawych instrumentów sprawiła, że na Citizen Of Glass pojawiają się nowe środki wyrazu, takie jak trautonium, czelesta czy klawesyn?

 
Myślę, że częściowo tak, ale tak naprawdę wracamy znowu do tematu albumu. Chciałam, że dźwięki na nim zawarte odzwierciedlały szklany, chłodniejszy klimat. Kocham pianino, ale to instrument o bardzo uspokajającym brzmieniu, a ja w dodatku mam tendencję do grania na nim w podobny sposób, mało agresywnie. Kupiłam czelestę, bo jej dźwięk przypominał mi właśnie uderzanie o szkło, był wyższy, bardziej delikatny i zimniejszy. Użyłam też klawiszy Rhodes, klawesynu, kupiłam niesamowity syntezator z lat 20., trautonium. Z perspektywy czasu myślę, że mój znajomy, który zna się na syntezatorach jak nikt inny, namówił mnie do użycia go na albumie, bo chciał, żebym go kupiła do studio (śmiech). Nie musiał mnie długo namawiać – trautonium raz brzmi jak sekcja smyczkowa, innym razem jak obój albo bardzo niskie instrumenty dęte, czasami ciepło, a czasami metalicznie. Zakochałam się w tych możliwościach, a jego dźwięk idealnie pasował do mojej wizji nowego albumu.
 
agnes-obel_citizen-of-glass_laif
 
W kwestii interpretacji wokalnej też pozwoliłaś sobie tym razem na eksperymenty – Twoje partie są bardzo zróżnicowane i trudne do wykonania. Mam wrażenie, że używasz głosu trochę jak kolejnego instrumentu – to dobry trop?
 
Chyba tak, zresztą długo śpiewałam w chórze, gdzie właśnie tak traktuje się pojedyncze głosy. Jednocześnie nagrywanie wokalu przychodzi mi bardzo organicznie, najczęściej pierwsze nagranie, zupełnie nieprzemyślane i wykonane bez przygotowania pozostaje tym najlepszym. Często śpiewam nie te słowa, które powinnam, zmieniam melodię. Trochę gonię za tą organiczną lekkością, bo zawsze śpiewa się najlepiej, kiedy jest się mniej świadomym swojego głosu. Jeśli wszystko jest przemyślane i dopięte na ostatni guzik, to nigdy nie brzmi dobrze, nie wiem czemu. Dużo eksperymentuję z interpretacją i oddechem, transponuję wokal, staram się też zintegrować go dobrze z muzyką. Staram się łamać zasady, które zwykle inżynierzy dźwięku narzucają sobie z powodu środowiska, w jakim pracują.
 
Czyli tekst piszesz dopiero po ustaleniu melodii?
 
Tak, często. Zwykle wystarczy jedna fraza lub zdanie, które skojarzy mi się z daną melodią, wokół którego buduję cały temat tekstu. Mam bardzo dźwiękowo ukierunkowaną wyobraźnię, więc muszę coś usłyszeć, zanim zacznę nad tym pracować.

 

Większością zadań związanych z nagraniem i produkcją swojej muzyki zajmujesz się sama – czy tęsknisz czasem do pracy w zespole?
 
Muszę powiedzieć, że nie (śmiech). Praca w zespole to ciągłe kłótnie, balansowanie na emocjonalnej linie. Nie mówiąc o tym, że w zespole nigdy nie zrobiliśmy nic, co by mi się tak naprawdę bardzo podobało. Nie żałuję tego okresu w mojej karierze, bo wtedy nauczyłam się dużo na temat procesu nagrywania i poznałam przyjaciół, z którymi mam świetny kontakt do dziś. Czasami tęsknię właśnie za tym, za społecznym aspektem grania w zespole, ale kiedy ruszam w trasę jest mi to wynagrodzone. Teraz muszę robić wszystko sama, nie mogę delegować obowiązków czy elementów pracy, w których nie czuję się zbyt pewnie, ale cieszę się, że nie muszę nikomu tłumaczyć swoich pomysłów, których często nie da się ubrać w słowa. Mogę zaufać swojej intuicji, a procesy komponowania, nagrywania, produkcji i miksu mogą przechodzić w siebie płynnie, co polepsza klarowność wizji. Nie muszę z nikim dyskutować i polegać na tej głupiej frazie po prostu mi się to podoba. Wypowiedziane brzmi to nudno i arogancko, a przecież to uczucie jest tak wielokolorowe i głębokie.
 

 
Agnes Obel wystąpi 11 listopada w gdańskim Starym Maneżu i 12 listopada w warszawskiej Stodole.

Zobacz też inne wydarzenia

22.03.2015, WARSZAWA, STODOŁA, NATALIA PRZYBYSZ 18.06.2015, WARSZAWA, Pardon, To Tu, Jozef van Wissem 17.08.2015, Warszawa, Plac Defilad, Shamir