LAIF » WYWIAD: Algiers

WYWIAD: Algiers

– Czarne Pantery znacząco wpłynęły na naszą muzykę – mówi w rozmowie z LAIF Franklin James Fisher. Jak niedaleko od polityki leży Algiers i dlaczego nie zamierza zarabiać na swoich piosenkach? – Muzyka nie jest od tego, że robić na niej kasę – tłumaczy. Poznajcie idealistę, za którym mogą pójść tłumy, i to nie tylko na koncercie.

Tekst: Przemek Bollin

Zdjęcia: Alex de Mora/ mat. prasowe, Matador Records/ mat. prasowe

 

_images_uploads_gallery_algiers-hires-4495

_images_uploads_gallery_algiers-hires-4298

 

Przemek Bollin: Czujesz się wolny?

Franklin James Fisher: To bardzo ważna część mnie. Jestem wolny na scenie, z tymi wszystkimi ludźmi, którzy dają mi zbroję, przydatną na co dzień.

W życiu ważne jest, by budować idee, które mogą nas unieść nad ziemię. Te rzeczy powinny być częścią czegoś większego, co zrobisz samodzielnie – ze mną tak było. To jest dla mnie wolność.

 

Spędziłem z Waszą płytą wiele godzin i za każdym razie odnosiłem wrażenie, że jesteście Czarnymi Panterami sceny.

Coś w tym jest.

 

Nie wszyscy wiedzą, że Czarny Pantery – które odegrały niebagatelną rolę w latach 60., wznowiły działalność w 2004 roku. Śledzisz ich poczynania? Co teraz postulują?

Nie mieszkałem w Georgii przez ostatnich dziesięć lat, więc nie byłem na bieżąco, ale jestem im wdzięczy, za to co zrobili i jak wpłynęli na politykę wewnętrzną Stanów Zjednoczonych. Bardzo mocno się nimi inspirujemy.

 

Jesteś na scenie wojownikiem? Walczysz w konkretnej sprawie?

Możesz doprecyzować?

 

Żyjemy w czasach, w kiedy zabić może nie tylko broń, ale i słowo. Ty śpiewasz tak, jakbyś strzelał z bazooki.

[Śmiech]. Wiele piosenek, które napisaliśmy na ten album pochodzi z naszych doświadczeń. Zarówno własnych, jak i napotkanych. Dzięki temu nasza muzyka stała się platformą do wyrażania naszego sprzeciwu na to. Zdecydowanie to jest powód, dlaczego tak śpiewam i cieszę się, że w taki sposób to zestawiłeś. Dzieje się tak, bo nasze emocje po prostu przez nas przepływają, nie hamujemy tego.

 

Jaki masz cel w tworzeniu muzyki? Dlaczego to robisz, w tak polityczny sposób?

Ja sobie tego nie wybrałem, to muzyka wybrała mnie. Jeśli kiedykolwiek czułeś się mocny w jakiejś jednej dziedzinie, to czymś naturalnym jest, że chcesz to rozwijać.

Łapię o co Ci chodzi w tym pytaniu. To jest tak, że gdy znajdziesz właściwe środki do wyrażania swoich poglądów, to wracasz na platformę – i to nie tylko w znaczeniu politycznym, bo muzyka jest moją największą miłością.

 

źródło: facebook

 

Mówisz: „muzyka mnie wybrała”. Kiedy?

Od kiedy pamiętam. Zawsze to były dla mnie rzeczy magiczne, które wznosiły mnie na inny poziom.

Pewnego razu jechałem samochodem z moją rodziną – miałem może cztery lata i wtem usłyszałem „Thriller” Micheala Jacksona, to jego [prezentuje falset – przyp. autora]. Od tamtej pory chciałem już tylko słuchać muzyki.
Jechałem dziś autem na zakupy i słuchałem albumu „Songs About Girls” will.i.ama – w 80% śpiewa tam o kasie, o tym co kupił i jak bardzo go to jara. Czarnoskórzy artyści, wychowani w biedzie i dyskryminowani na tle rasowym – jak już się dorobią dużych pieniędzy, to do znudzenia nawijają o tym, gdzie to oni zakupów nie robią, albo traktują sztukę jako formę sprzeciwu, ale wtedy nie zarabiają prawie nic.

Absolutnie! To prawda, ale ten problem nie dotyka jedynie sceny czarnych. Jeśli prześledzisz artystów muzyki współczesnej, to zobaczysz, że zdecydowana większość ludzi śpiewa o materializmie, kapitalizmie i nie obchodzi ich nic innego. Ludzie szukający czegoś więcej, są w mniejszości – również artyści, co ma podłoże polityczne. Jest to silnie związane z tym, co my robimy i wobec czego wyrażamy sprzeciw.

 

Wiesz, że z twoim potencjałem wokalnym i charyzmą, mógłbyś robić bajeczne pieniądze w świecie popu? Ty jednak wybrałeś scenę alternatywną, która nie śmierdzi groszem.

Zdziwiłbym się, gdyby ktokolwiek to zrozumiał [śmiech]. Pracuję po to – i wierzę w to, że muzyka nie jest od tego, żeby dawać kasę.

 

_images_uploads_gallery_algiers-hires-3225

_images_uploads_gallery_ALG_7184

 

Kilka miesięcy temu widziałem film „Selma”, a kilka tygodni temu mieliśmy w Polsce wybory prezydenckie – głosował co drugi Polak. Jak pomyślę, że w 1965 roku w Alabamie ludzie umierali za to prawo, to krew człowieka zalewa. Jak to wygląda w Stanach dzisiaj?

W Ameryce ludzie głosujący wciąż uważają, że wybory nie są w stanie zmienić pewnych zachowań. Myślą: „niech sobie czarni głosują i tak nic im to nie da”. Demokracja, to nie jest system, który byłby w stanie powiedzieć ludziom jak głosować, żeby coś się zmieniło.

Kiedyś ludzie umierali za prawo do głosowania – masz rację, ale do dziś panuje przekonanie, że prawo nie wpływa na obywatela. Jeśli spojrzysz na ostatnie lata w Stanach i kondycję demokracji, pamiętając o wydarzeniach w Selmie i ich postulatach, że zmiana prawa wyborczego zmieni Amerykę – była prawdą. To się stało – mamy czarnoskórego Prezydenta. Z pewnością odnotowałeś fakt, że od tego czasu zauważalnie zwiększyła się agresja w stosunku do ludzi czarnych. Biali strzelają do czarnych na ulicy! Podział rasowy oddziałuje na relacje sąsiedzkie, szkolne – to się dzieje! Nie wydaje mi się, żeby głosowanie w pojedynkę mogło cokolwiek zmienić. Tu potrzeba działania w większej grupie. Tylko tak możemy coś zmienić.

 

Przeciwko czemu opowiada się Algiers?

Jeśli ktoś wychodzi z założenia, że w życiu trzeba być Championem i przeć jak najwyżej, to mówimy głośne, stanowcze: „nie!”. Zdecydowanie ważniejsze jest bycie człowiekiem i nasi słuchacze znajdą u nas na to przykłady.

 

Jednym z nich jest „But She Was Not Flying”.

Napisałem go po śmierci mojej przyjaciółki, która zmarła w 2008 roku, w wyniku napaści. Nikt nigdy nie uświadomił sobie, że to była śmierć w wyniku niesprawiedliwości. Połączyłem go z klasyczną, gospelową pieśnią, która w oryginale mówi, żebyśmy byli spokojni; że wszystko się ułoży. Dodałem jej tego, czemu nie miała, czyli osobistego stosunku do sytuacji, jaka spotkała bliską mi osobę.

To idealny przykład na to, jak można wykorzystać muzykę i krzyk duszy do wystąpienia przeciw wymiarowi sprawiedliwości, który nic w tej sprawie nie mógł zrobić – tak jak z wieloma innymi rzeczami. [Po opowiedzeniu tej historii brzmiał jakby to było wczoraj – przyp. autora].

 

Zobacz też inne wydarzenia

28.03.2015, WARSZAWA, PALLADIUM, FISZ EMADE TWORZYWO MAMUT08.05.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, HVOB25.04.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, MOUSE ON MARS + ZAMILSKA