LAIF » WYWIAD: „Co dasz, to dostaniesz z powrotem” – rozmowa z KALINĄ

WYWIAD: „Co dasz, to dostaniesz z powrotem” – rozmowa z KALINĄ

Codzienność, poetyckość, romantyzm, przebojowość, melancholia, optymizm – wszystko to znaleźć można na debiutanckiej płycie KALINY, aktorki, wokalistki, instrumentalistki, autorki tekstów i improwizatorki. O potrzebie autentyczności, miłości do poezji i miejscach, które pobudzają do tworzenia, rozmawia z artystką Monika Pisarczyk.

Monika Pisarczyk: Od wielu lat czynnie uprawiasz aktorstwo – zawód polegający na kreowaniu pewnych postaci, wchodzeniu w cudze życie. Natomiast Twoja debiutancka płyta „Czyste szumienie” porusza autentycznością. To bardzo odważne wyjście z roli i pokazanie w końcu całej siebie.

KALINA: Możliwe, może tak być, że to odwaga. Nie jestem jednak co do tego przekonana, ponieważ odwaga chodzi za rękę z lękiem, a ja lęku raczej nie odczuwałam – bardziej ekscytację i ciekawość. Zawód aktorki polega na szukaniu siebie, swojej naturalności w napisanych wcześniej opowieściach, w rolach, po to by były one autentyczne. Ja zawsze czułam potrzebę odwrócenia tego procesu i zrobienia czegoś swojego, ale nie wiwisekcji, monodramu, performansu, tylko czegoś bardziej dla ludzi aniżeli dla mnie samej. Szukałam oczywiście sposobu tej ekspresji. Taką przestrzenią okazała się dla mnie muzyka w połączeniu z tekstem. Zaczęłam pisać piosenki zapalane przez przeżycia, które chciałam jakoś nazwać i zamknąć. Szczerze, intuicyjnie, z myślą o ludziach takich jak ja- nadwrażliwcach, dla których nic nie jest jednoznaczne, a każde wydarzenie czy uczucie ma wiele przyczyn i wiele słodkich dróg, którymi może podążyć.

Tworząc „Czyste szumienie”, chciałam dać sobie jako twórcy oraz słuchaczom kontakt z czymś zupełnie niewydumanym, ale stworzonym z potrzeby serca i duszy. Chciałam zdobyć się na taką szczerość, która pozwoli odbiorcy na identyfikację z moimi przeżyciami i w ten sposób stanie się dla niego kojąca. Dlatego też mój pseudonimem to tak naprawdę nie jest pseudonim tylko to moje imię – po prostu KALINA, bez nazwiska, bo po co? Jestem KALINA. Album traktuję też jako coś odrębnego od mojej działalności aktorskiej. Tu nie ma miejsca na kreację ani jakąś formę- śpiewam swoje utwory, do własnej muzyki.

MP: Wielokrotnie wspominałaś, że komponowanie niektórych utworów na płycie, na przykład „Nawet jeśli”, bardzo wyczerpywało Cię emocjonalnie. Tymczasem ogólna atmosfera „Czystego szumienia” jest raczej optymistyczna.

KALINA: To wynika z mojego podejścia do życia. Wszystkie emocje są komplementarne. Nie ma czegoś takiego jak sam smutek. Istnieje on, bo jest radość. Dalszym etapem bólu emocjonalnego, jest uwolnienie, a więc rozluźnienie i puszczenie. Nie można puścić, gdy się najpierw nie zacisnęło. Smutek jest też awersem radości. Robin Williams grał wspaniałe role komediowe, bo z depresją był za pan brat. Mickiewicz nazwał to tak: „Kto nie dotknął ziemi ni razu, ten nigdy nie może być w niebie”. Moje najbardziej żywiołowe piosenki są właśnie tymi wyrastającymi z mroku, ale przenigdy nie dałabym Słuchaczowi tej czerni. To jest jak rozdawanie złej energii i byłoby to sprzeczne z moją naturą. Z szacunku do mojego Odbiorcy i do świata, daję mu rzeczy już przepracowane, przeżyte, po to, by niosły Go wyżej. Skupianie się na tej pierwotnej, „larwalnej” formie emocji, czyli na jej smutnej genezie, byłoby bardzo niszczące również dla mnie, bo przecież ja te piosenki teraz śpiewam na koncertach. Wolę więc śpiewać „pokój”, „miłość”, „przebaczenie”.

MP: Mówisz o szczerej, prawdziwej KALINIE i rzeczywiście, tę autentyczność słychać na płycie. Jednak postaci, którą jesteś w swoich utworach towarzyszy pewien nieokreślony pierwiastek magiczności.

KALINA: To nie jest postać. To jestem ja, naprawdę! Jestem bardzo naiwna i na przykład nadal wierzę w św. Mikołaja. Teraz już inaczej niż kiedyś, ale możesz mi wierzyć lub nie, ale ja go naprawdę widziałam. Prezent był od mamy, ale wręczył mi go Mikołaj, który sfrunął na moich oczach z nieba. Nikt mi w to nie wierzy, ale ja nie zdradzam swoich dziecięcych doświadczeń i je pielęgnuję. Może stąd ta magia, którą słychać na płycie. Ta wielogłosowość i oniryczny nastrój to jestem ja i bardzo długo pracowaliśmy z producentem właśnie nad tym, aby się tego nie bać i odlecieć.

MP: Jeśli chodzi o Twoje teksty, to z jednej strony są to historie o codzienności, z drugiej, opowiedziane są one w bardzo poetycki sposób.

KALINA: Bardzo się cieszę, że tak mówisz. Poezja jest dla mnie bardzo ważna. Towarzyszyła mi od najmłodszych lat i zawsze bardzo mnie inspirowała. Szczególną miłością darzę Mirona Białoszewskiego, zarówno jego wiersze, jak i prozę. Teraz myślę, że jego twórczość jest po prostu bardzo muzyczna, jazzująca – w przeciwieństwie do innych poetów polskich z tamtego okresu, u których strofy i słowa brały się bardziej z głowy i były bardziej intelektualne, aniżeli artystowskie. Miron opowiadał świat słowami, które tworzyły rytm i wwiercały się w głowę na jakimś innym poziomie. To jest bardzo moje, choć ja używam muzyki dosłownie, a słowa, które piszę są raczej tymi ze słownika. Ale to na razie… Mam nadzieję, że i z tego się wyzwolę pewnego dnia.

MP: W jaki sposób powstają Twoje teksty?

KALINA: Powstają pod wpływem impulsu i głębokiej potrzeby wewnętrznej. Jest to proces trudny do opisania. Może zdarzyć się tak, że gdzieś idę i nagle przychodzi do mnie piosenka. Wtedy od razu nagrywam ją na dyktafon, bo zawsze pojawia się równocześnie muzyka i tekst, nigdy osobno. Czasem pojawiają się tylko strzępy, ale wracają jak bumerang i są na tyle natrętne, że trzeba usiąść do instrumentu i dokończyć całość. Są jednak takie utwory, które ujawniły się od razu całe, tak jak „Nawet Jeśli”, „Biuro Rzeczy Znalezionych”, „Dotykam Ziemi stopami” czy „Grille i Tukany”. Zupełnie nowym doświadczeniem było dla mnie napisanie piosenki „Za Marzenia” do czołówki serialu o tym samym tytule. Tu narzucony miałam z góry klimat, tytuł. Pisałam, myśląc konkretnie o potrzebach telewizji i serialu. Nie wiedziałam początkowo, jak podejść do takiego pisania, ale udało się. W zasadzie proces ten niczym się nie różnił- jedynie tym, że wenę trzeba było wywołać. Tu z pomocą przychodzi stres, trema. A ponieważ uwielbiam wyzwania, bardzo mnie to mobilizuje. Powstała w każdym razie piosenka bardzo przebojowa, która nadal jest moim głosem, a to mnie najbardziej cieszy, bo dla artysty zawsze bardzo trudnym zadaniem jest pozostać sobą w narzuconych ramach.

MP: A czy jest takie miejsce, które szczególnie napędza Cię do artystycznego działania?

KALINA: Jeśli chodzi o piosenki to, tak jak wspomniałam, przychodzą one do mnie w nieoczekiwanych momentach, na przykład, gdy jadę taksówką na spotkanie. Potem takim miejscem jest po prostu instrument, gdziekolwiek stoi. Jednak wymarzonym miejscem, w którym najlepiej słyszę siebie, jest moja działka nad Bugiem. Tam powstało wiele piosenek i zapadło wiele ważnych decyzji dotyczących płyty. Na przykład, gdy już zjechałam z trasy w las, przyszło „Czyste Szumienie”, czyli tytuł jednej z piosenek i całej płyty. W tym miejscu szczególnie często zdarzają mi się tego typu „strzały”, ponieważ jestem rozluźniona i nie ma zasięgu. Przyroda mnie kołysze. W tym roku zamierzam zabrać tam harfę i przeżyć z nią ekscytujący tydzień muzyczny.

MP: Od Twojego płytowego debiutu minęło już kilka miesięcy. Czy w Twojej głowie rodzą się już pomysły na nowe utwory?

KALINA: Tak – chociaż jest to okres, w którym cały czas mówię o materiale z płyty „Czyste Szumienie”, to planami wybiegam już w przyszłość. Powstają nowe piosenki, przygotowuję się też do wiosennych koncertów. Za mną pierwszy koncert w Studiu Koncertowym Agnieszki Osieckiej. Było to na tyle niesamowite doświadczenie, że nie mogę doczekać się następnych spotkań z moimi słuchaczami. Miłość w czystej postaci. Jak mówią – co siejesz, to zbierasz. I to bardzo pasuje do sceny. Co dasz, to dostaniesz z powrotem. Zapraszam na najbliższe koncerty: 7 kwietnia w Krakowie w Studiu Koncertowym Radia Kraków, 21 na Enea Spring Break w Poznaniu, 18 maja we Wrocławiu w Starej Piwnicy. Do zobaczenia.

Zobacz też inne wydarzenia

8-12.07.2015, Lublin, Wschód Kultury – Inne Brzmienia Art’n’Music Festival09.05.2015, KRAKÓW, TEATR ŁAŹNIA NOWA, NILS FRAHM – BEFORE TAURON NOWA MUZYKA 201524-26.07.2015, PŁOCK, AUDIORIVER FESTIVAL