LAIF » WYWIAD: Curly Heads – Kumple z ławki podbijają świat

WYWIAD: Curly Heads – Kumple z ławki podbijają świat

 

Kto by uwierzył, że szkolna akademia będzie wstępem do poważnej kariery. A jednak! Chłopaki z Dąbrowy Górniczej przykład biorą z góry, od samych Arctic Monkeys: – Imponuje mi, że kumple z liceum założyli zespół, a teraz szanuje ich cały świat – mówi Podsiadło. Poznajcie Curly Heads, właśnie wydali debiutancki „Ruby Dress Skinny Dog” i mają zamiar ostro namieszać w kraju i za granicą. 

 

curlyheads_fb-1200x720

Curly Heads, zdjęcie: Łukasz Ziętek

 

 

Przemysław Bollin: Żeby nie było, nie chcę rozmawiać tu ani o telewizji ani o płycie solowej Dawida. Dzisiaj liczy się tylko Curly Heads.
(zaczynają bić brawo)

Dawid Podsiadło: Jesteśmy za!

 

Od czego się zaczęło?

Damian Lis (perkusja): Dawid, Oskar i Tomek (były członek zespołu) byli w jednej klasie i wychowawczyni poprosiła ich o udział w akademii.

Dawid: Wiedziała, że każdy z nas para się muzyką, więc wpisała nas w program i graliśmy covery między występami amatorskich teatrzyków.

 

Co wtedy zagraliście?

Dawid: Dwa utwory Coldplay „Viva La Vida” i „The Scientist”. Do tego dwa swoje utwory, do których tekst napisałem w nocy przed koncertem. Ludziom się podobało i to dało nam do myślenia. Postanowiliśmy grać dalej, napisać następne piosenki i nagrać demo.

 

Drugim domem stało się dla was  Energetyczne Centrum Kultury im. Jana Kiepury. Wasi kumple z Fair Weather Friends powiedzieli mi, że gracie piętro nad nimi. Jesteście w tym samym miejscu od 2009 r.?

Dawid: Wcześniej byliśmy pod nimi, w kotłowni. Wynajmowaliśmy tam salkę na godzinę. Potem była już własna sala na strychu, którą wyremontowaliśmy z własnymi ojcami.

Damian: Na początku nie chciałem grać z nimi, bo słyszałem metalowy zespół Oskara (gitarzysty) i myślałem, że to będzie zwykłe łojenie. Sądziłem, że to dzieciaki. Byłem w trzeciej klasie, oni w pierwszej. Ogólnie: nie miałem najlepszego nastawienia. Na pierwszej próbie zagrali „The Scientist” i myślałem, że to Curly Heads, jak wróciłem do domu i sprawdziłem tytuł, to okazało się, że to Coldplay. Nie znałem wtedy tych Anglików.

 

Czego wtedy słuchałeś?

Damian: Red Hot Chilli Peppers, Linkin Park i Alter Bridge.

Oskar Bała (gitarzysta): Dogadałem się z Damianem właśnie dzięki Alter Bridge. Przed próbą graliśmy kawałki z albumu „Blackbird”.

 

Gitarzysta Alter Bridge Mark Tremonti jest twoim idolem?

Oskar: Na pewno tak. Świetnie wygląda na scenie i używa niestandardowych strojeń. Nie idzie w klasyczne E, tylko szuka nowych rozwiązań.

 

Widzę, że jesteście fajną paczką.

Damian: Gdybyśmy się nie kumplowali, to taka przerwa, jaką mieliśmy przez solowe działania Dawida, oznaczałaby nasz koniec. Na szczęście zawsze mieliśmy w sobie spokój, wiedzieliśmy, że Dawid do nas wróci.

 

Na YouTube do dziś wisi wasz koncert z 2012 r., graliście wtedy na Dniach Miasta Katowice.

Oskar: Ale teraz gramy lepiej.

 

Czego brakowało pierwszym piosenkom?

Damian: Po usłyszeniu „Ruby Dress Skinny Dog”, wiedzieliśmy, że to jest kierunek, w którym chcemy pójść.

Dawid: Nie trafiły na naszą płytę, ale dobrze brzmią na koncertach. Chcieliśmy nagrać nowe utwory, bo jesteśmy kreatywni.

 

Mieliście próby, gdy Dawid był w trasie?

Oskar: Nie mogliśmy sobie pozwolić na przerwę w pracy. Musieliśmy być gotowi, na wypadek gdyby ktoś sobie zażyczył zaprezentowania tego, co już mamy.

Damian: Trzeba było być przygotowanym na pytanie: „Czy jesteście gotowi nagrać materiał?”. Odpowiedź brzmiała: „Oczywiście, że tak. Nagrywajmy!”.

 

Przy podpisywaniu kontraktu z Sony Music zastrzegałeś, że poza solowym materiałem chcesz wydać też płytę z chłopakami. Jak reagowała na to wytwórnia?

Dawid: Od początku mówiłem, że widzę ogromny potencjał w tym projekcie i bez względu na to, jak będzie się rozwijała kariera solowa, będę chciał kontynuować przygodę z C.H.

 

Jakie podałeś argumenty?

Dawid: Że Curly ukształtowało mnie muzycznie i że to dzięki chłopakom zrozumiałem i uwierzyłem, że muzyka będzie najważniejszą częścią mojego życia. Udało się. Teraz siedzimy tu razem z uśmiechami na twarzy i czekamy na trasę koncertową.

 

Miałeś dużo szczęścia. Pamiętam rozmowę z Tomkiem Kowalskim, który po wygraniu „Must Be The Music” dostawał same jałowe propozycje. Nie przyjął żadnej.

Dawid: To prawda, szczęście mi dopisało, bo spotkałem takich ludzi, którzy pozwolili mi robić swoje. Nikt nie starał się mnie zmieniać, uwierzyli w mój materiał solowy. Jedynym kompromisem było nagranie dwóch piosenek po polsku.

 

W czerwcu zagrałeś support przed 30 Second To Mars w Rybniku. Ogromny stadion, świetna publiczność. Miałeś w głowie myśl „Chciałbym tu być z Curly Heads”?
(po dłuższej chwili)

Dawid: Hm.

Damian: Miałeś?

Oskar: No właśnie!

Dawid: Nie, chyba nie. Byłem w całości skupiony na tamtych piosenkach i sytuacji. Życzę nam takich chwil, chociaż też chciałbym kilku rzeczy chłopakom oszczędzić. Wiadomo, że jak masz projekt solowy, to wszystko spada na jedną osobę. Tutaj rozkłada się na pięć. Mam w sobie taki spokój, wiem, że wszystko będzie dobrze. Mogę też trochę odpocząć przed trasą, zrelaksować się i być gotowym na koncerty. Czuję, że czeka nas i duża, i mała scena.

 

Pytacie Dawida o to, co was czeka? Przygotowuje was na to? Promocja płyty, wywiady, trasa – to jednak inny świat.

Oskar: Raczej nie pytamy, bo już coś tam wiemy. Wielokrotnie byliśmy na jego koncertach, widzieliśmy, jak to wygląda od kuchni. Coś nas zaskoczy na pewno, ale w dużym stopniu wiemy, czego się spodziewać.

Damian: Sami chcemy się przekonać, jak to jest. Ja tam nie chcę za wiele wiedzieć. Nie lubię spoilerów. (śmiech)

 

Pogadajmy o waszej płycie. Słuchacie różnej muzy: jeden kocha indie, drugi metal, trzeci funk – a połączenie tego jest zabójczo skuteczne. Jak choćby ten gitarowy wstęp Oskara do „Synthlove”. Brzmisz bardzo blacksabbathowo!

Dawid: Dokładnie! Słyszeliśmy to samo od producenta. Powiedział: „Taki fajny kawałek, a tak spieprzony początek”.

Oskar: To mroczna piosenka, inna od reszty. Ale ja bym nic w niej nie zmieniał.

 

Jak wyglądała praca nad utworami? Improwizujecie czy są sztywne ustalenia?

Damian: Bardzo wiele dał nam wyjazd na Mazury, na dwa tygodnie przed wejściem do studia. Chcieliśmy być w 100% pewni brzmienia. Staraliśmy się za każdym razem grać na maksa, ale wiadomo, że nie obyło się bez korekt.

 

Odniesieniem dla was są Arctic Monkeys. Imponuje wam droga, jaką przeszli od debiutu do „AM”?

Oskar: Wykonali gigantyczną pracę. Szok po prostu! A dalej są fajni i wiarygodni, i to jest super.

Dawid: Tak dobrą muzykę stworzyli nasi rówieśnicy – to nam imponowało. Jak i to, że gości z liceum połączył zespół, który teraz zna i szanuje cały świat. Mentalnie są nam bardzo bliscy.

 

Bardzo się zmienili na „AM”, Alex Turner to wręcz o 180 stopni. Mnie ten wizerunek nie przekonywał, choć muzycznie dalej jest dobrze.

Damian: Muszą się zmieniać, tak jak ich muzyka. Na „AM” pozornie wiele się nie dzieje, a wszystko działa.

Oskar: A najlepsze jest, że jak na koncercie grają When The Sun Goes Down z pierwszej płyty czy „Do I Wanna Know?” z ostatniej, to brzmią tak samo dobrze.

 

Od chaosu do intymności – tak układają się te piosenki na „Ruby Dress Skinny Dog”. Na koniec zaskakujecie wzruszającym „M.A.B.”.

Oskar: Ten utwór powstał z nagromadzenia emocji i to w większości z niezbyt dobrych. Dla mnie to smutna piosenka.

Dawid: Pamiętam to dokładnie, jak Oskar wziął „M.A.B.” ze sobą i poszedł na górę. Wziął go i długo nie schodził.

Oskar: Nie schodziłem, bo słuchając go – płakałem.

Dawid: Ale nie myśl, że zawsze płaczemy przy swojej muzyce. (śmiech)

 

Jakie stawiacie sobie cele?

Dawid: Chcemy pojeździć na międzynarodowe przeglądy. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

 

Powodzenia.

 

Tekst: Przemysław Bollin

Skanuj 3

Ilustracja: Liebe

 

Zobacz też inne wydarzenia

22.03.2015, WARSZAWA, STODOŁA, NATALIA PRZYBYSZ 25.04.2014, WARSZAWA, CAFE KULTURALNA, KRÓL 25.04.2015, WARSZAWA, MIŁOŚĆ KREDYTOWA 9, FLIRTINI & RIMMEL GANG: FKJ (LIVE)