LAIF » WYWIAD: Fay Milton z Savages – „Agresja naszej muzyki nie wynika z buntu, ale z potrzeby miłości”

WYWIAD: Fay Milton z Savages – „Agresja naszej muzyki nie wynika z buntu, ale z potrzeby miłości”

 
Mają łatkę feministek, które nie boją się zabierać głosu. Kwadrans z perkusistką zespołu potwierdził tę opinię, ale i otworzył klucz do poznania drugiego dna tej muzyki. Duchowość, oderwanie od rzeczy materialnych, pojednanie, miłość, szacunek i walka o szczęście – to tylko niektóre z tematów podjętych z Fay Milton z Savages, która bardzo emocjonalnie odniosła się także do wydarzeń z Paryża, gdzie zespół wystąpił tuż po pamiętnych zamachach.

 
Tekst: Przemek Bollin
 

Savages, fot. Colin Lane/ mat. prasowe

 

Przemysław Bollin: Na początku grudnia, niedługo po paryskich zamachach zagrałyście w stolicy Francji. Nie bałyście się kolejnych zamachów?
 
Fay Milton: Nie, nie bałyśmy się. Te zamachy były czymś okropnym. Uderzyły nas osobiście, bo znamy i cenimy naszych kolegów z Eagles of Death Metal. To była najgorsza rzecz na świecie jaką przeżyłam. Nie bałyśmy się o siebie, ani o nikogo w sali koncertowej. To był niezwykle emocjonalny koncert. Prawdopodobnie najbardziej emocjonalny w naszym życiu. Tamtego wieczora zagrałyśmy ich utwór…
 

 
Tak, widziałem to na YouTube. „I Love You All The Time”.
Tak… Gdy tylko zaczęłyśmy grać, poczułyśmy taki ból w powietrzu. (Po chwili) Ciężko mi o tym mówić. To trudne, bo to było bardzo prawdziwe; to się naprawdę stało i ten utwór zabrzmiał tak namacalnie, że wszyscy tam czuliśmy coś potwornie i przeraźliwie bolesnego. Wszyscy czuliśmy się fanami Eagles of Death Metal, to była swojego rodzaju bliskość dusz, jakby nasze energie się przecinały.
 
Ludzie byli niesamowici. W życiu nie widziałam tak rozpalonego tłumu. Czułam, że biorę udział w czymś naprawdę ważnym.
 
Moja przyjaciółka straciła tam bliską osobę. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Powtarzała wciąż te same słowa, ciągle, nieustannie. To było bardzo mocne. Ciężko znaleźć wtedy jakikolwiek onny powód do normalnego życia niż walka z ISIS.
 
Oderwijmy się od tamtych wydarzeń i porozmawiajmy o waszym albumie. Chciałbym cię zapytać szczególnie o „Evil”, bo twoja perkusja brzmi w tym utworze jak uzi. Możesz zdradzić, co kryje się pod tymi dźwiękami? Bo zdaje się, że mówi on o konkretnych treściach.
 
Utwór powstał w marcu 2015 roku, kiedy w Wielkiej Brytanii przygotowywano się do wyborów [odbyły się w maju]. Nie wiem jak z Polski patrzy się na brytyjską politykę, ale z naszej perspektywy sytuacja rysuje się dosyć ponuro. Wszyscy wiedzą, że przyszłość Europy jest niejasna i dziwna, ale czasami po prostu trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i zagłosować. I jestem smutna i wściekła, że Brytyjczycy dali ciała! Wkurza mnie to! Stąd „Evil”.
 
Kiedy gram ten numer na żywo, wyrzucam z siebie całą depresję.
 

 
Polski poeta Czesław Miłosz opisał koniec świata jak zwykły dzień. Jak ty wyobrażasz sobie ten moment? Wydaje ci się, że żyjemy w czasach ostatecznych?
 
Jakby spojrzeć na świat od strony sprawiedliwości i utraty bogactw, to oczywiście, że tak. Zobaczmy co się stało z Afryką – świat przestał się nią interesować. Muzyka? Dorobek życia Milesa Davisa? Przemija. Zamiast tego sycimy się pustymi utworami, miałkością i bylejakością. Mimo to wierzę w przyszłość i nie wydaje mi się, żeby koniec miał przyjść lada moment.
 
Koniec czasów wyobrażam sobie jako wielkie trawiaste pola, które powoli usychają. Myślę, że to kwestia przynajmniej dwóch stuleci. Jeszcze nie teraz.
 
Właśnie dlatego świat potrzebuje takich zespołów jak wy! Grając tak wyrazistą muzykę uświadamiacie, budzicie z jakiegoś letargu. I kiedy świat chce być coraz bardziej przerażający i plącze się w swoich zeznaniach, powinien sięgnąć po „Adore Life”.
 
Dokładnie! Uważam, że nie pieniądze, nie władza i dobra materialne, ale duchowość i natura powinny być nam bliższe.
 

Savages-Adore-Life

Okładka albumu „Adore Life”


 
Czego twoim zdaniem potrzebujemy, by przetrwać?
 
Spowiedzi. Potrzeba nam trochę zwolnić (śmiech). Żeby pomyśleć, żeby cieszyć się sobą, żeby znów móc poczuć siebie nawzajem. Każdy z nas jest indywidualistą, więc by usłyszeć swojego ducha, trzeba wyjść poza ten świat.
 
Wspaniale to słyszeć z ust perkusistki post-punkowego zespołu (śmiech). 
 
Agresja naszej muzyki nie wynika z buntu, ale z potrzeby miłości. Bez miłości życie nie ma sensu. Tylko z ukochaną osobą możemy żyć w pełni. O tym staramy się śpiewać na płycie, która ukazuje różne barwy i różne formy bycia z drugim człowiekiem.
 
Dobieracie przy tym właściwe słowa. „I’m not gonna hurt you/ ‚Cause I’m flirting with you/ I’m not gonna hurt myself”. Aż chciałoby się zakochać (śmiech).
 
(Śmiech) Nic prostszego.
 
Dawno nie słyszałem punkowej płyty, która dawałaby ludziom nadzieję. A coś jest na rzeczy.
 
Zabieramy głos w najważniejszych dla nas sprawach. Jeśli nie miałybyśmy nic do powiedzenia, to nie grałybyśmy ciszej. Nie grałybyśmy w ogóle.
 

Zobacz też inne wydarzenia

12.09. 2015, Warszawa, Nocna Masa Imprezowa 8-12.07.2015, Lublin, Wschód Kultury – Inne Brzmienia Art’n’Music Festival 28.03.2015, WARSZAWA, PALLADIUM, FISZ EMADE TWORZYWO MAMUT