LAIF » WYWIAD: GusGus – „Nasza najnowsza płyta jest o malutkich kłamstwach”

WYWIAD: GusGus – „Nasza najnowsza płyta jest o malutkich kłamstwach”

Podczas ostatniego koncertu islandzkiej grupy GusGus w Polsce, porozmawialiśmy z Biggim Veirą o najnowszej płycie„Lies Are More Flexible”, kłamstwach współczesności i o tym, czym właściwie jest rozpoznawalne na całym świecie brzmienie GusGus.

Tekst: Milena Liebe; zdjęcia: Aleksandra Trojnar

Wasz nowy album nosi nazwę „Lies Are More Flexible”, czy myślisz, że z czasem kłamanie przychodzi nam łatwiej? 

Na naszej ostatniej płycie skupialiśmy się bardziej na przemyśleniach związanych z egzystencją, dotknęliśmy też sfery duchowej. Tytuł najnowszego albumu przepłynął przez te tematy. Myślę, że żyjemy teraz w erze postprawdy, poprzez social media i fałszywe newsy, każdy może stworzyć swoją własną wersję wydarzeń, zwanych opinią. Ludzie są bardziej zainteresowani wydawaniem osądów, niż szukaniem realnych odpowiedzi. Może wynika to z ogólnej frustracji, która blokuje nas, czyli społeczeństwo przed byciem bardziej otwartymi. Ta płyta jest o malutkich kłamstwach, które można znaleźć pomiędzy społecznymi systemami, w których funkcjonujemy na co dzień.

Wspominałeś o erze postprawdy, fałszywych newsach, czy ten album ma związek z obecną sytuacją polityczną na świecie? 

Chcemy wam coś zakomunikować poprzez ten album, ale nie łączymy go z polityką. Nie jesteśmy specjalistami, żeby o tym mówić. Zachęcamy was, abyście to sami przemyśleli. Rzeczywiście kłamstwa przychodzą nam teraz łatwiej, możesz zmieniać prawdę w dowolny sposób, ale to pamiętajmy, że to nadal kłamstwa. Prawda potrafi być nudna i mniej interesująca. Wracając do tytułu – zależało nam na nazwie, którą każdy będzie mógł inaczej odczytać. Ktoś ją zobaczy, pomyśli sobie – o co właściwie chodzi? – i zacznie analizować tę strukturę.

Lies Are More Flexible” jest podzielony na część wokalną i instrumentalną. To tak, jakbyście poszli z Danielem na kompromis. 

Dokładnie tak, ale warto przyjrzeć się też, jaki jest format albumu. W latach 80. kupowałem płyty, które grały krótko — tylko 45 minut. Później nastały czasy CD, więc format wydłużył się do 80 minut. Teraz CD umiera, zaczynają być modne kasety. Ja wolę krótsze albumy, ludzie nie mają tyle cierpliwości co kiedyś, dlatego osiem kawałków to idealna ilość. Instrumentalna partia albumu wzięła się stąd, że coraz częściej dostajemy prośby, żeby grać bardziej instrumentalnie. Połowa „Forever” była instrumentalna, później wracaliśmy do tego — dwa instrumentalne kawałki pojawiły się na „Arabian Horse” i jeden na „Mexico”. Dlatego na tej płycie mamy kilka kawałków instrumentalnych, które nie potrzebowały wokali. To tak jak dwie strony płyty winylowej, A i B, czyli dwa różne doświadczenia.

Możesz opowiedzieć więcej o współpracy z Johnem Grantem przy okazji tego albumu?

Zostaliśmy przyjaciółmi, odkąd wyprodukowałem jego album„Pale Green Ghosts” obydwoje mieszkamy na Islandii, on pisze świetne teksty. Wszystkie te czynniki złożyły się na naszą współpracę.

Kawałek „Fireworks” to trochę powrót do waszej twórczości sprzed lat, czy ten album nawiązuje do starych nagrań?

Nie staramy się nigdy specjalnie nawiązywać do starych kawałków. Chodzi bardziej o naszą muzykę ogólnie, w końcu zajmujemy się elektroniką od wczesnych lat 80. Przeszliśmy przez rave, drum&bass, trans, nową scenę techno odkrytą przez Niemców. Kochamy muzykę elektroniczną i czerpiemy ze wszystkich jej nurtów. W tym albumie czuć new wave, późne lata 70., wczesne 80. Niektórzy nazywają to synthwavem. Eksperymentowaliśmy z Korgiem – „Fuel”, „Lies are more flexible”, „Fireworks”, „Featherlight” – większość kawałków opiera się na silnych arpeggio. Podobnie tak jak na płycie „Attention”, tak też tutaj wracamy do gatunków: wczesnego house’u i italo disco. Nawiązujemy do starszych brzmień, ale skupiając się na innej formie.

GusGus podczas koncertu w Warszawie

Wasza muzyka jest bardzo charakterystyczna, jaki jest sekret brzmienia GusGus?

Może to moja emocjonalna relacja z Korgiem (śmiech). Masz rację, ale ja tego tak nie widzę. Nie wiem, dlaczego ludzie nas rozpoznają, nie podążamy za trendami, oczywiście inspirujemy się muzyką dookoła. Najczęściej różnymi gatunkami i szerokimi połączeniami: popem z lat 80., 90., housem, disco.

Co cię teraz inspiruje?

Gary NumanTangerine Dream, Jean Michel Jarre.

Niedługo zagracie razem z Hognim i Earth w Reykjaviku, szykujecie coś razem? 

Kiedyś graliśmy razem na festiwalach, Airwaves, Sonarze, Secret SolsticeAle bardzo dawno nie mieliśmy wspólnego koncertu i postanowiliśmy zorganizować go razem w Harpie, w Reykjaviku. Islandczycy lubią siedzące koncerty, za które mogą zapłacić 80 euro. Wpadliśmy na ten pomysł specjalnego gigu, bo to trochę retrospekcja z lat 2003-2007, kiedy graliśmy razem legendarne imprezy w nieistniejącym już klubie Nasa w Reykjaviku. To rodzaj niespodzianki dla naszych fanów i powrót do dzikich zabaw z tamtych lat.

Zobacz też inne wydarzenia

10.06.2015, WARSZAWA, MIŁOŚĆ, SLOW MAGIC22.03.2015, WARSZAWA, STODOŁA, NATALIA PRZYBYSZ21.05.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, Sóley