LAIF » WYWIAD: Iwona Korzybska (Groove Control, Instytut) „Chcemy stworzyć imprezową wizytówkę Warszawy słynną na cały świat”

WYWIAD: Iwona Korzybska (Groove Control, Instytut) „Chcemy stworzyć imprezową wizytówkę Warszawy słynną na cały świat”

 
Iwona Korzybska – promotorka i aktywistka polskiej sceny klubowej jest na niej obecna od lat 90. Współuczestniczyła w organizacji wielu kultowych imprez klubowych i jest współorganizatorką cyklu „Instytut”, który niedawno powrócił po 10 latach nieobecności. Pisała o muzyce dla magazynów: Laif i Techno Party.
 
W wywiadzie udzielonym przed najbliższą imprezą w Instytucie 30.09. rozmawiamy o początkach polskiej sceny tanecznej, reakcjach zagranicznych artystów na polską publiczność, przyjaźni i biznesie w branży muzycznej, najciekawszych imprezach techno, jakie zorganizowała agencja Groove Control i planach ekspansji marki instytutowej na zagranicę…
 
Tekst: Artur Wojtczak
 

ie-140

Instytut Energetyki, fot. mat. prasowe

 

Artur Wojtczak: Iwono, w tej chwili jesteś najmocniej kojarzona z reaktywowanym z sukcesem INSTYTUTEM Energetyki. Przypomnijmy jednak, że na scenie klubowej działasz od lat 90. Czy pamiętasz swoją pierwszą imprezę, której byłaś uczestniczką i którą sama zorganizowałaś już w agencji Groove Control?
 
Iwona Korzybska: Pierwsza moja impreza w Polsce, od której to wszystko się zaczęło, to był Klub Stereo. Wtedy to poznałam Gerharda po przyjeździe do Polski z wieloletniego pobytu w Szwecji. Zobaczyłam ludzi w euforii, z podniesionymi rękami, tańczących do muzyki bez wokalu. To była nieopisana energia, jakiej wcześniej nie doświadczyłam. Najciekawsze, że niemal od razu poczułam zawartą w tej muzyce wyjątkowość, element ekstazy – to mnie poruszało i odcisnęło piętno na mojej wrażliwości. Tymczasem później – w Holandii – byłam na imprezie w Westehaas ( tam odbywają się teraz te słynne Awakenings) i to party zainspirowało nie do pracy jako promotorkę. Wtedy to pomyślałam: musimy coś takiego znaleźć w Polsce. Jeździliśmy po Polsce z Gerhardem i po dotarciu do Hali Najwyższych Napięć w Instytucie Energetyki znacząco spojrzeliśmy się na siebie i pomyśleliśmy: TO jest TO! A pierwszą zorganizowaną impreza był słynny Sylwester na Służewcu. A potem już Claude Young jako headliner pierwszego Instytutu…
 
Uczestniczyłaś też w działalności kultowych magazynów: Plastik, Techno Party i Laif ( dla którego tutaj zresztą rozmawiamy). Czy ten entuzjazm klubowej publiczności w Polsce jest nadal widoczny, czy obserwujesz znużenie, zniechęcenie muzyką, która ma już ponad 30 lat?
 
To prawda – wszyscy artyści, których sprowadzaliśmy na imprezy, wracali z Polski zachwyceni. To wynik energii, jaka biła od naszej publiczności. Teraz nie jest ani gorzej, ani lepiej. Jest po prostu inaczej. W dalszym ciągu nasza publika jest wyjątkowa – nigdy nie mieliśmy przesycenia imprezami, – wciąż widzimy brak zmanierowania, świeżość, pożądanie muzyki.
 
Czy ówczesna scena oparta była wtedy bardziej na przyjaźni i pasji aniżeli na biznesie, tak jak to jest teraz?
 
Jeżeli scena zaczyna, kiełkuje, to te relacje są takie mocne i oparte na pasji aniżeli korzyściach finansowych. Wręcz nikt o tym nie myślał, to był aspekt drugoplanowy. Owszem – mamy teraz trochę biznesu: zawodowych promotorów, kluby. Nie jest to gorsze – raczej bardziej profesjonalne.
 
Imprezy w Instytucie Energetyki to absolutny kult i wyjątkowość na scenie: na waszych imprezach grali najznamienitsi DJ i producenci tej muzyki: Od Jeffa Millsa, Luke’a Slatera, Josha Winka, Jamesa Ruskina. Czy którąś z tych imprez mogłabyś wyróżnić jako wyjątkową?
 
Tak, pierwsza impreza była mocno zaskakująca jeśli chodzi o popyt i atmosferę. A potem impreza z Jeffem Millsem. Wtedy było dużo nerwów i niespodziewanych zwrotów akcji: kontrola osobista Millsa na lotnisku, nieprzyjemne uwagi i jego nagła decyzja, że nie zagra, bo jest tym wszystkim poirytowany.. Skończyło się to modlitwami i rozmowami z managerem, by Jeff jednak zagrał. Tymczasem w Instytucie „poszło” nagłośnienie, które nie wytrzymało natężenia dźwięku. Jeff Mills zgodził się w końcu zagrać: wszedł na didżejkę niemal incognito, ale wtedy publiczność zaczęła wiwatować. Echo w tym budynku zrobiło wielkie zamieszanie. I wtedy zagrał – na szczęście pełen set i widać było, że jest bardzo zadowolony i szczęśliwy.
 
zrzut-ekranu-2016-09-20-o-22-21-00Iwona i Gerhard, fot. arch. prywatne

 
Gerhard Derksen, który współtworzył przez 7 lat – od 1994 roku – klimat undergroundowej Warszawy, zgodził się na ponowną współpracę z wami i reaktywację Instytutu jako cyklu. Trudno go było namówić?
 
Myśmy robili to wszystko z pasji do muzyki i atmosfery. Stąd w momencie powrotu pomysłu reaktywacji Instytutu – byliśmy jednogłośni, by znów to zrobić. Bo techno nigdy nie przestaje grać w sercach! Potrzebowaliśmy tylko impulsu, motywu i takowy się znalazł.
 

 
Chodziło bardziej o wzbudzenie resentymentu starych tamtych klubowiczów czy ściągnięcie nowych ludzi, zwabionych sławą poprzednich Instytutów?
 
Oba aspekty były ważne: zarówno starzy fani, którzy szanowali to co robiliśmy i z nami budowali Instytut – ci ludzie do dziś trzymają ulotki z tamtych imprez, pamiętają je. Z drugiej strony myślimy o dalszym rozwoju i liczymy na nowych, młodszych słuchaczy. My jako Polska musimy mieć taką markę, która będzie nas reprezentować na świecie.
 
Nowe edycje imprez instytutowych, to m.in. pre-parties w klubach takich jak Nowa Jerozolima czy Sfinks700. Celem tych eventów jest promowanie głównej imprezy w siedzibie Instytutu czy jeszcze coś więcej?
 
Sam zamysł jest taki, że nie chcemy rozstawać się z naszymi fanami na tak długo i chcemy zrobić trochę powtórkę tej atmosfery i artystów, których poznaliśmy i zaprosiliśmy. I tak jak powiedziałeś – ma to być rozgrzewka przed główną imprezą. Budujemy więc relację z naszymi fanami na tych imprezach przedinstytutowych. I to będziemy kontynuowali w najbliższym czasie.
 
Wszyscy artyści, którym dane było wystąpić w miejscówce na Mory 8, są zachwyceni tym budynkiem, jego surowością i futurystycznym chłodem. Wpisuje się to zresztą w słowa Jeffa Millsa o istocie muzyki techno: Techno wasn’t designed to be dance music, it was designed to be a futurist statement.” Kusi was, by tym rave’om dać wymiar festiwalowy i ściągać do Warszawy klubowiczów ze świata tak jak to się dzieje np. na Awakanings?
 
Tak, absolutnie tak! W obecnym czasie, gdy ludzie coraz mnie czują się przypisani do swojego miasta czy kraju, bo bardzo często podróżują – Warszawa ma ogromne predyspozycje by stać się miejscem „pielgrzymek raverów”. Nasz obiekt jest absolutnym unikatem, jeśli chodzi o rodzaj miejscówki. Są tylko 3 takie laboratoria w Europie, wykonujące tego rodzaju badania, ale tylko nasze zezwala na imprezy które organizujemy. Zresztą robimy teraz specjalny filmik, w którym przybliżymy trochę istotę Instytutu Energetyki i Hali Najwyższych Napięć. Dyrektor tego instytutu powiedział mi kiedyś: „Nauka i kultura są bardzo blisko, a muzyka jest częścią kultury i edukacji młodzieży”. Chcemy stworzyć imprezową wizytówkę Warszawy słynną na cały świat.
 
Czy grono naukowe było kiedyś sprawdzić jak wyglądają te techno imprezy?
 
Główny dyrektor jeszcze nie, ale inni pracownicy jak najbardziej. Wszyscy stali w oknie i obserwowali, słuchali. Nagle w swoim obiekcie, w którym na co dzień prowadzą prace badawcze zobaczyli tysiące ludzi, którzy tańczą. To był kosmos!
 
Wasze imprezy są zazwyczaj również bardzo chwalone od strony organizacyjnej. Ile osób pracuje nad tym, by było tak wzorowo?
 
Nad Instytutem pracuje ekipa kilku osób odpowiedzialnych za różne działki. Sporo rzeczy robimy na zewnątrz. Główny trzon pracy to ja, Joanna Wielkopolan i Gerhard. Reszta to osoby wspierające odpowiedzialne za social media, cześć organizacyjną, pracę filmową i graficzną, czyli kilka osób w biurze i ekipa na zewnątrz plus oczywiście nasi fani!
 
Pierwsze Instytuty były dedykowane nie tylko miłośnikom techno czy minimalu: mieliśmy też scenę house i drum&bass , gdzie grywali Glasse, Robert Kobryń , Bert. Ty pamiętasz też zapewne inne podziemne imprezy, jakie organizował np. DJ Górnik w Pałacyku Szustra czy Adrii. Dziś Warszawa ma miłośnikom house bardzo niewiele do zaproponowania. Czy myśleliście, by włączyć się mocniej w brzmienia house i garage na swoich imprezach?
 
Wiele brzmień weszło teraz pod czapkę techno. Planujemy rozwój Instytutu o kolejne sceny i dni, ale mają to być brzmienia współgrające z techno. Jeśli poszerzymy Instytut o kolejną scenę tak jak teraz o scenę Electronic Beats – to muszą to być podobne brzmienia, bez konkurencji dla głównej hali. Postaramy się, by to było zróżnicowane.
 
Czy komercjalizacja muzyki elektronicznej, wielkie festiwale, spadająca sprzedaż nośników analogowych i popularność muzyki EDM mają wpływ i zagrażają rasowym brzmieniom elektroniki w roku 2016?
 
Myślę, że nie. Takie zjawiska zawsze były. Spada sprzedaż nośników analogowych, płyt, ale powstało wiele platform sprzedaży cyfrowej. To się więc bardziej otworzyło, aniżeli zamknęło. Jeśli chodzi o festiwale, to moim zdaniem może to mimo wszystko napędzić falę fanów lepszej i bardziej ambitnej muzyce. Zresztą ja jestem zawsze bardzo ostrożna z wartościowaniem muzyki. Mam nadzieję, że muzyka ambitna zostanie napędzona do rozwoju tą słabszą. Każdy kiedyś przeżyje swoje olśnienie muzyczne!
 
Czy impreza 30.09. będzie ostatnią w tym roku? Możesz zdradzić nam coś z planów eventowych? Może techno-sylwester?
 
Ta edycja jest ostatnia w tym roku. Potem powrócimy na wiosnę. Sylwestra nie będziemy organizować. Natomiast 2017 rok to będzie czas rozwoju cyklu Instytut. Ogłosimy to niezwłocznie, gdy będziemy mieli pewność, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik!
 

Zobacz też inne wydarzenia

17.08.2015, Warszawa, Plac Defilad, Shamir27.03.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, WHOMADEWHO12.04.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, VOO VOO