LAIF » WYWIAD: Izolda Sorenson – Cosovel

WYWIAD: Izolda Sorenson – Cosovel

 
Cosovel to projekt z pogranicza muzyki akustycznej i elektronicznej, z pogranicza poezji śpiewanej, piosenki aktorskiej i muzyki popularnej. Jego przywódczyni, Izolda Sorenson, autorka muzyki, tekstów i interpretacji wierszy Srečko Kosovela powiedziała nam jak pracuje się z „duchem opiekuńczym”, jak to jest być liderem i czemu służy testowanie muzyki podczas sprzątania.
 
Tekst: Kajetan Łukomski (Avtomat)

Zdjęcia: Magdalena Uherek

 

Processed with VSCOcam with b5 preset

 

Kajetan Łukomski: Gdy słucha się Twojej debiutanckiej płyty, do głowy przychodzi przede wszystkim słowo „eklektyczny”. Co Ty na to?
 
Izolda (Cosovel): Trochę tak jak ja. Mam wrażenie, że to wynika z mojej osobowości, co chwilę przychodzą mi do głowy nowe, biegunowo odmienne od poprzednich pomysły, które zresztą realizują się prawie samoistnie. Może chodzi o różnorodność moich doświadczeń. W każdym razie spoiwem, które spina chwiejność czy rozpiętość gatunkową całego przedsięwzięcia i nadaje temu wszystkiemu sens są teksty Kosovela. Jest punktem, do którego zawsze wracam, który inspiruje, ale i dyktuje kierunek i nastrój muzyki.

 

Wstyd przyznać, ale nie znam jego twórczości – kim jest Kosovel dla przeciętnego Słoweńca?
 
W dużym uproszczeniu – jest Mickiewiczem XX wieku, który mimo młodego wieku ugruntował swoją pozycję w kanonie literatury słoweńskiej i uznawany jest za wieszcza narodowego. Wszyscy tam go znają, jest obecny nie tylko w pamięci Słoweńców lecz także mieszkańców innych krajów bałkańskich należących do byłej Jugosławii.

 

Rozumiem, że jego poezja jest tylko punktem wyjścia, zaczepienia dla Twoich tekstów. Jak wygląda wtedy praca z tekstem?
 
Bardzo różnie. Na początku teksty były bazą i z nich rodziła się muzyka. Z kolei teraz Kosovel stał się już raczej takim „duchem opiekuńczym” projektu, a jego melancholia, ale także przekorność i buntownicza natura odbijają się w tym, co robię. Czuję z nim dosyć mocną więź emocjonalną, jego poczucie niesprawiedliwości zastanej rzeczywistości i chęć jej zmiany jest mi bliskie. Czasami Kosovel przychodzi na samym końcu, w jednym słowie, urywku, nawet w atmosferze. Bywa tak, że zaczynam od muzyki, a do niej przypasowuje mi klimatem któryś z jego tekstów.

 

Nie odczuwasz bariery językowej? W jaki sposób decydujesz, który tekst powinien być po angielsku, a który po polsku?
 
Tak naprawdę to nie moje decyzje. Pierwszy utwór do polskiego tekstu to był raczej ukłon w stronę mojego taty, który sam jest muzykiem, od początku jest ze mną kibicując i wspomagając. Stwierdziłam, że stanę na wysokości zadania i tak powstał „Detektyw Nr 16” i „Sorbetowy” z pierwszym autorskim tekstem po polsku. Z perspektywy czasu jestem zadowolona, że mnie do tego namówił. W końcu to mój ojczysty język. Co prawda z językiem polskim zawsze jest niezła zabawa, łatwo można popaść w błahość i pseudofilozoficzny bełkot, ale jak ta sztuka się udaje, to jest z tego gigantyczna satysfakcja.

 

Processed with VSCOcam with b1 preset

 

W jednym z utworów możemy również usłyszeć tekst Williama Blake’a, skąd ten pomysł?
 
Blake wdarł się na płytę zupełnie przez przypadek. Pewnego dnia poezja Kosovela przepadła mi gdzieś w mojej „jaskini” a moja współlokatorka miała na półce właśnie Blake’a. Stwierdziłam – skoro jest pod ręką to czemu nie? To była raczej jednorazowa przygoda, od jakiegoś czasu staram się odchodzić od przesadnej literackości i pisać tak, by pompatyczność poezji nie zabiła przystępności muzyki. Tworzę oczywiście w dużej mierze dla siebie, ale mam świadomość relacji muzyka z publiką, chcę, żeby fani dobrze bawili się na koncertach i aby forma nie przesłoniła przekazu.

 

Twoja interpretacja wokalna przypomina czasami poezję śpiewaną lub piosenkę aktorską – czy próbujesz w ten sposób wskrzesić zainteresowanie tą trochę zapomnianą stylistyką?
 
Ja jestem dzieckiem poezji śpiewanej, od maleńkości jestem w niej zakochana. Moja mama uwielbiała Bułata Okudżawę, Stare Dobre Małżeństwo, Grechutę, Martynę Jakubowicz, więc i ja byłam w tej muzyce zanurzona. Niesie ona wartościowy przekaz, ale jednocześnie ma tę lekkość i przystępną formę, więc ta formuła samorzutnie wkradła się do Cosovel. Lubię opowiadać historie, a historie pomagają ludziom utożsamiać się z piosenkami. Mam taki swój, osobisty test na to, czy piosenka jest dobra, czy nie. Polega to na tym, że włączasz ją sobie przy sprzątaniu. Wtedy okazuje się, czy ten numer ma wartość samą w sobie, czy poziom intelektualny nie przykrywa tej radości i przyjemności, którą muzyka powinna nam nieść. Moi muzycy często wtedy reagują słowami: „kolejną fugę przyniosłaś”, staram się więc balansować między tymi dwoma postawami. Ważne jest, żeby tworzenie przychodziło naturalnie, nieważne, czy to jest fuga, czy coś kompletnie prostego. Sama uwielbiam taniec, więc przykładam dużą wagę do sekcji rytmicznej: jeśli jest dobry bit i płynący bas, to muzyka sama się broni.

 

Sytuacja w Twoim zespole wydaje się być bardzo płynna, raz jest Was trójka, raz piątka, za chwilę dołączają dodatkowi muzycy – jak to jest naprawdę?
 
To prawda, bywa różnie. To zależy od okoliczności i przestrzeni, w której gramy. Wczoraj na przykład nagrywaliśmy lekko eksperymentalną wideosesję w ogrodzie botanicznym, gdzie aranżacje nowych piosenek na wiolonczelę, skrzypce i sample wymuszają chwilowej zmiany w składzie. W ten sposób muzyka nabiera innego wymiaru – brudu, który bardzo lubię i przez który smyki pewnie jeszcze będą się pojawiały. Do tej pory graliśmy w trzyosobowym składzie, z perkusją, syntezatorem, samplerami i basem. Od kilku koncertów Aleks zaczął grać również na gitarze, która dodaje sporo przestrzeni i zadziorności oraz analogowym Moogu, który tak pieści uszy, że nie wyobrażam sobie już grania bez niego. Na Spring Break po raz pierwszy uwolniłam się zza klawiszy. Bartek przejął ode mnie partie syntezatorów. Za dużo obowiązków na scenie rodzi pewnego rodzaju niepokój, który nie sprzyja czerpaniu pełnej przyjemności z gry i utrzymywaniu kontaktu z odbiorcą, dlatego postanowiłam zbliżyć się do ludzi. Ostatnim, ale nie mniej ważnym, członkiem koncertowego składu jest VJ, Dariusz Skarżyński, który zajmuje się robieniem wizualizacji na żywo, bez których też już nie wyobrażam sobie koncertów.

 

Processed with VSCOcam with b1 preset

 

Jak dotarłaś do Słowenii, gdzie natknęłaś się na teksty Kosovela?
 
Oj, to jest temat-rzeka. Z moją najbliższą przyjaciółką mamy tradycję, według której co roku we wrześniu pakujemy małe plecaki i jedziemy na stopa w tym kierunku, gdzie nas poniesie. W ten sposób na trasie z Budapesztu wylądowałyśmy na Bałkanach, na początku w Chorwacji. Agata została na południu, a ja, nie chcąc jeszcze wracać do domu, zahaczyłam o Lublanę. Okazało się, że jest tam mnóstwo sympatycznych ludzi, u których spędziłam dwa tygodnie. Gdy wróciłam do Polski zatęskniłam tak bardzo, że tydzień później znowu byłam w Lublanie (śmiech). To chyba była miłość od pierwszego wejrzenia. Dużo spokoju, świeżego powietrza, pozytywnego podejścia do życia.

 

 

Na początku było w Twojej muzyce dużo elektroniki, która kroczek po kroczku jest zastępowana akustycznymi brzmieniami. Skąd się to wzięło?
 
Przede wszystkim z coraz większych możliwości, chęci odkrywania i dobrego serca ludzi. Okazało się, że mamy naprawdę duże wsparcie z wielu stron, nie tylko muzyków. Tak powstał teledysk do „Sorbetowego”, który narodził z sesji zdjęciowej z Iwoną Bielecką, tak powstała EP-ka „Live In Studio”. Po koncercie podeszli do nas fani i powiedzieli – „Nagrywamy? Dobra, to kiedy? Jutro?”. Ten projekt ma jakiś magnetyzm, ekipa cały czas się rozrasta, dołączają kolejne osoby, którzy po prostu chcą zrobić coś fajnego. Studia do nagrań użyczyli nam chłopaki z T.Love, którym po prostu podobało się to, co robimy. Jestem wdzięczna wszystkim za wsparcie, bez Was Cosovel nie wyglądałby tak, jak teraz wygląda.

 

Jesteś w zespole dykatorką?
 
Dyktatura opiera się na bezwzględności, ja taka nie jestem, chcę po prostu realizować moją wizję. Muzycy dostają partie instrumentów, nad ich interpretacją pracujemy podczas prób. Mają się ich nauczyć, a jeśli tego nie zrobią jestem strasznie zła (śmiech). Cieszę się, że spotykam na mojej drodze ludzi, którzy czują podobnie i są w stanie wcielać się w role, więc jestem bardzo zadowolona, że jesteśmy w stanie w takiej formie współpracować. Nie jestem oczywiście głucha na krytykę i nie upieram się bezwarunkowo przy konkretnych rozwiązaniach, konstruktywna krytyka pomoże nagrać drugą płytę, która mam nadzieję, będzie jeszcze lepsza niż debiut.

Zobacz też inne wydarzenia

15.08.2015, Warszawa, Lost Pool13.08.2015, Sopot, Zatoka Sztuki Beach Club, GusGus10.06.2015, WARSZAWA, MIŁOŚĆ, SLOW MAGIC