LAIF » WYWIAD: Kuba Sobczak i MAL (INTERCITY): „Klubowa Warszawa zostanie tak naprawdę niebawem dopiero odkryta”

WYWIAD: Kuba Sobczak i MAL (INTERCITY): „Klubowa Warszawa zostanie tak naprawdę niebawem dopiero odkryta”

 

Na warszawskiej scenie klubowej pojawił się ostatnio zupełnie nowy cykl imprez: w Nowej Jerozolimie wystartowało INTERCITY – inicjatywa Maćka „MAL-a” Leszczyńskiego i Kuby Sobczaka kolektywu Warsaw Calling. Podczas Intercity poznamy lokalnych protagonistów europejskich scen techno i house, którzy tworzą najciekawsze muzyczne wydarzenia, kluby i projekty w swoich miastach i zasługują na uznanie i respekt również w Polsce.
 

MAL 1

MAL, fot. mat. prasowe


 
W wywiadzie poczytacie m.in. o idei, jaka stoi za Intercity, inspiracji serią dokumentów Real Scenes, znużeniem drogimi DJ-skimi bookingami, zachwycie Céline nad Warszawą i aspektach clubbingu, jakie warto przenieść na polski grunt…

 
Tekst: Artur Wojtczak
 

Kuba Gajda 1

Kuba Sobczak, fot. mat. prasowe


 
ARTUR WOJTCZAK: Kubo, Maćku: wspólnie z klubem Nowa Jerozolima wystartowaliście niedawno z  zupełnie nowym cyklem imprez pt. Intercity. Ideą całości miał być pomysł, żeby zapraszać do grania postaci, które kreują najciekawsze klubowe sceny Europy – organizują wydarzenia i tworzą miejsca, będące prawdziwą wizytówką muzyczną tamtych miast . Czym więc jest i ma być Intercity?
 
MAL: Nie zakładamy sobie jakichś bardzo ścisłych ram. Cykl powstał trochę na kanwie starszego pomysłu imprezy „Międzymiastowa” gdzie zapraszane były osoby z innych miast Polski , a teraz chcemy to przenieść na przestrzeń międzynarodową. A miast w Europie jest tyle, ze można by zapełnić ten cykl na najbliższe 2 lata.
 
KUBA: To, co do tej pory sprawdzało się na imprezach w Warszawie, to były tak naprawdę 2 nisze, 2 pomysły: koncepcja imprezy wokół jakiegoś motywu, ze specjalnymi dekoracjami , nietypowym wystrojem itd. oraz duże bookingi ze sprawdzonymi gwiazdami z zestawienia Top 50 Resident Advisor.
 
MAL: W zasadzie odkąd pojawił się festiwal „ Nagle Nad Morzem” ludzie zainspirowali się sytuacją, że można zrobić festiwal bez wielkich gwiazd – bo takowych tam nigdy nie było. Pojawiały się też imprezy o duchu bardziej undergroundowym, które zaczęły zdobywać sławę i rzesze zwolenników tak jak np. Brutaż.
 
KUBA: Potencjał jaki drzemie w „Intercity” jest tak naprawdę niewyczerpany: artystów jest tylu, że moglibyśmy robić cykle prezentujące odrębne miasta i artystów na zasadzie „Londyn prezentuje” , „ Berlin prezentuje” .
 
MAL: W Europie jest mnóstwo nieodkrytych genialnych artystów, których warto pokazać. I pamiętajmy też, że ta impreza to też przeniesienie naszych DJ-ów na poziom międzynarodowy. A tzw. lokalni żołnierze są często ciekawsi niż zblazowane gwiazdy.
 
Czy filmy z cyklu RA / Real Scenes inspirowały was  w prostej linii do stworzenia tych imprez?
 
KUBA: Tak, to była jedna z głównych inspiracji obok tego, co wcześniej powiedzieliśmy. Te dokumenty są świetnie zrealizowane, pozwalają niejako wejść do środka lokalnych scen klubowych. Bo ciężko byłoby poznać z zewnątrz obcą scenę i ją gruntownie przeczesać, bazując wyłącznie na rankingach RA czy fanpejdżach klubów z Facebooka.
 

 
Jeśli Resident Advisor zechce nakręcić warszawski odcinek Real Scenes, to jakie osoby i miejsca są nieodzowne do pokazania w takim filmie?
 
MAL: Z pewnością Luzztro. To klub, który funkcjonuje wiele lat i jest kojarzony przez klubowiczów w Polsce i na świecie. Na tej mapie zaznaczyłbym z pewnością też wspomnienie o miejscach takich jak klub 1500m2, stare 55 w PKiN, dawną Piekarnię.
 
KUBA: Z aktualnych rzeczy to na pewno Nowa Jerozolima z Tiką Milano – obecnie zdecydowanie miejsce nr 1 na mapie stołecznego techno. Z osobowości, jakie działają i wywierają wpływ na tę scenę to Jacek Sienkiewicz za Recognition i wcześniej 1955. Poza tym Michał Brzozowski (za zbudowanie marki 1500m2, 55 oraz Detroit Zdrój) i Jacek Plewicki za Brutaż – za niewątpliwy fenomen tych imprez.
 
MAL: Ciężko nam tu tak naprawdę wymieniać, bo mówimy o swoich kolegach i niedobrze byłoby kogoś pominąć! (śmiech)
 
Pierwsza impreza nowego cyklu odbyła się w lipcu, headlinerem była  Céline , która była animatorką popularnych  paryskich  imprez Sundae. Jak podkreślaliście – to ona pokazała Francuzom jak tańczyć w niedzielę wybierając ciekawe miejscówki nad Sekwaną i selekcjonując najgorętsze płyty. Jak odebrała pobyt w Nowej Jerozolimie?
 
KUBA: Mega! Nie da się tego inaczej ująć. Była podekscytowana Warszawą jeszcze przed przyjazdem, potem ujął ją cały klimat imprezy na patio i również smak wódki orzechowej! ( śmiech) Bawiła się świetnie, skończeniu swojego seta o 4 rano, grała jeszcze z nami back2back do 8-ej, co mówi chyba samo za siebie.
 
MAL: Następnego dnia i w poniedziałek trochę pokazałem jej nasze miasto ( od Warszawy Powiśle po Plan B ) i powiedziała mi – może kurtuazyjnie – że Warszawa podoba jej się bardziej niż Paryż, bo jest cicha, bardzo zielona , przepełniona atrakcjami. Zresztą moim zdaniem, Warszawa już niebawem zostanie tak naprawdę „odkryta” i stanie się w końcu nowym Berlinem. Właściwie wszyscy, którzy tu przyjeżdżają, wracają podekscytowani jej duchem.
 
Rozmawialiście na temat różnic i podobieństw sceny polskiej i francuskiej? Tam scena techno jest chyba jednak bliżej sceny house – podczas gdy w Polsce te sceny funkcjonują trochę oddzielnie.
 
MAL: Tak, rozmawialiśmy o tym, ze w Warszawie jesteśmy bardziej zorientowani na techno, a w Paryżu w piątek w danym klubie gra się house, w sobotę leci tam już techno. Zresztą Paryż nie jest jakoś mocno „techniczny”.
 
KUBA: Tam DJ-e mają chyba bardziej eklektyczny, zróżnicowany gust i grają rzeczy od garage i house po minimal.
 
MAL: Wynikać to może również z faktu, że Paryż to miasto bardzo mocno turystyczne, które musi zaspokoić wiele gustów. Warszawa póki co aż tak turystyczna nie jest…
 
6 sierpnia impreza nr 2, której głównym bohaterem będzie reprezentant sceny barcelońskiej: DJ FRA, związany m.in. z klubem Nitsa. Skąd ten wybór?
 
KUBA: Ten wybór jest poparty głębokim researchem! ( śmiech) Przewertowaliśmy listingi klubów, sprawdziliśmy nasze kontakty. Maciek był zresztą na festiwalu Off-Sonar, gdzie DJ FRA grał na jednej z imprez Kompaktu, oglądaliśmy też jego występy dla Boiler Roomu. Zresztą Fra ma za sobą bogatą karierę producencką, , z wieloma wydawnictwami właśnie dla oficyny Michael Mayera
 
Którą nie wiedzieć czemu dlaczego zawiesił – może dowiemy się tego w sobotę…
 

 
Czy możecie zdradzić jeszcze jakieś szczegóły dotyczące kolejnych edycji Intercity?
 
MAL: Jako trzecią edycję dopinamy Berlin, to jeszcze rzecz owiana tajemnicą, ale już niemal pewna. Tyle możemy zdradzić na teraz!
 
KUBA: Zapraszamy w pierwszy weekend września!
 
W wywiadzie z członkami berlińskiego labelu Janus przeczytałem kiedyś zdanie: „Taneczny parkiet nie powinien spełniać niczyich oczekiwań”. Jednocześnie przypomina mi się manifest jaki towarzyszył powstaniu Warsaw Calling, który tworzysz z Kosmą Szostakiem. Frustrowała was wtedy polska scena i chcieliście na niej czegoś świeżego. Co zmieniło się na niej od 2009 roku?
 
KUBA: Dobre pytanie! Zwłaszcza, że sami zauważyliśmy ostatnio, ze pewne rzeczy zataczają koło. Wówczas do rozpoczęcia naszego cyklu pchnęło nas m.in. zamknięcie Vinyla i Piekarni, na scenie pozostało właściwie jedynie 55, które też wkrótce zawiesiło działalność. Działo się mało, brakowało miejsc z muzyką, którą tak lubiliśmy. Mam wrażenie, że historia powoli zatacza koło – pamiętam, że zaraz potem scena zaczęła się rozkręcać, głównie za sprawą 1500m2, prężnie działał Club Collab. Wkrótce zaczął się też szał na letnie miejscówki, które serwowały wspaniałą elektronikę – Plac Zabaw z imprezami Catzów na tysiące osób, 5-10-15, Dolina Muminków, Temat Rzeka, wreszcie Nowa Jerozolima i Plażowa. Wielu z tych miejsc niestety już nie ma albo odeszły mniej lub bardziej od pierwotnego klimatu muzycznego. Pozostała praktycznie jedynie świetnie prowadzona Jero z genialnym patio oraz wiecznie żywe Luzztro. Może to jest czas na Warsaw Calling II?
 
Maćku – grywasz regularnie na najciekawszych imprezach w Polsce, ale i w kolebce undergroundowego europejskiego techno – Berlinie. Jakie elementy sceny berlińskiej są warte przeniesienia do Warszawy?
 
MAL: Dwie najważniejsze cechy to imprezowanie w dzień oraz imprezowanie dłużej niż do 6 rano – tu ochroniarz nie wyprosi Cię z klubu rano. Berlin jest roztańczony od czwartku do poniedziałku. W poniedziałek o 7 rano w Berlinie wciąż leci muzyka. Czy przeniesienie tego do Polski jest realne? Nie wiem w jakim czasie, ale jest realne jak najbardziej. Ale to stanie się szybciej, niż nam się dziś wydaje.
 
Na koniec pytanie, jakie zadaję wszystkim reprezentantom kultury klubowej, z którymi rozmawiam: wymieńcie proszę 3 najważniejsze w swej ocenie klasyczne utwory taneczne, jakie wywarły na was wpływ.
 
MAL: Z mojej strony na pewno jest to „Deep Burnt” Pepe Bradocka, jeśli chodzi o house. Utwór Bena Klocka „Subzero” to też taki mój żelazny power-play jeśli chodzi o techno. Poza tym uwielbiam „NN 8.0” Normana Nodge – typowy Berghain sound! I dodałbym coś minimalowego – na pewno jakiś Ricardo Villalobos!
 

 
KUBA: Jako pierwszego wymieniam Omara S i jego „Here’s Your Trance – Now Dance” – to dla mnie klasyk. Uwielbiam te cykacze, te przepiękne smyki. To kojarzy się od razu z graniem nad ranem na jakiejś plenerowej miejscówce… Drugi to pozornie monotonny, ale tak naprawdę euforyczny i z wolna nakręcający kawałek Heiko Laux „Souldancer pt 3”. Puszczam go zawsze w najlepszych momentach imprez. Last but not least – Trentemoller – Moan w charakterystycznym, hipnotycznym remiksie Radio Slave’a, mega power-play w moich setach odkąd tylko go odkryłem, taki secret weapon.
 

Zobacz też inne wydarzenia

22.03.2015, KRAKÓW, FABRYKA, JUNGLE 21.05.2015, WARSZAWA, KLUB PARDON, TO TU, Idris Ackamoor & The Pyramids 13.06.2015, WROCŁAW, WOODED FESTIVAL