LAIF » WYWIAD: Megan James (Purity Ring)

WYWIAD: Megan James (Purity Ring)

 
Ceniony duet sceny alternatywnej przyjeżdża do Polski, zabiera ze sobą interesującą debiutantkę Empress Of i chętnie odpowiada na trudne pytania. Megan James przyznała, że muzyce oddana jest w całości i nie ma w jej życiu miejsca na romanse: – Nie da się tworzyć muzyki od 8. do 16., a potem iść z kimś na kolację. Po prostu jest muzyka i więcej nie liczy się nic.
 
Tekst: Przemek Bollin

 
 

PurityRing_1

Purity Ring; fot. Renata Raksha/mat.prasowe


 
 
Jesteście bardzo popularnym bandem. Czujesz to na co dzień w Kanadzie?
 
Traktuję to jako moją pracę. Nie potrzebuję żadnego dodatkowego poklasku. Nie kręci mnie to w żaden sposób.
 
Zerknąłem na wasz kalendarz: 43 koncerty w 9 tygodni. Wysokie tempo. Mówisz, że traktujesz to jako swoją robotę. Brzmi jakbyś była tym zmęczona.
 
W życiu! Uwielbiam naszą ekipę, z którą podróżujemy po świecie. Dobrze się ze sobą czujemy. Jedni pracują stale w tym samym miejscu, my nie zostajemy w mieście dłużej niż parę dni. Poza tym niczym się to nie różni. Wpadasz w pewien rytm życia, znajdujesz czas na relaks i skupiasz się, żeby dać dobry koncert.
 
Jak taki tryb życia wpływa na Twoje relacje z najbliższymi?
 
Nie mam z tym żadnego problemu. Wszyscy wiedzą o tym, że zajmuje się w życiu muzyką. To definiuje kontakt od samego początku. Nawet nie widzę powodów, żeby się zamartwiać tym, że żyję tak a nie inaczej. Jestem kim jestem i moi bliscy muszą to zaakceptować. Jak nie, to trudno. To dosyć proste.
 
 

 
 
Widziałem niedawno film „Ricki and the Flash” [polski tytuł „Nigdy nie jest za późno” – przyp. autora], z Meryl Streep w roli głównej. Historia wokalistki dla której muzyka była wszystkim, a rodzina przelatywała na drugim planie. Jej małżeństwo się rozpadło, a ona straciła kontakt z trójką swoich dzieci na lata.
 
Rozumiem o czym mówisz. Nie mam teraz dzieci, więc nie podchodzę do pewnych rzeczy w sposób odpowiedzialny – wiem o tym. Taki moment w życiu. Widzisz, ja nigdy nie myślałam o tym w taki sposób, że dla kogoś to może być problem. Ja po prostu latam po świecie i gram koncerty. A ty mi nagle uświadamiasz, że obok tego jest coś jeszcze…

 

Pewna starsza aktorka powiedziała mi kiedyś: „scena jest zazdrosna suką, kocha na wyłączność”.
 
Jak to?

 

Nagrywasz album, jesteś w środku procesu; wychodzisz ze studia i spotykasz się z facetem. On chce gadać o wymianie opon z letnich na zimowe; o tym co robił w swoim biurze i o co tym razem pokłócił się ze swoim szefem. A ty właśnie nagrałaś „Sea Castle” o stworzonym przez Ciebie świecie i nie bardzo Ci się chce z tego wychodzić. Dlatego „zazdrosna”, a może nawet „zaborcza” jest muzyka, sztuka w ogóle.
 
Wiem o czym mówisz. Ale ja inaczej nie umiem. Jak chcesz coś robić naprawdę o siebie, musisz cały czas w tym siedzieć. Nie da się tworzyć muzyki od 8. do 16., a potem iść na kolację a facetem. Zazdrość o której mówisz ewentualnie może się pojawić u tej drugiej osoby z którą się spotykam, ale nie we mnie. Ja nawet o tym nie myślę. Po prostu jest muzyka i więcej nie liczy się nic.
 
 

 
 
Twoje teksty na albumie „Another Eternity” mają sentymentalny charakter, jakbyś wracając po czasie do Edmonton przywoływała duchy przeszłości.
 
Żyjąc naprawdę w danym miejscu, zostawiasz w nim cząstkę siebie. To naturalne. Więc kiedy wracasz do tego miejsca, spotkasz siebie z przeszłości. Te spotkania nie zawsze są przyjemne, ale zawsze odkrywają coś zupełnie nowego. Jakbyś mógł się spotkać z sobą sprzed dziesięciu lat, to na pewno byłaby to ciekawa, a może właśnie bardzo burzliwa rozmowa. Ale na pewno nie krótka i na pewno nie o niczym. Poza tym jestem bardzo nostalgiczna; nie potrafię z tego wyrosnąć [śmiech].

 
 

PurityRing_AnotherEternity

Purity Ring, okładka albumu Another Eternity; mat. prasowe


 
 

W „Repetition” śpiewasz „Watching me is like watching a fire/ take your eyes from you”. To bardzo poetycki tekst. Gratuluję Ci tego.
 
Dziękuję ci. Jesteś bardzo miły.

 
 

 
 


Bardzo mnie interesuje, co poukrywałaś w tych frazach. Zdradzisz tło, dodatkowe znaczenia?

 
Jestem kobietą z daleka, więc możesz mnie obserwować tylko przez chwilę. Ale jestem jak ogień, więc jak raz mnie zobaczysz, nie będziesz mógł przestać patrzeć [śmiech].
 
Rozumiem…
 
Trudno to opisać słowami, ale cieszę się, że czytasz ten tekst jako poetycki. [Śmiech] Zmieszałam się. W każdym razie jest to o bardziej przyziemnych rzeczach, niż myślisz.
 
A „Sea Castle”? Istnieje czy nie?
 
To jest każde miejsce w którym chciałam być, ale nie byłam. Najczęściej przez własny strach, bo jestem strasznym tchórzem.
 
 

 
 
Ale czemu zamek, a nie szałas na przykład?
 
[Śmiech]. Bo chodzi o budowanie czegoś stabilnego i pięknego zarazem.

 

A masz teraz miejsce gdzie czujesz się bezpiecznie?
 
Realne?

 

Tak.
 
Hm, chyba tylko w moim domu rodzinnym. Kobieta potrzebuje bezpieczeństwa, ale bardziej w konkretnej osobie, niż w rzeczach materialnych.

 

6 listopada zagracie w Warszawie. Przed Wami wystąpi Empress Of, która niedawno wydała debiutancki album. Świetny zresztą.
 
To nasza przyjaciółka, zawsze ją zabieramy jak mamy taką możliwość. Bardzo lubię ten materiał. Myślę, że dobrze się zapowiada.

 
 

 
 


Moim zdaniem ma większy potencjał niż BANKS.

 
Naprawdę?

 

Poważnie. Miałem potężną fazę na BANKS, ale Empress bardziej trafia do serca.
 
Przekażę jej to! Na pewno się ucieszy. Bardzo ciężko na to pracowała. 

Zobacz też inne wydarzenia

25.04.2015, WARSZAWA, MIŁOŚĆ KREDYTOWA 9, FLIRTINI & RIMMEL GANG: FKJ (LIVE) 27.03.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, WHOMADEWHO 15.05.2015, WARSZAWA, KURORT NAD WISŁĄ, PAULA & KAROL