LAIF » WYWIAD: „Mogę zaśpiewać coś lepszego od milczenia” – Maja Olenderek

WYWIAD: „Mogę zaśpiewać coś lepszego od milczenia” – Maja Olenderek

 

Maja Olenderek niedawno wydała swoją debiutancką płytę „Bubble Town“. Muzyka, którą robi jest niemodna, a diwą woli być w domowych warunkach. W wywiadzie dla LAIF opowiedziała nam o swoim podejściu do polskiego show biznesu, przepisie na bycie fabulous i cygańskim pseudonimie z warszawskiej Pragi.
 

Tekst: Milena Fik
 

birdmaja1 copy

Maja Olenderek; zdjęcie: mat. prasowe

 

 

Milena Fik: Kiedyś powiedziałaś mi, że marzysz o byciu diwą, w następnej rozmowie wypaliłaś, że poważnie myślisz o zostaniu hydrauliczką. Umiesz to połączyć?
 

Maja Olenderek: Dobrze by było. Obecnie muszę połączyć te dwie pasje, no bo wiesz – życie. Diwą już trochę jestem, przynajmniej w domowych warunkach, a hydraulikiem chciałabym zostać w niedalekiej przyszłości. Mieć swój biznes. Mówię serio.

 

A czemu akurat hydrauliczką?
 

Hydraulicy, których spotkałam na swojej drodze życiowej (kilku z nich całkiem niedawno) to ludzie, którzy wysoko cenią swoją pracę i niezależnie od kryzysu znajdą odbiorców na swoje usługi, momentami muszą się nawet od nich opędzać. Też tak chcę. To naprawdę zdaje się być intratnym biznesem.

 

Wspomniałaś, że jesteś diwą w domowych warunkach. Jak to działa?
 

Zakładasz błyszczące ciuchy, szykowne buty, patrzysz w lustro i jesteś diwą, przez jakieś 5 minut. Jak jestem sama w domu to wybieram sobie co bardziej „diwowe” piosenki i wykonuje je z pełną gamą pompatycznych wczuć i takich specyficznych rozemocjonowanych podjęków. Moje numery raczej nie mają takiej specyfiki więc paradoksalnie na scenie diwą nie bywam.

 

Diwa to także charyzmatyczna osobowość.
 

Wydaje mi się, że diwa często miewa antypatyczną osobowość. Ale za to jest fabulous. Ja chciałabym przyjąć rolę diwy sympatycznej. Diwy przez swojskie W. Do wódki, kawioru, szampana i kiełbasy.

 

Chciałaś nagrać płytę z coverami Violetty Villas. Violetta jest divą przez wielkie V.
 

Chciałam, ale się spóźniłam. Kilka dni temu przeczytałam na pudelku, że powstanie film o Pani Violetcie, gdzie główną rolę zagra Margaret, czyli co za tym idzie – pewnie nagra płytę z jej piosenkami. Ma za sobą bezdyskusyjnie większą machinę produkcyjną, więc po prostu zdecydowałam, że to nie ma sensu. Chociaż repertuar nadal kusi.

 

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że nie jesteś przekonana do robienia sobie selfie z czipsem. Masz problem z autopromocją?
 

Mam. Więc zakładam, że jednak średnia ze mnie diwa. Diwa jest z urodzenia chodzącą autopromocją. Ale staram się zaadaptować do rzeczywistości – uczę się techniki selfie, staram się przebrnąć przez Instagram, dojrzewam powoli do wrzucania coraz większej ilości postów na facebook. Nie mam tego we krwi, ale uczę się tego wszystkiego. Na scenie jest inaczej bo wiem co robić. Ta sytuacja jest dla mnie naturalna. Ja ogólnie mam wielki problem z udawaniem czegokolwiek. To mi bardzo komplikuje życie. Z trudem też przychodzi mi mówienie na scenie do publiczności, zaplanowana konferansjerka. Bardzo cenię sobie zdanie Pitagorasa „Milcz, albo powiedz coś co jest lepsze od milczenia“. Mogę zaśpiewać coś lepszego od milczenia.

 

Instagram jest ważny. Chcesz zabrać ludziom przyjemność patrzenia co jesz/pijesz/gdzie śpisz?
 

Możesz mieć racje. Ale trudno mi bardzo wyczuć co dla ludzi może być ciekawe w moim otoczeniu. Ciekawa jestem czy na wszystko znajdą się odbiorcy na Instagramie. Czy są jakiekolwiek zdjęcia z odpowiednią ilością hashtagów, które nie mają żadnych lajków? Ostatnio zrobiłam naprawdę złe zdjęcie czajnika z herbatą na podgrzewaczu. Zły kadr, złe światło przy okazji nic ciekawego na zdjęciu. To byłby mój kandydat na taki test.

 

Czyli nie masz zamiaru się sprzedać?
 

Chciałabym szczerze mówiąc. Tylko, tak jak wspomniałam w odpowiedzi na Twoje wcześniejsze pytanie, stopień do którego potrafię się nagiąć jest niestety dosyć niski. Więc sprzedać w wersji bez przekroczenia mojego progu tolerancji na niechciane zmiany – chętnie.

 

No właśnie – co zrobisz jeżeli jakaś duża wytwórnia będzie miała na was zupełnie inny pomysł?
 

Może będą mieć jakiś dobry pomysł! Nie można tego wykluczyć. Nie wykluczam też tego, że warto nauczyć się w życiu sztuki kompromisu, pójścia na ustępstwo tu i ówdzie. Gdzieś trzeba znaleźć złoty środek pomiędzy zachowaniem swoich własnych ideałów muzycznych, a nagięciem się do potrzeb rynku. (cisza)…pytasz mnie, ja staram się odpowiedzieć jakoś sensownie, ładnie, tak jak kandydatki na miss kiedy dostają swoje trzy pytania, a szczerze mówiąc ja po prostu jeszcze tego nie wiem. Nie mam pojęcia gdzie jest ten złoty środek, czy istnieje, czy warto się sprzedać i mieć z górki. Czy patrzeć na siebie w lustrze mniej przyjaźnie czy może iść w zaparte, a potem np. za 20 lat pluć sobie w brodę, że nie założyło się tej sukienki jak chcieli, nie zaśpiewało numeru pod publikę, a potem  z bólem prowadzić hydrauliczny biznes bo z muzyką nie wyszło. Nie wiem. Ale w tym projekcie jest mi bardzo trudno iść na ustępstwa, to moje pierwsze dziecko. Więc jak ktoś Ci mówi, że Twoje dziecko właściwie powinno być inne, lepsze, ładniejsze odwracasz się i mówisz „do widzenia“. Tak mi się wydaje. Chciałabym faktycznie zrobić paralelnie nowy projekt muzyczny, który traktowałabym trochę mniej prywatnie. Może śpiewać np. nie swoje teksty. Wtedy narzucone pomysły przyjęłabym łatwiej.

 

Czego spodziewałaś się po wydaniu pierwszej płyty?
 

Wydawało mi się, że będę tym procesem mniej zmęczona i od razu będę chciała zrobić następną. A mam wrażenie, że muszę odpocząć. Dopiero teraz, kiedy od premiery minęły 3 miesiące jestem w stanie się nią cieszyć. Wcześniej czułam ulgę, że to już, nareszcie. Może nie wszyscy wiedzą, ale to mnóstwo roboty.

 

Miałaś wielkie oczekiwania?
 

Trzeba mieć wielkie oczekiwania. Bo inaczej po co tyle zamętu. Miałam duże oczekiwania i nadal mam. Bardzo duże, ale nie oderwane od rzeczywistości. Wiem, że muzyka, którą robimy jest w Polsce niemodna. Nie ma na nią teraz boomu. Ale też nie wiem czy kiedykolwiek będzie tu modna. Ostatnio czytałam komentarze pod jedną z naszych recenzji, jakaś dziewczyna napisała „bardzo fajne te utwory…tylko jakieś takie dziwne“. Rozumiem ją doskonale. Sama mam problemy z klasyfikacją naszej muzyki. Muzyka niesklasyfikowana, akustyczna nie należy do mainstreamu alternatywy (śmiech). Ale jestem bardzo zadowolona z reakcji na nas na koncertach i z recenzji jakie dostajemy. Także moje oczekiwania powoli są zaspokajane.

 

IMG_2577

Maja Olenderek; zdjęcie: Milena Fik

 

Jaki kraj muzycznie Cię inspiruje?
 

Żaden konkretny raczej. Indywidualne zjawiska. Chyba, że chodzi Ci o muzykę ludową, a nie rozrywkową. Uwielbiam polifonię a cappella zza wschodniej granicy. Poza tym zazwyczaj nie inspiruje mnie sama muzyka, tylko jakieś podejście twórcze, swoboda, albo typ emocjonalności.

 

Jesteś zafascynowana cygańską kulturą, jaki ma wpływ na twój wizerunek, muzykę?
 

O, właśnie. Tu dokładnie to co powiedziałam przed chwilą. Oczywiście w tym wypadku samą muzykę też uwielbiam. (Kurcze, nie wiem co mogę powiedzieć a co nie, żeby pozostać w granicach poprawności polityczniej). Ok…odnosząc się do takiego bardzo filmowego stereotypu cygańskiej kultury przyznaję, że lubię taborowy klimat, magiczne błyskotki, lubię stare rozwalające się wzorzyste przedmioty, koraliki. Lubię stylistyczną anarchię i niewymuszona przypadkowość. Do swojego wizerunku ukradłam sobie od nich właśnie to, no i oczywiście złoto. Zawsze mam go na sobie tak dużo jak mogę, żeby nie otrzeć się o przesadę wywołującą niepotrzebnie dużo uwagi na ulicy. Ale na koncertach nie oszczędzam. W swoim mieszkaniu też nie. Gdzie może tam błyszczy. A z tymi już niefilmowymi, współczesnymi cyganami, Romami (to nie są równoznaczne terminy, ale posłużę się już tu może takim uproszczeniem bo to zbyt szeroki temat) po prostu bardzo dobrze się dogaduję. Nie wiem czemu, ale traktują mnie jak „swoją“. Kiedyś na Pradze na jakiejś podwórkowej imprezie w kamienicy, jeden do mnie podszedł spojrzał mi się w oczy i powiedział „Ty to jesteś nasza. Jesteś jak moja Żaklina“. Może i jestem! Oni wydają mi się tacy…bezpretensjonalni, niczego nie udają, nie są niewolnikami mód. Ja zdaje się też nie jestem. Ja wiem, że generalizuję, ale nie mam jak inaczej odpowiedzieć na to pytanie.

 

A muzyka?
 

Wszystkie takie zjawiska jak muzyka klezmerska, fado, flamenco czy cygańska muzyka bałkańska (czyli przecież gatunki, które powstały z wpływu muzyki cygańskiej na inne, miejscowe europejskie kultury muzyczne) są mi bardzo bliskie i wydaje mi się, że czasem gdzieś wybrzmiewają w ogólnym rozrachunku naszej muzyki. Więc można powiedzieć, że jakiś realny wpływ na naszą muzykę mają. Ale też nie popadałabym tu w przesadę. Więcej wspólnych mianowników doszukiwałabym się tutaj w podejściu twórczym i swobodzie wykonawczej. Takim nieskrępowaniu formą i oczekiwaniami.

 

Masz szeptuchę w rodzinie, sama wyglądasz jak szamanka. Ludzie ostrożnie podchodzą do autentycznego wizerunku, który ewidentnie nie jest wykreowany pod żadną aktualną modę. Ty nikogo nie udajesz. Jak to jest?
 

Nie udaję. Ale chyba chyba nikogo to nie razi. Mam nadzieję, że może co poniektórych intryguje. Serio wyglądam jak szamanka? To miło. Chociaż tyle. Na studiach po seminariach o szamanizmie bardzo się nakręciłam na ten temat, sprowadzałam z kraju i z zagranicy książki, podręczniki szamanizmu (tak, istnieją!), sama się nauczałam, ale projekt upadł, kiedy doszłam do momentu, w którym książka sugerowała obranie asystenta, który będzie walić w bęben i wprowadzać mnie tym w trans i wyobraź sobie, że nikt z mojego otoczenia nie nadawał się na to stanowisko (śmiech). Mój apetyt faktycznie podsycała też oczywiście prababcia szeptucha z Zaporoża [wschodnia Ukraina, przyp.red.]. Szczerze mówiąc nadal tak jest. Nie wchodząc w szczegóły – przywiązuje dużą wagę do nadrealnej strony życia.

 

Co cię najbardziej denerwuje w krajowym show biznesie?
 

Pretensjonalność i powielanie mód, na cokolwiek właściwie: sam charakter muzyki, manierę w głosie, wizerunek sceniczny.

 

Co sądzisz o kondycji polskiej muzyki? Mam na myśli mainstream.
 

Taki mainstream – mainstream…jest w kondycji bardzo złej. Przeraża mnie to często. Nawet już nie dlatego, że zupełnie nie widzę tam miejsca dla siebie. Patrzę na to z szerszej perspektywy. To są naprawdę często bardzo ogłupiające produkcje, które już z samego założenia mają być tylko tłem do naszego życia codziennego, nie powinny powodować dreszczu na ciele albo głębszej refleksji. To produkcje taśmowe i dokładnie tak brzmią. Jasne, zdaję sobie sprawę z tego, że jakiś przeciętny Pan w Samochodzie niekoniecznie szuka głębokich wrażeń jadąc do pracy i słuchając radia, ale jak przyjrzę się muzyce np. z lat 60, 70 to nie przypominam sobie tam utworów, które są aż tak dogłębnie kretyńskie. Te obecne teksty często przyprawiają o mdłości…kiedyś nawet w kompozycjach dokładnie takich – kreowanych pod szerszą publikę – była jakaś wrażliwość, czarująca myśl muzyczna. To często były po prostu bardzo przyjemne piosenki z, nierzadko, urokliwym tekstem. Proste, ale dobre. Sorry za truizm, ale dobry numer nie musi być trudny w odbiorze. Więc…Polacy mogliby słuchać lepszej muzyki, gdyby tylko mainstreamowe media nie zaniżały tak standardów. Popyt na tą dobrą by się pojawił i gusta gawiedzi byłyby ukształtowane tak, że nie trzeba by się wstydzić. Dla mnie bomba.

A polska muzyka alternatywna?
 

Ooo… tu dużo lepiej. Jest bardzo dużo dobrej muzyki. A o większości pewnie nawet jeszcze nie wiem właśnie dlatego, że należy do niewspieranej medialnie alternatywy. I to właściwie w każdym muzycznym stylu możesz sobie znaleźć coś dobrego, co wcale nie odbiega od muzyki „z zagranicy“. Czasem brakuje trochę projektów, które są świeże. Takie swoje własne. Osobowości na scenie mi brakuje. Co nie znaczy, że ich nie ma. Znów. Są ale pewnie gdzieś bardzo poukrywane w fałdach większych i mniejszych miast. Trudno do nich dotrzeć bo trudno im się wydobyć z niszy.

 

Słuchasz czegoś krajowego?
 

(cisza)…Poczekaj bo próbuję się zastanowić…nie słucham. Bo teraz, jak widzisz sama, bardzo popularna jest elektronika, potrafię docenić kunszt i kompozycję tego sortu, ale długofalowo mnie to nie pociąga. A nie trafiłam jeszcze na żaden skład akustyczny, który mnie oczarował bezgranicznie a do tego wydał już płytę i koncertuje. Poza tym zakochuję się przede wszystkim w głosie. W Polsce jeszcze w żadnym się nie zakochałam. Jest za to kilka singer songwriterek, które mnie niedawno zainteresowały. O patrz, wiem! Ostatnio spodobała mi się piosenka „Kinga“ Mister D, ale to przez to że Ty mi ją puściłaś. Ale tutaj to nie głos mnie oczarował, lecz warstwa liryczna!

 

Jest coś o co nie powinnam pytać?
 

Tak! Chciałabym, żeby mnie pytano o życie prywatne w wywiadach a ja wtedy mogłabym mówić, że niestety nie rozmawiam o życiu prywatnym. Jak diwa z zasadami.

 

Maja…masz chłopaka?
 

Mileno…przepraszam, ale nie rozmawiam o życiu prywatnym.

Zobacz też inne wydarzenia

09.04.2015, WARSZAWA, STODOŁA, CURLY HEADS 22-23.06.2015, Poznań, Warszawa, Nothing But Thieves 13.06.2015, WROCŁAW, WOODED FESTIVAL