LAIF » WYWIAD: Sean Nicholas Savage – „Nie wierzę zbytnio w rzeczywistość”

WYWIAD: Sean Nicholas Savage – „Nie wierzę zbytnio w rzeczywistość”

 
Od razu go rozpoznaję. Wysoki, szczupły, ubrany w vintage’owy garnitur, z włosami zaczesanymi do tyłu, wygląda jak postać z filmów Jima Jarmuscha. Stoi pod Pałacem Kultury i Nauki, gdzie za chwilę w Cafe Kulturalna da koncert, podśpiewuje i pali skręcanego papierosa. Rozmawiamy chwilę o dziwnej pogodzie i jego znajomych Polakach, potem wchodzimy do środka i siadamy w szatni Teatru Dramatycznego. Kilka minut później jest już przy nas pani dozorczyni, która każe nam się uciszyć, bo u góry trwa przedstawienie. O snach, pracy na zmywaku i George’u Michaelu rozmawiamy szeptem.
 
Tekst: Dorota Groyecka, Zdjęcia: Liubov Gorobiuk

 
 
3_SeanNS_fot_LiubovGorobiuk
 
 

Dorota Groyecka: Gdzie teraz mieszkasz?
 
Sean Nicholas Savage: Od kilku lat jestem właściwie bezdomny. Ale po trasie koncertowej zamierzam osiąść na jakiś czas w Berlinie.
 
Twoja kariera zaczęła się w Montrealu. Co takiego ma w sobie to miasto, że wypływa tam ostatnio tak wielu nowych, zdolnych artystów?
 
Podobnie jak Berlin, to taki kulturowy tygiel. Montreal jest dosyć tani, możesz pozwolić sobie na mieszkanie, nie pracując zbyt dużo. Artyści przyjeżdżający do tego miasta mogą poświęcić się swojej sztuce, nawet jeśli nie zarabiają na niej. Nowi artyści przyciągają kolejne twórcze osoby, tworzy się „scena”, powstają niewielkie kreatywne sąsiedztwa. Trochę jak Neukölln w Berlinie. Poza tym jest tam bardzo ładnie.

 

Zauważasz w Montrealu gentryfikację?
 
Mówi się o niej… Ale podczas gdy np. w Berlinie powstaje coraz więcej sklepów i knajp, które wyglądają jak pudełka i serwują beznadziejne jedzenie, to w Kanadzie nowo otwierane hipsterskie miejscówki są zachowane w pewnym określonym stylu – wszystko jest dosyć staromodne, całe w drewnie, nie są to paskudne, nowoczesne lokale. Gentryfikacja jest inna w każdym mieście: w Berlinie niedawno zaczęło się to szaleństwo, w Nowym Jorku jest już bardzo źle, tak samo w San Francisco. W Montrealu jeszcze nie ma dramatu i myślę, że nie będzie.

 
 
1_SeanNS_fot_LiubovGorobiuk
 
 

Wydałeś już 12 albumów w dosyć krótkim czasie. Nie boisz się, że obudzisz się pewnego dnia i nie będziesz w stanie napisać kolejnej piosenki?
 
Nie umiem pisać piosenek. Nie jest to coś, nad czym się trudzę, coś skomplikowanego, jak robienie video, czy pisanie wierszy. Po prostu czerpiesz z doświadczeń ze swojego życia, jesteś otwarty na chwytliwe pomysły, ale nie wymyślasz ich od podstaw. Nie mogę uznać tutaj swoich zasług, po prostu tworzę coś, co jest połączeniem rzeczy, które lubię, które są mi bliskie. Nie da się tego robić na siłę, potrzebuję powodu, żeby napisać piosenkę. Nie umiem tworzyć pod presją i myślę, że nie powinienem.

 

Wiele Twoich tekstów było inspirowanych snami. Czy to sposób na uciekanie od rzeczywistości?
 
Nie wierzę zbytnio w rzeczywistość. Myślę, że sny są bardzo prawdziwe i pozwalają nam zrozumieć naszą codzienność. Sny są pełne metafor i prawd, które stanowią kompas, wskazują nam, gdzie jesteśmy. To jedna z życiowych iluzji, że trzeba tworzyć konkretne, namacalne rzeczy, a przecież patrząc na to nawet naukowo, „rzeczywistość” nie jest czymś konkretnym. Sny są bliższe prawdzie, są pełne informacji i wiadomości, dlatego uważnie przyglądam się im i za nimi podążam. To nie ucieczka, wręcz przeciwnie. Również nie piję i nie imprezuję po to, żeby od czegoś uciec. Może czasami mi się to zdarzy, ale trwa to maksymalnie jedną noc. To niezdrowe.

 

Pamiętasz swój wczorajszy sen?
 
Tak. Byłem w pięknych, porośniętych trawą i drzewami górach, w słoneczny, wietrzny dzień. Znalazłem mały statek, nienapędzany siłą elektryczną. Był wielkości dwóch samochodów, miał trzy piętra. Zepchnąłem go ze skały i zacząłem latać. Było to bardzo bezpieczne, nawet jeśli uderzałem w coś, to zderzenie było delikatne, po prostu się odbijałem. Latałem tak całe popołudnie, a potem przyszedł jeden z moich przyjaciół i okazało się, że jest na mnie zły, że pożyczyłem sobie ten statek. A ja po prostu nie mogłem się oprzeć, taki był fajny. Kiedy dzisiaj się obudziłem, miałem lekką paranoję. Czasem budzę się z pięknego snu i jestem przerażony.

 
 
6_2_SeanNS_fot_LiubovGorobiuk
 
 

Nie lubisz poranków?
 
Nie, lubię je. Czasami budzę się niesamowicie szczęśliwy.

 

Miałeś kiedyś normalną pracę?
 
Hmm, „normalna” to pojęcie względne.

 

Chodzi mi np. o pracę w barze.
 
O tak, miałem milion takich fuch. Nie w ciągu ostatnich cztery lata, ale wcześniej pracowałem już chyba wszędzie. Znajdywałem jakieś beznadziejne zajęcia, które pozwalały mi zarobić parę dolarów, a które mogłem z łatwością rzucić. Nie pochłaniały zbyt dużo mojego czasu, mogłem więc pracować nad muzyką. Najlepsza praca jaką miałem, to ta ostatnia – na zmywaku w restauracji w Montrealu. Byli tam bardzo mili ludzie, którzy o mnie dbali, mieli dobre jedzenie i piwo, słuchaliśmy fajnej muzyki. To miejsce jednak już nie istnieje.

 

Teraz jesteś w stanie utrzymać się w pełni z muzyki?
 
Tak, od kilku lat.

 

Jesteś równie romantyczny w codziennym życiu, co w swoich piosenkach? Śpiewasz swojej dziewczynie nad ranem?
 
Tak, ale nie w tandetny sposób. A może jednak? Lubię się wygłupiać, często łapię za gitarę. Moja dziewczyna nie jest idiotką, więc nie jest tym w pełni oczarowana. To po prostu takie moje egocentryczne zachowanie. Śpiewam cały czas, również kiedy się budzę, ale nie robię tego tak, jakbym występował.

 

Nie spodoba Ci się porównanie do Georga Michaela…?
 
Nie, skąd! Słuchaliśmy go właśnie dziś w samochodzie, bardzo go lubię, uwielbiam Wham!, chociaż nigdy nie słuchałem ich za dużo. Bardzo się zdziwiłem, kiedy zdałem sobie sprawę, że w niektórych piosenkach brzmię jak on. Wiele spośród jego mniej znanych utworów jest podobnych do moich kawałków. Może powinienem jeszcze bardziej brzmieć jak George? (śmiech)

 

Twój najnowszy album nosi tytuł „Other Death”. Czy to rewers wcześniejszej płyty, „Other Life”?
 
Nie, w zasadzie te płyty nie mają ze sobą nic wspólnego. „Other Death” jest o niszczeniu siebie, o demolowaniu wszystkiego dokoła. Jest o zaczynaniu na nowo – tak, jak to się dzieje po śmierci, i o wierze.

 

Jednak okładka „Other Death” zdecydowanie nawiązuje do „Other Life”.
 
No dobrze, trochę nawiązałem w ten sposób do swojego najpopularniejszego albumu. Wydawało mi się dziwne nawiązywać do „Bermuda Waterfall”. To również sposób powiedzenia „pieprz się” do „Other Life”, rodzaj wymierzenia w siebie broni. Wszystko na tej płycie dotyczy w metaforyczny sposób moich przekonań na temat śmierci, również wiersz, który znajduje się na okładce. Chciałem pokazać, że nie można niczemu przypisywać zbyt dużej wartości.

 

Masz obsesję na punkcie śmierci?
 
Nie. Myślę o niej dużo, ale nie wydaje mi się, żebym miał obsesję.
 
Sądzę, że mój następny album będzie zupełnie inny – bardziej oldschoolowy, w pełni akustyczny, z gitarą, prawdziwą perkusją, z bardzo lirycznymi tekstami.

 

Na Twoich albumach pojawiają się inni artyści z wytwórni Arbutus Records. Jesteście jak jedna duża rodzina?
 
Nie ma nas aż tak wielu, ale tak – jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.

 

Nie ma między Wami konkurencji?
 
Tylko zdrowa i przyjacielska.

 

Kto był dla Ciebie wzorem, kiedy dorastałeś?
 
Miałem wiele takich osób. Oglądałem w telewizji sporo popowych teledysków z flow typowym dla lat 80., podziwiałem więc takich muzyków, jak Cyndi Lauper, Billy Idol, Spandau Ballet, Crowded House. Każdy był moim bohaterem na inny sposób.

 

Kim są dzisiaj Twoi idole?
 
Mam wciąż kilku bohaterów, ale nie za bardzo lubię słowo „idol”. Nie jestem nieszczęśliwy, nie mam potrzeby kopiowania kogoś. Ale tak, pewni artyści mają na mnie wpływ, m.in. filozof Alan Watts.

 

Masz ulubionych pisarzy?
 
Nie, nie czytam za dużo.

 

To dziwne. Zakładałam, że jest inaczej – wielu songwriterów, poetów sporo czyta.
 
Z czytaniem jest ten problem, że pochłania bardzo dużo energii, to może być czasami strata czasu. Jeśli coś mnie zainteresuje, to mogę czytać bez ustanku, ale większość książek po prostu mi się nie podoba, złoszczę się i rzucam je w kąt. Tak samo z filmami – nie mam problemu z wyłączeniem filmu w połowie, nie oglądam ich też zbyt wiele – może jeden film na dwa tygodnie.

 
 
Zrzut ekranu 2015-12-06 o 13.02.38
 
 

Zauważyłam, że często występujesz boso. Dlaczego?
 
Generalnie noszę buty tak cienkie i małe, jak to tylko możliwe. Mam dosyć spore stopy i nie lubię butów, które je powiększają. Ale podczas występów, kiedy chcę dać z siebie wszystko, po prostu muszę ściągnąć buty. Skarpetki też. Nawet nie do końca to lubię, ale nie umiem inaczej. Sporo innych artystów też tak robi.
 
Jestem dosyć świadomy, jak mają wyglądać moje występy. Mogę to robić tylko w bardzo określony sposób. Myślę, że nie będę dawał koncertów całe życie, bo łatwo się męczę, nudzę.

 

Zajmiesz się robieniem filmów?
 
Tak, będę robił filmy, zdjęcia, pisał wiersze, artykuły, wydawał albumy, ale nie będę dawał nieustannie koncertów. Będę starał się zarobić na życie, robiąc masę różnych rzeczy.
 
Teraz pracuję nad swoim filmem, jestem w trakcie pisania scenariusza. Będzie dosyć psychodeliczny. Akcję osadzę w Berlinie, główną rolę zagra Adam [Byczkowski – aka Better Person, występuje i nagrywa z Seanem], a ja zagram małą rólkę. Nic więcej nie mogę jeszcze powiedzieć.
 
 

 

 

Zobacz też inne wydarzenia

22-23.06.2015, Warszawa, Teatr Studio, Flying Lotus 25.04.2014, WARSZAWA, CAFE KULTURALNA, KRÓL 13.06.2015, WROCŁAW, WOODED FESTIVAL