LAIF » WYWIAD: Tei Shi – Urocza melancholia, R’n’B i girl power

WYWIAD: Tei Shi – Urocza melancholia, R’n’B i girl power

Trudno sklasyfikować jej muzykę – w kawałkach silnie pobrzmiewają rytmy R’n’B, zmieszane z klimatem indie pop i bardziej przestrzennymi dźwiękami elektroniki. Jeśli szukać odniesień do innych artystów, Tei Shi jest blisko zarówno do Grimes, jak i FKA twigs. Melancholijne, sentymentalne utwory przechodzą w bardziej energetyczne, prawie taneczne kawałki, w warstwie wizualnej podkręcone hasłem girl power. Jej koncert na scenie debiutantów podczas Berlin Festival nie przyciągnął tłumów, jednak ujmująca mieszkanka Brooklynu o kolumbijskich korzeniach małymi krokami zdobywa również europejską publiczność, a festiwalowy mainstage jest na horyzoncie.

Tekst: Dorota Groyecka

Zdjęcia: Milena Fik

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dorota Groyecka: Wydałaś już dwie EP-ki. Pracujesz nad albumem?

Tei Shi: Podeszłam do tematu małymi krokami. Na razie wydałam tylko EP-ki, bo jak już wypuścisz album, to spoczywa na Tobie duża presja. Druga płyta, „Verde” jest przymiarką do longplaye’a – wydaje mi się, że jest łatwiejsza dla słuchaczy niż „Saudade” . Materiały na pierwszą EP-kę powstały jako mój prywatny projekt, nie myślałam o wypuszczeniu ich, kiedy jednak płyta ukazała się i zaczęłam grać na żywo, zmieniło się moje podejście do robienia muzyki. Pojawił się zewnętrzny czynnik – publiczność, o której myślisz w czasie tworzenia. Przygotowując materiały na drugą EP-kę zależało mi więc na tym, żeby były bardziej zróżnicowane, bardziej dynamiczne, podeszłam do produkcji całościowo, dodałam więcej instrumentów. Ta płyta jest chyba po prostu weselsza, jaśniejsza niż pierwsza. W każdym razie myślę, że mam już zalążek longplaye’a i poświęcę następne miesiące na bardziej intensywne pisanie piosenek, wcześniej nie miałam wystarczająco dużo czasu – dawałam sporo koncertów.

 

Teledysk do „Basically” jest bardzo filmowy, czym się inspirowałaś pracując nad nim?

Pierwszą inspiracją były komiksy z lat 80., wiedziałam też od razu, że chcę mieć w teledysku kobiecą bandę. To rozwinęło się w pomysł zaczerpnięcia estetyki z filmów typu grindhouse – np. Tarantino. Reżyserem był mój przyjaciel, Nicolas Pesce, który dodał swoje referencje i trochę szarości. Na początku, kiedy sfilmowaliśmy wszystkie sceny, okazało się, że wyszło nam coś bardzo poważnego, co przypominało dziwny dokument wojenny. A ja chciałam, żeby to video miało w sobie trochę humoru, żeby było zabawne, więc w postprodukcji dodaliśmy takie elementy jak np. animowany potwór.

 

 

Dlaczego zależało Ci na towarzystwie dwóch dziewczyn?

Ta piosenka zrodziła się z bardzo prywatnych przeżyć, zdecydowanie kobiecych, miała być rodzajem wsparcia, hymnem. W refrenie mój głos nakłada się na siebie, tak że wydaje się jakby śpiewała go grupa kobiet i chciałam, żeby to odbijało się w teledysku. Z kobiecej perspektywy fajnie było nie pokazywać w video tylko siebie albo dziewczyny i chłopaka, ale elementy girl power.

 

Jakich miałaś idoli, kiedy byłaś nastolatką?

To trudne pytanie, bo zawsze kiedy ktoś mi je zadaje, zapominam wszystkie nazwiska (śmiech). Poza tym to bardzo szerokie spektrum. Wychowywałam się na klasycznym rocku – mój tato uwielbiał Queen, więc ja też kocham Freddiego Merkurego, uważam, że był niesamowity. Podziwiałam męskie ikony, które miały w sobie pewną kobiecość, np. Prince’a, artystów pop, którzy byli w pewnym sensie outsiderami. Miałam też sporo kobiecych idoli – m.in. Björk, Joni Mitchell, Feist.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Słuchałaś R’n’B? TLC na przykład?

To ciekawe, bo bardzo szanuję wykonawców R’n’B, czyli właśnie TLC, czy Aaliyah, kocham D’Angelo, ale nigdy tej muzyki jakoś szczególnie dużo nie słuchałam. Bardzo cenię ten gatunek za to, jak współgrają w nim wokale i melodia, za harmonię. Myślę, że twórczość R’n’B z lat 90. jest dzisiaj ważną częścią popkultury, podświadomie przenika do muzyki.

 

A jak Ty odkryłaś, że masz w sobie muzykę?

Śpiewam i piszę piosenki odkąd pamiętam, ale tak naprawdę poważnie zaczęłam myśleć o robieniu muzyki dwa lata temu. Po skończeniu liceum nie wiedziałam zupełnie co ze sobą zrobić, więc poszłam do college’u, gdzie studiowałam psychologię – to była bardzo dobra szkoła, wielu moich znajomych ją wybrało. Jednak było to pójście na łatwiznę. Poczułam po jakimś czasie, że chcę robić coś innego, zaczęłam pisać więcej piosenek i przeniosłam się do college’u muzycznego. Po skończeniu szkoły przeprowadziłam się do Nowego Jorku i postanowiłam, że muzyka będzie moją drogą zawodową. Przerobiłam utwory, które przygotowałam w trakcie nauki i to one trafiły na moją pierwszą EP-kę.

 

Grasz dużo w Nowym Jorku? Łatwo zorganizować koncert na Brooklynie?

Dosyć łatwo i grywałam najwięcej właśnie w Nowym Jorku, ale staram się teraz trochę rozciągnąć występy w czasie – kiedy dajesz koncert w tej samej dzielnicy co 2-3 tygodnie, to lekka przesada.

 

Jesteś w Berlinie po raz pierwszy?

Tak, w ogóle po raz pierwszy w Niemczech. Poza Londynem i Amsterdamem, miejsca w Europie, które odwiedzam w czasie trasy koncertowej, są dla mnie nowe.

 

Ale dużo podróżowałaś z rodzicami? Urodziłaś się w Argentynie.

Tak, ale moi rodzice są Kolumbijczykami, więc jak miałam dwa lata, wróciliśmy do Kolumbii, a kiedy miałam osiem lat, wyjechaliśmy do Kanady. Po skończeniu liceum też dużo się przenosiłam. Ale chyba czuję się jak w domu w Nowym Jorku. To najbardziej eklektyczne miejsce w jakim do tej pory mieszkałam, dobrze mi w takim otoczeniu. W Nowym Jorku ludzie są z pewnego powodu – nikt tu po prostu nie kończy.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wracając do czasów nastoletniości – każdy kiedyś nosił rzecz, której dzisiaj się wstydzi. Co to było w Twoim przypadku?

Kiedy miałam ok. 14 lat przechodziłam fazę J.Lo. Czułam się wtedy bardzo dumna z tego, że jestem Kolumbijką, w mojej szkole w Vancouver byłam jedyną osobą latynoskiego pochodzenia. Nosiłam w uszach wielkie kolczyki koła, prostowałam włosy żelazkiem, nakładałam na twarz bronzer, a na powieki różowy cień, ubierałam obcisłe kombinezony. To trwało tylko kilka miesięcy, ale faktycznie to było trochę obciachowe, powinnam gdzieś mieć zdjęcie (śmiech). Chociaż z drugiej strony każdy taki okres w pewien sposób buduje to, kim dzisiaj jesteśmy.

 

Wszystkie zdjęcia zostały wykonane aparatem Olympus OM- D EM-1 z obiektywem 12-40 mm 2.8 PRO.

Zobacz też inne wydarzenia

26-28.06.2015, Białystok, Halfway Festival16.04.2015, WARSZAWA, KLUB BASEN, MARY KOMASA10.06.2015, WARSZAWA, MIŁOŚĆ, SLOW MAGIC