LAIF » WYWIAD: Warszawskie życie holenderskiego melancholika

WYWIAD: Warszawskie życie holenderskiego melancholika

Olivier Heim, piosenkarz, kompozytor, znany m.in z Très.B, czy też swojego wcześniejszego projektu Anthony Chorale, który pod koniec zeszłego roku wydał sygnowany własnym imieniem i nazwiskiem album „A Different Life”.
W Cafe Kulturalna, gdzie odbędzie się jego najbliższy koncert 28 kwietnia, opowiedział nam o korzeniach swojej melancholii, próbie zmierzenia się z elektroniką, a także przeistoczeniu z cierpiącego romantyka w spełnionego artystę z doświadczeniami, którymi chce się dzielić. 

Olivier

Olivier Heim; Zdjęcie: Milena Fik

 

Rafał Szczerbowski: Zapewne jesteś pytany o to przy okazji każdego wywiadu, ale mimo to, jak to jest? Jesteś Holendrem urodzonym w Stanach, wychowanym w Luksemburgu, który w którymś momencie swojego życia przeprowadził się do Danii, by następnie zamieszkać w Holandii, a od 4 już lat miejscem, w którym żyjesz, piszesz i komponujesz jest Warszawa.

Olivier Heim: wszystko się zgadza! (śmiech) Moi rodzice są z Holandii także i ja powinienem się czuć w stu procentach Holendrem, mimo to ciężko utożsamiać się z państwem, w którym się nie wychowałem.

 

Gdzie w takim razie w Twoim nazwisku Holenderski przedimek van der lub choćby van?

Moje nazwisko zapewne wywodzi się z niemieckiego słowa oznaczającego „dom”.

 

Czyli możemy się w Twoim bogatym już pochodzeniu doszukiwać także i niemieckich korzeni?

Możliwe, choć póki co, nie mam o nich pojęcia. To mogłoby nawet bardziej namieszać.

 

W tekście jednego z utworów z Twojego ostatniego albumu jest fragment:

„I have started over in another city
A different point of view
Though I keep looking ahead
My mind is drifting through places that I once knew”

Czy to piosenka o Warszawie, najświeższym z miejsc z Twojej listy ? 

Przeprowadzając się do nowego miejsca zostawiasz za sobą dotychczasowe życie, codzienne zwyczaje, przyjaciół, z którymi nawet jeżeli uda utrzymać się kontakt, to wygląda on zupełnie inaczej, niż wtedy, gdy mieszkasz obok. Te zmiany powodują, że twoje korzenie w pewnym sensie zanikają. Niedawno moi rodzice przeprowadzili się z Luksemburga do Amsterdamu, co sprawiło, że oddaliłem się jeszcze bardziej od miejsca, w którym się wychowałem. Przyzwyczaiłem się do tych zmian i myślę, że coraz łatwiej nazwać mi nowe miejsce domem. Jest to również całkiem inspirujące doświadczenie przy pisaniu tekstów.

 

Très.B, które współtworzyłeś do momentu rozwiązania zespołu w roku 2013 możemy określić jako indie-rock, czy też indie-pop. Twój kolejny projekt, Anthony Chorale to poniekąd folk, akustyczne granie z akompaniującą wiolonczelą i Twoim nostalgicznym falsetem. Olivier Heim to natomiast przeskok w stronę soulu i inspirowanego latami 70’ surfu. Te różniące się między sobą gatunki mają jednak motyw wspólny – melancholię. Czy jest Ci ona bliska?

(śmiech) Tak, myślę, że to prawda. Dorastając słuchałem przede wszystkim starych przebojów, często artystów, którzy już nie żyli lub też zakończyli swoją karierę. Wydaje mi się, że muzyka, nie powinna ograniczać się jedynie do teraźniejszości, bo jest czymś ponadczasowym. Lubię to uczucie melancholii, gdy słucham muzyki, która powstała dawno temu i wciąż „żyje”, można dostrzec w niej coś nowego.

 

Anthony Chorale był pewnego rodzaju dekadentem, przechadzał się we mgle nad brzegiem rzeki, śpiewał o wylanych łzach, niepokoju duszy i bólu egzystencjalnym, gdy tymczasem Olivier Heim surfuje na kalifornijskiej fali i kołysze się w rytmie soul. Co się zmieniło?

Anthony Chorale „urodził się”, gdy miałem 21 lat. Traktowałem ten projekt bardzo osobiście, nigdy nie myśląc o tym, by publicznie udostępnić ten materiał. Po wydaniu „Eternal Now”, który faktycznie jest wyjątkowo melancholijny w swym wydźwięku, poczułem się jednak spełniony i nie widziałem sensu, by do tego wracać. Wszystko, co chciałem przekazać zostało już powiedziane. Na kolejnej epce, „Ambitions Of The Son”, postarałem się o szersze instrumentarium, nieco mocniejsze i szybsze brzmienie, zróżnicowane w nastroju, mniej przygnębiające. Minęło trochę czasu i wydaje mi się, że przestałem być marzycielem i zdecydowanie mocniej stąpam po ziemi. Moje teksty stały się mniej abstrakcyjne, a ja sam bardziej skupiam się na opowiadaniu rzeczywistości. Pozbawiłem słowa do moich utworów tej ciężkości wynikającej z mistycyzmu i piszę o swoich doświadczeniach w nieskomplikowany sposób, co bardzo pomogło wnieść w moją muzykę lekkość. Jestem prostym facetem. (śmiech) Już nie jestem tym rozmarzonym romantykiem, który wyobrażał sobie tylko jak wygląda życie, ale już go trochę doświadczył i jest w stanie o nim napisać.

 

Zostając poniekąd przy temacie dojrzewania, czy jest coś w muzyce, czego wcześniej nie lubiłeś, wiedziałeś, że nie odpowiada Twojej stylistyce , a mimo to z upływem czasu stwierdziłeś, że może jednak warto by spróbować?

Pracując nad albumami Anthony Chorale grałem na gitarze akustycznej i nie przypuszczałem jeszcze wtedy, że będę w stanie w późniejszym czasie zamienić ją na elektryczną. Nigdy także nie sądziłem, że kiedykolwiek będę używał wcześniej przygotowanych podkładów, czy komputerowych sampli. Teraz eksperymentuję trochę z elektroniką na potrzeby koncertów i cieszę się, że mogę przezwyciężać swoje ograniczenia. Czasem warto w tym czego nie lubimy, doszukać się cząstki, która nas zachwyci, ponieważ to w jakiś sposób nas kształtuje. Zawsze staram się być otwarty i nie oceniać czegoś przed spróbowaniem, tak jak było choćby w przypadku Très.B i naszego występu z playbacku w telewizji. Spróbowałem. Nadal bardzo tego nie lubię (śmiech).

 

Czy to, że jesteś w trakcie eksperymentów z elektroniką i podkładami oznacza, że planujesz także solowe koncerty?

Tak, chociażby mój najbliższy koncert w Cafe Kulturalna 28 kwietnia będzie właśnie takim solo występem. Będzie to mój pierwszy solowy koncert, który zagram w Warszawie. Jak już powiedziałem wcześniej, jestem prostym facetem i lubię proste rozwiązania. Oczywiście wciąż będę grał z zespołem, gdyż obie formy koncertów są fantastyczne, zarówno te, które wymagają interakcji z innymi muzykami na scenie, jak i te, gdzie skupiam się przede wszystkim na swojej gitarze oraz głosie.

 

Czy sprawdzasz czasem, co ciekawego dzieje się w polskiej muzyce? Czym się kierujesz wybierając osoby do współpracy?

Spotkałem w Warszawie bardzo dużą ilość świetnych muzyków i pracuję z wieloma z nich. Wciąż spotykam interesujących artystów, z którymi w przyszłości chciałbym coś zrobić. Niedawno zacząłem pisać utwór z występującą jako Pictorial Candi, oraz wcześniej współtworzącą Paristetris, Candelarią Saenz Valiente. Zastanawiamy się nawet nad wykonaniem tej piosenki podczas najbliższego koncertu. Jeśli chodzi o muzyczny research to nie jestem w tym najlepszy. Staram się, by muzyka była zawsze wokół mnie, ale sam jej nie szukam zbyt często. Słucham sporo radia. Zdarza się, że zakochuję się na nowo w jakiejś starej piosence, którą słyszałem ostatni raz będąc dzieckiem. Używam jej wtedy jako źródła inspiracji.

 

Jakie są Twoje plany na przyszłość po koncercie 28go kwietnia w Cafe Kulturalna? Zamierzasz skupić się na tworzeniu nowego albumu, będziesz grać więcej koncertów, czy może planujesz wakacje, lub też przeprowadzkę do nowego miasta/kraju?

W tym momencie najbardziej skupiam się na aktualnym albumie oraz dopracowuję solowe koncerty. Mam także nadzieję, że wkrótce, przy pomocy projektu na wspieram.to oraz wszystkich, którzy się w niego zaangażują, zrealizuję teledysk do nowego singla. W planie mam również sporo koncertów w tym m.in. na festiwalu The Great Escape w Brighton, Liverpool Sound City, koncert w Londynie, Berlinie , a także kilka innych w lecie. Wciąż mam nadzieję zagrać także na paru festiwalach. Pod koniec lata zamierzam zacząć nagrywanie nowego materiału. Wciąż nie wiem do końca, co to będzie.

 

W takim razie powodzenia przy najsbliższych koncertach, dobrych relacji z elektroniką i jak najlepszego czasu w Warszawie, co byś mógł tu jeszcze trochę zostać. Dzięki.

 

Rozmawiał: Rafał Szczerbowski

 

Zobacz też inne wydarzenia

15.05.2015, WARSZAWA, KURORT NAD WISŁĄ, PAULA & KAROL 22.03.2015, KRAKÓW, FABRYKA, JUNGLE 06.05.2015, WARSZAWA, KLUB MIŁOŚĆ KREDYTOWA 9, PORTICO – BEFORE FESTIWAL TAURON NOWA MUZYKA 2015