LAIF » WYWIAD: YUUKI – „Muzyka jest jednocześnie chaosem i jego brakiem”

WYWIAD: YUUKI – „Muzyka jest jednocześnie chaosem i jego brakiem”

Kasia Wypychło, znana wam jako YUUKI właśnie wydała swoją debiutancką płytę „Continue”. Z tej okazji spotkaliśmy się, żeby jeszcze raz rozszyfrować jej pseudonim i podpytać o to, jak życie w dzikich Bieszczadach wpłynęło na jej twórczość.

Kiedy narodziła się YUUKI?

To pytanie do łatwych nie należy. Taka YUUKI obecna, spójna i wiedząca, co i jak powstała całkiem niedawno. Mniej więcej 2 lata temu, kiedy na domówce spotkałam Krzysztofa Siewruka – mojego gitarzystę. Dołączając do zespołu, wprowadził instrument i brzmienie, o jakim zawsze marzyłam i brzmiał w moim domu rodzinnym. Piosenki już w większości istniały, ale dodał swoje znacznie więcej, niż 5 groszy i zrobił robotę.
 Potem kolejno Michał Bocek i Filip Torres pojawili się w zespole i teraz tak trwamy, a właściwie zaczynamy nowy rozdział. Jaram się tą aurą i niewiadomą.

W jednym z wywiadów mówisz, że „Yuuki po japońsku oznacza odwagę i odzwierciedla życie w zgodzie ze sobą”. Czy muzyka pomogła ci ogarnąć życiowy chaos, o którym wspominasz przy okazji premiery tej płyty.

Hmmm… bardziej, że chciałam jej sobie dodać, choć cała akcja z nazwą to w sumie zupełny przypadek. Zawsze lubiłam słowo „YUKI”, jednak sprawdzając jego znaczenie, okazało się, że to śnieg. Lubię śnieg, ale osobowość mam bardziej słoneczną z małą tylko nutą nostalgii, więc „z głupa” dodałam drugie „U” i wyszło YUUKI, co było dla mnie jak zastrzyk kofeiny i pomyślałam: „TAAAAK tego mi trzeba właśnie teraz — odwagi”.
 A muzyka? Ona jest jednocześnie chaosem i jego brakiem. Całe moje doświadczenie jest zawarte debiutanckim „Continue” i mam nadzieję, że zawsze tak będę mogła.

„YUUKI to dziewczyna wychowana bez prądu i wody w środku bieszczadzkiego buszu”. Opowiedz nam coś więcej o swoim dorastaniu. Jaki miało wpływ na Twoją muzykę?

Rodzice po tym, jak już Tata poderwał Mamę na słuchanie płyt (śmiech), uciekli z Wielkopolski w Bieszczady. Rozbudowali i założyli schronisko ekologiczne bez prądu i wody w Komańczy. Moja siostra już była na świecie, a z czasem pojawiłam się ja. I tak sobie żyliśmy. 
Frajdą było szukanie z Tatą śladów niedźwiedzia na śniegu, a nie np. komputery i inne współczesne sztosy. Pamiętam taki czas, że co niedzielę, siadałyśmy po ciemku na podłodze wspólnie z Mamą i Tatą i każdy z nas nazywał, co słyszy. Przez takie momenty plus wyprawy nad rzekę i słuchanie Taty grającego na gitarze, czy masę totalnie intrygujących ludzi, którzy przewijali się przez schronisko, ukształtowała się moja wrażliwość Dziękuję im za tę przygodę. Nie mogło być piękniej.

Zrobiłaś jakieś kawałki, gdzie z tyłu głowy miałaś Bieszczady i ten krajobraz z dzieciństwa albo muzykę z tamtych rejonów?

Mam jeden utwór „Don’t you worry”, który nie ujrzał światła dziennego i który jest totalnie dedykowany tamtym miejscom, muzycznie i lirycznie. Może kiedyś go wydam. Nie wiem. Na razie czeka na swój czas. 
Na płycie „Continue” jednak wszystkie przestrzenie, które się pojawiają, są częścią Bieszczad, bo ja jestem ich częścią.

Obecnie mieszkasz w Warszawie, wcześniej na Islandii, nie męczy Cię miasto? Gdzie najbardziej lubisz tworzyć?

Właśnie teraz nastaje taki czas, kiedy zaczęłam się tu czuć coraz lepiej i lepiej. Jasne, że czasami męczy mnie to miasto. Chcę mieć dom też w naturze kiedyś. Ale jest jeszcze na to czas, a tworzyć lubię wszędzie, gdzie pojawi się TEN moment. Trudno to opisać – to jak uderzenie endorfin, jakiegoś haju, pomieszanego z rodzajem dobrego niepokoju i silnym skupieniem. Pojawia się, gdy jest mniej maili do wysłania, a więcej książek, analogowości albo po prostu, jak ot tak usiądę sobie przy pianinie i zacznę grać, bądź gram z kimś. Staram się łapać i korzystać z tych momentów, bo nigdy nie wiesz, czego być może nie oddasz światu, jak zignorujesz moment.

Jakie to uczucie wydać pierwszy album?

Ekscytacja, paniczka, dużo pracy, trochę duma i chęć grania dużo dla Was i wszędzie.

Opowiedz nam o ulubionej piosence z tej płyty
.

Przyznam, że mam więcej niż jedną. Każda z nich jest historią, która miała miejsce w moim życiu. 
Obecnie jednak mam odpał na „Continue”, bo daje nadzieję, „Hope”, bo jest nadzieją, „Oswajam”, bo po polsku, a w tym języku śnię. No i oczywiście „Wolf”, bo w nim zaklęte są romanse muzyczne z dzieciństwa i lubię siebie słuchać, śpiewającej nisko.

Co dalej?

Na początek koncert premierowy 14 sierpnia 2018 w Grizzly Gin Bar w Warszawie na ulicy Wilczej 46, a potem pojawią się klipy, live, koncerty, supporty, festiwale. Marzę, by piosenki „Higher” i „Calling you” opisały jakieś obrazy filmowe. Ktoś jest chętny? (śmiech) Wpiszą się idealnie!
 No i następne płyty, na których pewnie kolejni intrygujący ludzie się pojawią.

Zobacz też inne wydarzenia

25.04. 2015, WARSZAWA, KLUB STODOŁA, OPEN STAGE, RITA PAX03.06.2015, SOPOT, KLUB SFINKS700, MOUNT KIMBIE/URBAN ZOO15.08.2015, Warszawa, Lost Pool